20:52
1/2/2019

Po naszym artykule dotyczącym gościa, który zakładał kłódki na klamki przypadkowych samochodów (i domagał się 100 PLN za podanie kodu do otwarcia kłódki) odezwał się do nas jeden z Czytelników, który podzielił się z nami poniższą historią — tematycznie zbliżoną, ale dotyczącą Ukrainy. Oddajemy głos Czytelnikowi.

Mieszkałem 2 lata na Ukrainie i spotkałem się parę razy z “kradzieżą” tablic samochodowych. Wygląda to zazwyczaj tak. Samochód stoi przy osiedlu na “polskich blachach”. Ktoś odkręca tablice rejestracyjne i zostawia karteczkę z numerem telefonu za wycieraczką. Naciągacze wiedzą że bez tablic Polak nie może przekroczyć granicy i oczekują okupu.

Po skontaktowaniu się z naciągaczem, prosi on o zostawienie okupu (od 50$ do 200$). Z informacji od znajomych — po zostawieniu pieniędzy w miejscu wyznaczonym, tablice rejestracyjne do nas i tak nigdy nie wracają. Najprawdopodobniej jeżdżą na nich Ukraińcy. [Inni Czytelnicy, którzy kontaktowali się z nami w tej sprawie, donoszą, że często okup należy przesłać jako płatność elektroniczna i wtedy otrzymuje się informacje, że tablice leżą np. w krzakach, dwie ulice dalej — dop. red.]

Jadę na Ukrainę — co robić, jak żyć?

Nitowanie tablic średnio pomaga, urywają tablice z kawałkami ramek i zderzaków, nie patrzą się na inne zabezpieczenia. Najlepiej jest zakupić tablice zastępcze i na nich jeździć, a oryginalne trzymać w bagażniku w razie zatrzymania przez policję (zaraz po przekroczeniu granicy wymienić na atrapy). Jeśli takowych nie mamy to można mieć tablice za szybą, ale trzeba je chować jak się z samochodu nie korzysta.

Co jeśli mi już ukradli tablice a chce wrócić do Polski?

Teoretycznie można zgłosić się do ambasady, ale długo trwa załatwianie tablic. W moim przypadku poszedłem na policję zgłosiłem sprawę. Policjanci sami spytali czy sprawcy zostawili numer telefonu. Sprawy nie przyjęli, a nam dali poświadczenie dla celników na granicy (że zgubiliśmy tablice jeżdżąc nieuważnie po mieście). Z tym udaliśmy się na granicę i nas przepuścili.

W takiej samej sytuacji była moja znajoma. Policja ukraińska dała im dokument który upoważniał na przekroczenie granicy Polsko Ukraińskiej lecz przyczyną w tym przypadku była kradzież. Od czego to zależy? Sam nie wiem :/

Raz na jakiś czas ukraińska policja chwali się złapaniem takowego złodzieja i pokazuje zdjęcia tablic które skonfiskowali:

Podobne kradzieże zdarzają się także w Polsce przy granicy z Ukrainą, a nawet w Tarnobrzega. Oto skutek działań jednej z grup z tamtych okolic:

Co prawda nie w Tarnobrzegu, a nieopodal, bo w Rzeszowie odbędzie się niebawem nasz wykład pt. Jak nie dać się zhackować?. W 3 godziny pokażemy ataki, za pomocą których cyberprzestępcy okradają Polaków z danych, tożsamości i pieniędzy. Powiemy jak się przed nimi zabezpieczyć bez konieczności ponoszenia jakichkolwiek opłat. To wykład z którym zapoznać powinien się każdy, kto korzysta z internetu na smartfonie lub komputerze. Prowadzimy go przystępnym językiem, przeplatając demonstracjami ataków na żywo — dlatego zabierzcie ze sobą swoich rodziców!

Rezerwacji miejsca można dokonać tutaj — a więcej na temat tego co będzie na wykładzie dowiecie się stąd.


Aktualizacja 3.02.2019, 14:17
Jesteśmy szczerze zaskoczeni, że użycie (także poprawnej) nazwy miasta Tarnobrzeg w dopełniaczu wzbudziło aż takie emocje. Podobnie jak użycie równie poprawnego przyimka przed nazwą kraju. Czy chcieliśmy taką odmianą i przyimkami coś udowodnić? Nie. Czy był w tym ukryty przekaz? Nie. Wsparcie jakiejkolwiek partii politycznej lub światopoglądu? Też nie. Język is język (pun intended). Korzystamy z niego jak z narzędzia, opisując sprawy inne niż polska gramatyka. Żałujemy, że zamiast dyskutować w temacie, komentarze zdominował wątek językowy…, choć nie chcieliśmy wprowadzać cenzury, to patrzenie na to jak skaczecie sobie do gardeł, napawa nas coraz większym smutkiem. Ponieważ Niebezpiecznik to nie SJP ani blog skądinąd superfajnego prof. Miodka, podjęliśmy decyzję, że od tej pory każdy komentarz dotyczący literówek/gramatyki, będzie przez nas czytany, rozważany i nieprzepuszczany. W kwestii wspomnianego wcześniej przyimka i dopełniacza, aby każdy z Was miał rację, połowa użyć “spornych literek” jest teraz w jednej, a połowa w drugiej wersji. Endżoj!

Przeczytaj także:

52 komentarzy

Dodaj komentarz
  1. “Od czego to zależy? Sam nie wiem :/”

    Ci bystrzejsi dali papierek o zgubieniu, żeby sobie nie psuć statystyk niewykrytych sprawców kradzieży.

  2. Co zrobić, jak żyć? Aż chcę się napisać, że wysmarować tablice czymś, co ładnie wejdzie w reakcje ze skórą. Tylko nie od razu, coby się nie połapali od razu i nie zdewastowali samochodu.

    • Chloran wapnia. Silny utleniacz. Tylko że śmierdzi chlorem (:

    • Ruskie Nowiczokiem smarują. ponoć działa

    • Polon

    • Ta… a potem taki typ pozwie cię do sądu za spowodowanie uszczerbku na zdrowiu.

  3. Kacapy pierdolone…

    • Na nich mówi się „chachły”, lub „chochoły”

    • Naprawdę tak uważasz? Prawie codziennie na tym blogu czytamy, jak Polacy okradają lub naciągają innych Polaków, ale to Ukraińców trzeba nie lubić?

    • @Daniel – może kolega powyżej wzburzył się, bo ukraińcy robią mu konkurencję…

  4. Pewnie niewielu z Was wie ale samochód nawet na publicznym parkingu nie musi mieć założonych tablic rejestracyjnych. Musi je posiadać samochód znajdującyc się w ruchu. Gdy siedzimy w smochodzie na miejscu kierowcy i kluczyk jest włożony do stacyjki (lub możemy wcisnąć klawisz rozrusznika) to uważane jest to już za “samochód w ruchu”. Jedyna bezpieczna metoda to ściąganie tablic rejestracyjnych na postoju. Innym rozwiązaniem polecamym nawet przez Policjanów jest dorobinie sobie tablicy w firmie reklamowej lub profesjonalnej talibcy tłoczonej przez internet (w Zgorzelcu jest taka firma która wytłoczy nam dowolną tablicę eurpejską zgodną z wszystkimi normami). A oryginał wożony ukryty w bagaźniku. Co ciekawe za np. fałszywą tablicę rejestracyjną (z innego samochodu, znalezioną, dorobioną) grozi mandat w wysokości od 50-100 zł i nic więcej.

    • Oj, wcale nie. Samochód bez tablic zaparkowany przy drodze publicznej jest traktowany tak samo jak samochód, którego widoczny stan techniczny wskazuje na długotrwałe nieużywanie lub porzucenie – czyli może być odholowany.

    • To w Polsce – a jakie przepisy co do tablic rejestracyjnych obowiązują na Ukrainie?

  5. @Kcroot – kacap mówi się pogardliwie na Rosjan, nie Ukraińców.

    • Niebezpieczniku, proszę po Polsku. Na Ukrainę, tak jak na Litwę, na Łotwę i do Estonii, albo do Czech, ale na Słowację. Myślicie, że nasi południowi sąsiedzi mają jakieś obiekcje, co do ich niepodległości?

  6. Żadne tam nitowanie tablic, żadne smarowanie gónwem. Urywać złodziejom ręce przy samej dupie i tyle.

    I tak jak nie mam nic przeciwko imigracji zarobkowej czy nawet i socjalnej, tak teraz się zwyczajnie wkurwiłem. Nie o to że kradzież, tylko o stopień jej upierdliwości.
    Kiedyś odmówiłem znajomym wycieczki na wschód, bo mi było szkoda wozu na tamtejsze drogi, prawie się obrazili. Teraz nie muszą nigdzie jeździć, wschód wraca do nas.

    • Co imigracja ma wspolnego z tematem?

    • Taki, że ludzie jadąc z jednego kraju do drugiego zabierają swoją głupotę ze sobą.

  7. Jedziemy nie “do Ukrainy” tylko “na Ukrainę”.

    Ukraińcom ta forma się nie podoba bo sugeruje jakoby ich kraj był tylko terytorium a nie niepodległym państwem, ale nie możemy zmieniać zasad naszego języka dlatego, że komuś się one nie podobają. Po polsku trzeba właśnie tak pisać. Podobnie jak “na Węgry”, “na Słowację” czy “na Łotwę”.

    • Język się zmienia, często właśnie z powodów społeczno-politycznych. Rozumiem przywiązanie do poprawności, mnie samego razi niska świadomość rodaków jeśli chodzi o poprawność językową, ale nie mówimy językiem z XIX wieku, i nie możemy oczekiwać, że w XXI będziemy mówić dokładnie tak samo jak XX. Jeżeli „do Ukrainy” stanie się normą, to dla mniej tym lepiej. Jeżeli możemy używać firmy wyrażającej większy szacunek wobec niepodległości sąsiadów, to dla mnie spoko.

    • +1 – swoją drogą autor mógłby się podpisać imieniem i nazwiskiem…

    • > ale nie mówimy językiem z XIX wieku

      Ależ nie! W języku polskim w roku 2019 forma “w Ukrainie” czy “do Ukrainy” to błąd.

      Analogicznie jak w języku niemieckim jedzie się “in die Schweiz”, “in die Ukraine” i “in die Slowakei” – a przecież trudno o lepszy przykład niepodległego od dawna państwa (o najsilniejszym chyba w Europie poczuciu narodowej odrębności) niż Szwajcaria.

      > Jeżeli możemy używać firmy wyrażającej większy szacunek
      > wobec niepodległości sąsiadów, to dla mnie spoko.

      Nie zgodzę się, bo mówimy że jedziemy “na Węgry”, a nigdy terytorium tego państwa podległe nam nie było.

      To po prostu kwestia uzusu w języku polskim i to jego należy szanować, a nie na siłę podkreślać niepodległość tego czy innego państwa. Uważam, że nie powinniśmy zmieniać naszej gramatyki dlatego, że Ukraińcom się coś w niej nie podoba. A samym Ukraińcom życzę jak najlepiej.

      Warto zresztą dodać, że i w samym języku ukraińskim oprócz podstawowej formy “w Ukrajini” istnieje też forma “ja pojichaw na Ukraijinu” podkreślająca powrót na ojczystą ziemię.

    • To jest jakaś politycznopoprawnościowa paranoja i gwałt na języku polskim. Jako czytelniczka tej strony i użytkowniczka polszczyzny domagam się poszanowania reguł naszego języka!

    • Do Ukrainy.

      Cytat:
      Z rozdziałem krajów na te, do których, i te na które się jedzie, jest trochę kłopotów. Decydują dawne zwyczaje. Najogólniej mówiąc, jedziemy do, gdy kraj jest samodzielnym państwem, zwłaszcza nieco odleglejszym, zaś na, gdy kraj traktowany jest trochę mniej „państwowo” – jak obszar, ziemia, teren, prowincja, także gdy jest bliższym sąsiadem. Sytuacja się komplikuje, gdy z niepaństwowego „obszaru” tworzy się państwo – bo językowy zwyczaj zostaje. W kraju jedziemy na Śląsk, Mazowsze, Mazury, Kujawy (choć do Wielko- i Małopolski, ale tam mamy w wyrazie Polskę), poza nim – na Litwę, Łotwę (już do Estonii), Białoruś, Ukrainę, Słowację, Węgry. Kiedyś także – na Mołdawię, dziś – do Mołdawii. Jeździmy także na wyspy, półwyspy i morza.
      Pozdrawiam

      https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/na-Wegry-na-Slowacje-itp;1225.html

  8. No to ja napiszę jak moja przygoda w tej kwestii wyglądała we Lwowie. Wycieczka na 3-4 dni. Auto parkowane na noc na ulicy (rok wcześniej parkowaliśmy obok kwatery – na strzeżonym – cieć, szlaban). Już wcześniej widziałem tablice, zwłaszcza polskie, mocowane na nity czy np. 1 wkrętów, ale wówczas nie skojarzyłem faktu. Rano niespodzianka – obu tablic brak. Dolne części ramek po prostu wyrwane. Kartka za wycieraczką z numerem telefonu. Dzwonię do konsulatu. Mówią: nie dzwoń na ten numer i nic nikomu nie płać. Tablica może być w tym czasie wykorzystana np. do napadu czy tankowania bez płacenia i co z tego że ją odzyskasz jak nie przejedziesz przez granicę. Zresztą zapłacisz (smsem albo przelewem) a tablicy i tak możesz nie odzyskać. Każą iść na komisariat. Podał mi namiar na najbliższy. Tam mam złożyć zgłoszenie i koniecznie uzyskać potwierdzenie zgłoszenia. Idę. Fartownie spotykam tam policjanta który mówi zgrabnie po polsku (matka – polka) !!! Wypisuje, spisuje, notuje. Klimat wizualny jak z pierwszego Pitbula :) Numer telefonu z kartki już znają od jakiegoś czasu – nie pierwsza taka sytuacja. Każe jutro przyjść po papier. Pytam jak mam się teraz poruszać po Ukrainie bez tablic. Mówi że nie muszę mieć tablic :) Ew. posiłkować się potwierdzeniem zgłoszenia (dostaję do ręki małą kartkę). I faktycznie jeżdzę na golca. Dziwne uczucie. Następnego dnia z papierem z policji idę we Lwowie do tłumacza certyfikowanego (czy jakoś tak) – chyba taki nasz przysięgły. Wyrabiam tłumaczenie z pieczątką – ponoć potrzebne na granicę, czy do naszego Wydziału Komunikacji (nie pamiętam). W międzyczasie w głowie planowanie w przód. Ok – dojadę do granicy UA-PL z kwitem i co dalej. Do domu mam od granicy 150km. W Polsce bez tablic nie mogę jechać. Przecież każdy jeden niebieski patrol po drodze mnie zatrzyma. Może wytłumaczę pismem, może nie, ale pierwszy służbista który się trafi po prostu zabierze dowód rejestracyjny i każe szukać lawety… Dodam – na pokładzie cała rodzina. Dobrze że miałem laptopa. Ściągam paint.net. Szukam w rozporządzeniach ministerialnych wzoru tablicy (rozmiar, kolor, rozmieszczenie elementów) – jest. Szukam czcionki – nie ma. Tj. są bitmapy. Trudno – najwyżej troche dłużej to zajmie. Wszystko jest. Składam sobie plik graficzny. Pendrive. Punkt z wydrukami. Laminacja – 2x folią A4, na zakładkę. Robię 4 sztuki tablic, na wszelki wypadek, jakbym miał zgubić. W markecie kupuję nowe ramki. I jazda do domu. Po drodze na ukraińskiej granicy połapali się, ale nie na przejściu tylko żołnierz który wpuszczał do wjazdu na samo przejście. Pokazuję pismo po ukraińsku z policji. Odrzekł: “Współczuju”. Pojechali. Na granicy z tego co pamiętam nikt nic nie mówił i chyba niepotrzebnie to pismo pokazałem bo celniczka kazała iść gdzieś na przejście i zrobić dla niej xero. Oczywiście nie za free. Kopia oddana pani w okienku i na polską stronę. Tam zaskakująco – chyba nikt o nic nie pytał. Do Lublina droga z duszą na ramieniu ale bezproblemowo. Po weekendzie Wydział Komunikacji (czasy bezkolejkowe) – wtórnik czy przerejestrowujemy? Tu chyba konieczne było to pismo ze lwowskiej policji – przetłumaczone. Wtórnik to te same tablice co wcześniej, więc ten sam potencjalny problem (może ktoś na tych ukradzionych coś nabroi i będzie na mnie). Przerejestrowane. Ot historyja cała. Ale do Lwowa jeszcze napewno pojadę bo warto. Tylko na parking strzeżony i z tablicą przymocowaną na wkręty albo nity.

    • Nie 1 a 10 nitów.

    • Jest gotowa czcionka do drukowania tablic na papierze – arklatrs.ttf
      Jeździłem tydzień z papierową, po tym gdy borsuk wyskoczył mi przed maskę i uciekł z tablicą. Ani borsuka, ani tablicy nie znaleziono.
      Przy okazji, polecam wywalać te idiotyczne ramki i mocować tablice używając fabrycznych mocowań w zderzaku. Dwie dziurki w tablicy, dwa estetyczne nierdzewne wkręty na inbus i tablica nie do ruszenia.

  9. Atrap chyba i tak nikt nie kradnie, bo na szybie jest naklejka rejestracyjna.

    • I myślisz, że osiedlowy gopnik sprawdza takie rzeczy?

  10. Niebezpieczniku – “na Ukrainę” a nie “do Ukrainy”. Zmieńcie proszę ten tytuł.

    • A czy używanie do Ukrainy jest podkreśleniem niepodległości tego państwa i niezależności od Rosji? “Na” używa się gdy się mówi o wyprawie na terytorium zależne.

    • “Niebezpieczniku – “na Ukrainę” a nie “do Ukrainy”. Zmieńcie proszę ten tytuł.”

      Czyli co? Jadę na Grecję czy do Grecji? :)

    • “Czyli co? Jadę na Grecję czy do Grecji? :)”

      Zależy co to za Grecja …jak państwo, to NA, jak kobieta, to DO ;p

    • Nope.

      Do Ukrainy

      https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/na-Wegry-na-Slowacje-itp;1225.html

    • https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/na-Wegry-na-Slowacje-itp;1225.html
      I wszystko jasne.

    • Jadę do województwa czy na województwo? Przecież to nie jest niezależny kraj, tylko jak najbardziej fragment większej państwowej całości.

      I ot, posypał się argument politpoprawności. Obie formy są poprawne i zwalczanie którejkolwiek to przejaw kilku nieprzyjemnych -izmów.

    • A jedziesz “na Śląsk” albo “na Mazury” czy “do Śląska” albo “do Mazur”? :-)

    • Norma językowa. “Na Ukrainę”, tak samo jak “na Słowację”, “na Węgry”, “na Litwę”, czy nawet “na Kubę” (tyle że w ostatnim przypadku dlatego, że to jest wyspa). Język polski składa się w 85% z wyjątków i to są jedne z nich ;)

    • @Piotrek – uparłeś się na te dwa jakby to były jedyne, więc jedźmy dalej – jedziesz do Małopolski czy na Małopolskę? Do Pomorza czy na Pomorze? Kujawy? Zaolzie?

      Pierwszy raz tutaj usłyszałem że “na” albo “do” decyduje o tym, czy udajemy się na terytorium zależne czy niezależne, że w ten sposób to określamy. A co z wyjazdem W Tatry? DO Beskidu? NAD Bałtyk? DO Puszczy Białowieskiej?

      To wynika wyłącznie z zasad używania przyimków w języku polskim, a nie z jakichś geopolitycznych pobudek. Kogo interesuje co inny naród myśli o naszym języku? Byli już tacy co chcieli w ogóle język polski wymazać z kart historii, i pomimo niemałego wysiłku w to włożonego nie udało im się. Tym bardziej nie uda się na niego wpłynąć kilku niezadowolonym turystom zagranicznym.

  11. Strzeżony parking we Lwowie kosztuje 4 zł za dobę. Można zostawić tam auto na czas pobytu i poruszać się po mieście miejskim transportem / Uberem / taksówkami.

  12. W końcu polacy mogą poczuć się jak niemcy :) gdy w latach 90 polacy jeździli “na robotę” to nich, albo gdy niemiec przyjechał do nas i tracił auto. Opinia polskich złodziejaszków nie wzięła się znikąd. Teraz identyko mamy to samo z ukraińcami :D

    • Ale Polacy mieli wtedy dobry powód – zaraz po zjednoczeniu Niemiec ci wschodni pozbywali się swoich “komunistycznych” samochodów poprzez zostawianie ich na polskich wsiach przygranicznych. Nie żartuję, bywało że facet wychodził rano na pole i znajdował tam kilka Trabantów.

      Ludzie w kilka dni przywykli do tej manny, a jak się skończyła to zwyczajnie poszli po więcej. :P

  13. Jeździ się NA Ukrainę i NA Węgry. I proszę mi tu nie wyskakiwać z “argumentacją”, że forma do sugeruje niepodległość danego terytorium, bo jak widać powyżej nic podobnego nie ma miejsca. Podobnie jest z wyjeżdżaniem na Jamajkę czy inną Kubę. Proszę o szacunek dla języka.

  14. To jakaś zaraza, mi skubnęli tablice w Holandii ale nie zostawili numeru telefonu .Kolorowe flamastry,czcionka z netu, laminat z taśmy przeźroczystej /nawet ładnie wyszło :)/ i do domu.

  15. Sąsiad z osiedla podpadł małolatom i zdewastowali mu auto. Samochód stał na parkingu pod blokiem, na wprost jego okien, a mimo to urwali wycieraczki, zabrali korek wlewu, wsypali piach do baku i ukradli tablice rejestracyjne. Pokazuje mi auto i mówi, że tablice pewnie na paliwo. A byłem świeżo po lekturze Sherlocka Holmesa, więc włączyła mi się analiza :) Gdyby chcieli tablice na kradziocha, nie ryzykowali by, że ktoś ich zauważy jak dewastują samochód. Zmyli by się jak najszybciej. Spokornienie staruszka trochę zajęło, więc czysta złośliwość a tablic pozbyli się jak najszybciej żeby ich nie wiązały ze zdarzeniem. Zajrzałem pod pobliskie samochody i do studzienki kanalizacyjnej, ze 3 -4 m dalej. Były w środku. Sąsiad wyrobił nowy dowód rejestracyjny, więc było po ptakach. Zdziwiło mnie tylko, że policja tam nie zajrzała, ale widać nie lubią twórczości Conan Doyla.

    A druga historia to kolega z pracy mówił, że u nich na osiedlu kradli kołpaki (lata temtu) i ktoś wpadł na pomysł i wmontował do nich od spodu żyletki….

  16. A propos Waszego komentarza na temat poprawności językowej. Ja wszystko rozumiem ale nie ma się co denerwować tylko jeśli ktoś podaje poprawną formę, wypadałoby jednak uderzyć się w pierś i tekst poprawić a ewentualną dyskusję pod artykułem wyczyścić z niepotrzebnych komentarzy uprzedzając o tym aby nikt się później nie pieklił.

  17. “Podobne kradzieże zdarzają się także w Polsce przy granicy z Ukrainą, a nawet w Tarnobrzega”

    Powiedzcie mi że ten błąd popełniliście specjalnie

    • Popatrz na aktualizację ;)

    • Piotrku, litości… to, że coś tam napisaliście w aktualizacji nie znaczy, że nie można tego poprawić w tytule artykułu a tak… wygląda jakbyście szli w zaparte. “w Tarnobrzega” brzmi jak “w Bydgoszczu” i tak samo jak każdy Tarnobrzeżanin powie Ci “mówi się w Tarnobrzegu” tak każdy Bydgoszczanin powie Ci, że mówi się “w Bydgoszczy”. Zrozumiałbym gdyby to tył jakiś Onet gdzie takich baboli jest bez liku ale Niebezpiecznik…?

  18. Odnośnie wyboru formy np. tego Tarnobrzega vs Tarnobrzegu – ja osobiście stosuję “disambiguation rule”, czyli wybieram tę, która ma węższe znaczenie; skoro więc rzeczownik pospolity “brzeg” odmienia się “brzegu”, to w przypadku nazwy własnej wybieram formę “-brzega”. Z tego samego względu preferuję “do Tychów” zamiast “do Tych”.

    Natomiast nowomowę polityczniepoprawną traktuję jako błąd – nie jedzie się “do” żadnej Ukrainy, tak samo jak nie ma żadnej “ministry” czy “premierki” i nigdy nie było “dwumlasku” myszką. Owszem, język jest żywy i dzisiaj można powiedzieć “sędzina” o kobiecie, która wykonuje zawód sędziego (a nie tylko o żonie sędziego), ale różnica pomiędzy naturalną ewolucją znaczenia słów a sztucznym, siłowym naciąganiem języka do jakiejś urojonej rzeczywistości zwykle bywa ko(s)miczna.

    Z ciekawości – czy politycznie skrzywieni Niemcy też zwalczają “das Mädchen”?

    • Wszelkie psycholożki, itp. twory brzmią komicznie. Zawsze gdy słyszę takie określenia, myślę sobie, że lepie byłoby gdyby używać form -loszka, od lochy, w końcu też rodzaju żeńskiego ;D

  19. Nieważne czy tablice ci ukradną w Polsce czy na Ukrainie, numery trafiają do bazy policyjnej jako utracone i przy KAŻDEJ kontroli nawet jak już ci wyrobili duplikaty figurują jako “czerwone” i utracone Wtedy kontrola drogowa nie trwa np 10 min tylko 30 min, bo patrol musi ustalić co jest nie tak z tymi numerami. Więc lepiej przerejestrować i mieć spokój.

Odpowiadasz na komentarz Roobal

Kliknij tu, aby anulować

Zamieszczając komentarz akceptujesz regulamin dodawania komentarzy. Przez moderację nie przejdą: wycieczki osobiste, komentarze nie na temat, wulgaryzmy.

RSS dla komentarzy: