16:17
8/9/2022

Systemy ostrzegania przez zagrożeniami to bardzo ważny element funkcjonowania państwa. Niestety, rząd właśnie wpadł na pomysł, który może zbudować wiele złych skojarzeń wokół, bądź co bądź przydatnego, Regionalnego Systemu Ostrzegania.

Dziennikarze radiowi i telewizyjni od wczoraj pytają nas o te kwestie. Postanowiliśmy więc opisać swoje spostrzeżenia w postaci artykułu, aby nasze stanowisko nie rozmyło się w różnych, często skracanych komentarzach.

Pssst! Skoro ten artykuł dotyczy aplikacji ostrzegających przed zagrożeniami, to czy zainstalowałeś już naszą, niebezpiecznikową aplikację CyberAlerty, która ostrzeże Cię, kiedy w polskim internecie pojawi się nowy atak w wyniku którego możesz stracić pieniądze lub dane? Nasza aplikacja nie wymaga rejestracji i nie prosi o żadne dane — możesz ją za darmo pobrać stąd.

Niepokojący fragment w projekcie ustawy o ochronie ludności

Rev przedwczoraj zauważył, że w projekcie ustawy o ochronie ludności oraz o stanie klęski żywiołowej, który na początku tego tygodnia pojawił się w Rządowym Centrum Legislacji, pojawił się taki zapis:

Art. 64. Autoryzowany sprzedawca, o ile jest to techniczne możliwe, obowiązany jest do preinstalacji aplikacji mobilnej RSO na telekomunikacyjnych urządzeniach końcowych sprzedawanych użytkownikom.

Ponadto projekt proponuje wprowadzenie podobnego przepisu do ustawy o systemie powiadamiania ratunkowego.

„2. Autoryzowany sprzedawca, o ile jest to technicznie możliwe, obowiązany jest do preinstalacji aplikacji mobilnej Alarm112 na telekomunikacyjnych urządzeniach końcowych sprzedawanych użytkownikom.”;

Powiedzmy od razu, że jest to dopiero projekt na etapie konsultacji i jest obszerny, a więc z pewnością będzie jeszcze podlegał zmianom. Wokół tych zapisów zrodziła się jednak gorąca dyskusja.

Rządowa apka będzie obowiązkowa?

Rząd chciałby, aby na telefonach sprzedawanych w Polsce preinstalowano dwie aplikacje autorstwa MSWiA: Alarm112 (do wzywania pomocy) i RSO (do otrzymywania alertów). To budzi naturalny sprzeciw. Każdy z nas traktuje swój telefon jako pewną przestrzeń prywatną i możemy zwyczajnie nie chcieć, aby od momentu zakupu w tej przestrzeni był zainstalowany rządowy kanał informacyjny.

To jest pierwszy podstawowy problem jaki widzimy. Systemy ostrzegania są ważne i powinny budzić zaufanie, a pomysł na “wciskanie ludziom na smartfony obowiązkowej rządowej apki” robi dokładnie coś innego. Założymy się, że dla części użytkowników odinstalowanie tych aplikacji byłoby pierwszym krokiem po uruchomieniu telefonu. O ile w ogóle te aplikacje się na nim pojawią, bo w wielu przypadkach to po prostu będzie niemożliwe.

Na iPhonach niemożliwe, na Androidach i tak nie będzie ostrzegać

Zacznijmy od tego, że preinstalacja jakiejkolwiek aplikacji wcale nie jest taka łatwa. Zwłaszcza na iPhonach kierowanych na rynek konsumentów. Tego smartfona trzeba najpierw aktywować i zalogować się na nim na konto AppleID, aby móc cokolwiek zainstalować. Nawet te iPhony, które są dystrubuowane przez operatorów telefonii komórkowej w ich salonach nie posiadają preinstalowanych apek. Wygląda więc na to, że wrzucenie aplikacji MSWiA byłoby możliwe chyba głównie na smartfonach z Androidem. Np. tych “za złotówkę” dodawanych do niektórych abonamentów.

Ale załóżmy, na potrzeby tego artykułu, że nawet ktoś chciałby takiego smartfona z Androidem od operatora kupić i z niego skorzystać bez prewencyjnego oranka do ustawień fabrycznych. Na współczesnych Androidach, o czym wspomina Tomasz Zieliński, aby zacząć otrzymywać powiadomienia trzeba przynajmniej raz aplikację otworzyć (kliknąć w nią) i wydać zgodę na powiadomienia. Ile osób to zrobi? To nie ma znaczenia. Znaczenie ma to, że w domyślnie do nikogo żadne komunikaty wysyłane przez MSWiA nie będą docierać.

Praktyka preinstalowania aplikacji przez operatorów jest mimo wszystko na rynku spotykana. Swojego czasu krytykowaliśmy w Niebezpieczniku aplikacje Plusa do pilnowania spłacania rat. Tu operator sam podjął koszty (i ryzyko) i doszedł do wniosku, że zabawa w preinstalację mu się opłaci a klient nie pójdzie na zakupy do konkurencji, jak się dowie że jest “szpiegowany”. To teraz pytanie, kto pokryłby operatorom koszty związane z nowym obowiązkiem?

No chyba, że rząd, jak Rosja, przekona Google i Apple do takiego “ekranu” z sugestią (ale nie obowiązkiem!) instalacji aplikacji. Wątpimy. W Polsce to nawet Siri nie ma…

Skoro technicznie nowy pomysł rządu mamy już przekreślony, to popatrzmy jeszcze na kwestie “formalne”.

Braki w ocenie skutków regulacji

Zastanówmy się też, kim w ogóle jest “autoryzowany sprzedawca” urządzeń końcowych, który będzie miał realizować nowy obowiązek? Niestety definicji nie znaleźliśmy ani w ustawie, ani w 15-stronicowym uzasadnieniu. W tej sytuacji proponowany przepis należałoby przerobić na taki:

Art. 64. Ktoś, kto sprzedaje telefony, ale nie wiemy dokładnie kto, miałby być obowiązany jest do preinstalacji aplikacji mobilnej RSO na telekomunikacyjnych urządzeniach końcowych sprzedawanych użytkownikom, o ile w ogóle da radę..

Przyznacie, że to już jest zabawne :) Ale mówiąc poważnie jest to odzwierciedlenie jednego wielkiego problemu jakim jest włączanie myślenia życzeniowego za każdym razem, gdy politycy tworzą przepisy “technologiczne”. Niech ktoś zrobi, niech ktoś to załatwi! To myślenie życzeniowe przerabialiśmy nie raz przy okazji różnych przepisów dotyczących np. cenzurowania internetu czy aktualnie przy ochronie przed spoofingiem.

Nawet jeśli wiedzielibyśmy kim są “autoryzowani sprzedawcy” to pojawiają się kolejne pytania. Skąd sprzedawca ma wziąć aplikację i w której wersji? Czy sprzedawcy dostaną kod źródłowy aplikacji, czy tylko gotowy pakiet do zainstalowania? Czy będą mogli dokonywać w nim modyfikacji?

Do projektu dołączona jest Ocena Skutków Regulacji. W tej ocenie wymieniono dokładnie 26 podmiotów i grup podmiotów, na które projekt ma oddziaływać. Uwzględniono nawet, że ustawa będzie oddziaływała na uczniów ostatnich klas szkół średnich!

Niestety nigdzie jednak w Ocenie Skutków Regulacji nie pada słowo “autoryzowany” ani “sprzedawca”. Projektodawca ewidentnie nie wziął pod uwagę, że masowe preinstalowanie aplikacji na telefonach obywateli to jest jakiś wysiłek organizacyjny i koszt finansowy. Nieuwzględnianie kosztów wdrażania różnych technologii jest czymś nagminnym w projektach ustaw i robiły to wszystkie rządy. Bardzo byśmy chcieli by politycy wreszcie zrozumieli, że każdy technologiczny pomysł generuje trudności i koszty.

Do trzech razy sztuka?

Nie możemy oprzeć się wrażeniu, że od pewnego czasu politycy po prostu marzą o tym, aby obowiązkowo instalować jakieś rządowe aplikacje na telefonach Polaków. Pierwszą wmuszaną aplikacja była Kwartanna domowa. Wzbudzało to wiele złych emocji i obawy o prywatność, tym bardziej, że aplikacja prosiła o dużo uprawnień i miała niedoróbki pozwalające np. sprawdzić, czy ktoś ze znajomych jest w kwartantannie. Aplikacja nie była lubiana. I właściwie rząd powinien się na niej nauczyć, że lepiej ludzi do instalowania apek nie zmuszać. Do tej pory ciężko zrozumieć, dlaczego osoby “z kontaktu” musiały z niej korzystać, a osoby chore (w tzw. izolacji) już nie. Nie znamy też nikogo, kto — pomimo gróźb — został ukarany, choć aplikacji nie zainstalował, mimo że powinien.

Później Ministerstwo Rozwoju w roku 2020 zaproponowało na swojej stronie, aby wstęp do sklepów uzależniać od zainstalowania aplikacji Stop COVID (wcześniej Protego Safe). To było niezwykłe, bo rząd był gotów zwiększyć prawdopodobieństwo zakażeń, byle tylko zmusić Polaków do zainstalowania i-tak-niedziałającej-skutecznie aplikacji! Co zabawne, kiedy skrytykowaliśmy ten pomysł w Niebezpieczniku, to Ministerstwo Rozwoju szybko usunęło pomysł ze swojej strony, a Ministerstwo Cyfryzacji wydało kłamliwy komunikat o tym, że Niebezpiecznik “szerzył fałszywe informacje o aplikacji”, bo rzekomo tego o czym pisaliśmy, nie można odnaleźć w żadnych planach! Udowodniliśmy, że treści na których bazowaliśmy artykuł były w internecie, ale nawet pomimo tego, że dziennikarze innych redakcji też pokazali screenshoty z tymi treściami, to nierzetelny post na stronach Ministerstwa Cyfryzacji wciąż wisi.

Teraz mamy trzecie podejście do uczynienia jakiejś aplikacji “obowiązkową”. Sprawa poważna, bo chodzi o bezpieczeństwo ludności. Nam również zależy na bezpieczeństwie więc… pomysł niby dobry, ale czy na pewno potrzebna jest do tego aplikacja? A raczej dwie?

Czy da się ostrzegać Polaków bez preinstalowanej aplikacji?

Może lepiej byłoby jakoś uspójnić i uprościć sytem ostrzegania o zagrożeniach w kraju? Aktualnie mamy w tym obszarze trzy rządowe byty:

aplikację RSO,
aplikację alert112
Alerty RCB wysyłane SMS-ami.

Czy przeciętny Polak rozumie różnice, czasem subtelne, między tymi kanałami komunikacji? Fakt, Alerty RCB nie są idealne, ale nie trzeba ich instalować ludziom na telefonach i dostają je też osoby spoza Polski przebywające na zagrożonym obszarze.

Może rząd powinien rozważyć skorzystanie z systemów alertowania wbudowanych natywnie w iOS i Androida? Takiego, jaki jest wykorzystywany w innych krajach? Pozwalają na lokalne ostrzeganie (np. alerty typu “Amber”). Inne, jak te o nadchodzących tornadach mają inny sygnał dźwiękowy, wymagający świadomego przerwania, a w więc ciężki do zignorowania jak dźwięk SMS-a.

Poniżej lista różnych systemów alarmowania w różnych krajach. Zachęcamy do lektury jak działa każdy z nich. I czy wymaga aplikacji mobilnej “preinstalowanej” na smartfonie:

Japonia – J-Alert
Kanada- Alert Ready
USA – Wireless Emergency Alerts
Unia Europejska – EU-Alert
Holandia – NL-Alert
Grecja – GR-Alert
Włochy – IT-Alert
Litwa – LT-Alert
Rumunia – RO-Alert
Korea Południowa – Korean Public Alert Service
Tajwan – Public Warning System
Sri Lanka – Disaster and Emergency Warning Network (DREWN)
Filipiny – Emergency Cell Broadcast System (ECBS)
Chile – LAT-Alert
Peru – SISMATE
Zjednoczone Emiraty Arabskie – UAE-Alert
Arabia Saudyjska – SAUDI-Alert
Oman – OMAN-Alert

Dlaczego ludzie lubią rządowego mObywatela, ale nie chcą RSO?

Czy ludzie chcą instalować aplikację RSO? Nie zawsze. Część z nich mogła się zrazić wcześniejszymi niedoróbkami, czasami wynikającymi z kwestii prawnych. Do tej pory z Google Play aplikację RSO pobrało 100 tys. osób. A również rządową aplikację — mObywatel — aż 5,5 mln ludzi! I co ciekawe w tym przypadku nie słychać głosów o tym, że to aplikacja do “szpiegowania” Polaków. Czyżby właśnie sposób dystrubucji (brak preinstalacji) miał na to wpływ? A może Polakom bardziej zależy na dokumencie w smartfonie niż na bezpieczeństwie? Patrząc na komentarze pod obiema aplikacjami w sklepach Google /Apple nie da się też ukryć, że mObywatel to lepszy produkt. Działa i daje ludziom bardziej wyraźne korzyści.

Korzyści daje też ePUAP ;) Choć nie działa (tak dobrze), ludzie z niego korzystają. Kiedyś nie dało się nim zrobić nic, a aktywacja profilu wymagała wizyty w urzędzie. Dziś można go użyć do wielu rzeczy i nie trzeba iść do urzędu by go mieć. ePUAP-owi nie pomogło “zapkowanie” i “preinstalowanie”. Ale po prostu uczynienie lepszym i wygodniejszym do użycia.

Obowiązkowa aplikacja to prosty przepis na niby sukces w cyfryzacji. “Autoryzowanych sprzedawców” (jak już się ustali kim oni faktycznie są) skłoni się ustawą do preinstalacji, a potem będzie się epatować statystykami o tym, ilu ludzi używa aplikacji. Albo ile powiadomień wysłano do obywateli. Pytanie tylko, czy rzeczywiście zwiększymy w ten sposób bezpieczeństwo kogokolwiek?

Użyteczność i zaufanie wydają się być kluczowe w przekonywaniu Polaków do aplikacji. Nasza niebezpiecznikowa aplikacja mobilna do ostrzegania ludzi przez zagrożeniami w internecie jest chętnie pobierana.

Dlaczego ludzie chętnie pobierają nasze CyberAlerty? Bo mają poczucie, że dostają dzięki temu istotne informacje i — chcemy wierzyć — ufają, że nie będziemy im zawracać głowy informacjami o zmianie kodowania telewizji naziemnej lub namawiać przez powiadomienia aby poszli głosować (na marginesie, warto przypomnieć, że rządowe alerty RCB zostały też użyte do reklamowania rządowej aplikacji Protego Safe.). Nie zmuszamy też nikogo do instalowania aplikacji. Nasze ostrzeżenia można też czytać klasucznie — emailem. Niech każdy wybierze, jak woli.

Podsumowując, jeśli ktoś chce, aby aplikacje służące do ostrzegania przed zagrożeniami były naprawdę używane przez ludzi, to musi sprawić, aby ludzie sami chcieli je instalować. Aplikację muszą dostarczać wartość a ich twórca powinien cieszyć się jakimś zaufaniem. Czy obie z aplikacji wskazanych do “preinstalacji” spełniają te warunki?

PS. Zapis o preinstalacji aplikacji to tylko jeden z problemów tego projektu ustawy. W obliczu zapisów, które spowodowały, że operatorzy numerów alarmowych właśnie zaczęli rozważać udanie się na masowe zwolnienia lekarskie, jakieśtam apki mobilne wydają się być mało istotne.

Przeczytaj także:

50 komentarzy

Dodaj komentarz
  1. Aplikacje pisemne przez rząd powinny być OpenSourcowe.
    Redaktorzy i czytelnicy to mądre głowy. Proszę napiszcie ustawę 100 tyś. podpisów się znajdzie.

    • Ano powinny być. Jednak lepiej byłoby zacząć od jakiejś petycji – 100 tys. podpisów to bardzo dużo, tyle realistycznie nie da się zebrać.

      A tymczasem mObywatel zawiera DRM – bo nie działa na zrootowanych urządzeniach i przez to ogranicza, jakie oprogramowanie ma użytkownik.

  2. Co to za zapisy, o których jest wspomniane na końcu artykułu? 112 będzie wyłączone?

  3. A szpiegujące samochody nikomu nie przeszkadzają…

    • WTAF? Czy każde doniesienie musi być kontrowane w tym kraju whataboutismem? A za peło, a za pierwszego pisu, a za prlu, a samochody, a aplikacje google, a chińscy producenci dodający włąsny soft, a bo ukraina, a bo rosja, a to, a tamto?

      Istnienie jednego problemu nie powoduje, że wszystkie inne należy automatycznie ignorować.

    • To nie żadna kontra.
      Każde śledzenie jest k..m.
      Skoro godzisz się na chodźby jedno z nich już przegrałeś.

  4. Regionalny System Ostrzegania teoretycznie miał być bardzo przydatny. W praktyce jego prognozy ani razu się nie sprawdziły w tym miejscu, w którym przebywałem, ani w okolicy. Coraz częściej myślę, że skoro nie mam z niego żadnego pożytku, to może po prostu zwyczajnie zablokować ten numer?

    • Bo tak jak alerty RCB są u nas obsługiwane na poziomie województwa, co jest kompletnym idiotyzmem, bo jakiś problem kilkaset km dalej najczęściej nijak ma się do danego miejsca pobytu. Ileż to razy miałem informację o wichurach, burzach, które okazywały się zefirkiem w porywach do 40 km/h.

    • Jak zrobili z tego cyrk, to poszedł na czarną listę. Już dawno.

  5. O ile aplikacja do wzywania pomocy może mieć sens – bo może podać lokalizację z GPSa urządzenia (dokładniej i być może szybciej niż z BTS) to jaką przewagę nad SMSem ma aplikacja do ostrzegania?

    • Telefon może przekazać dokładną lokalizację do operatora połączeń alarmowych bez żadnych dodatkowych aplikacji (nie wiem, czy w Polsce to jest obsługiwane).

  6. >Inne, jak te o nadchodzących tornadach mają inny sygnał dźwiękowy, wymagający świadomego przerwania, a w więc ciężki do zignorowania jak dźwięk SMS-a.

    Nie podpowiadajcie, bo zaraz będą takie sygnały na rocznice powstania w getcie albo jakieś święta. Już i tak mieliśmy okazję się przekonać, że rządzący miastami nie rozumieją co znaczy człon “alarmowa” w określeniu syren rozlokowanych w miastach (zanim ktoś powie, że oficjalnie się tak nie zawsze nazywają, strony rządowe używają właśnie takiego określenia na syreny w Warszawie).

    • Racja! Ciągle są testy albo wycie w rocznice – ostatnio w rocznicę brzozowej katastrofy tupolewskiej (!), więc każdy to olewa. I nikt nie wie jak powinien brzmieć prawdziwy alarm.

    • Z syrenami jest jeszcze gorzej niż myślisz. Otóż mamy w Polsce co najmniej dwa akty prawne regulujące kiedy co ma by wyte. Szczęśliwie dość spójne. Jednak żaden z nich nie definiuje “alarmu próbnego”, zatem to co jest wyte to albo alarm o nalocie albo o skażeniach. Zazwyczaj bez sygnału odwołania. Krótko mówiąc, system alarmowy przy pomocy syren został całkowicie zniszczony już u zarania przez brak możliwości testowania, a potem dobity i zakopany przez nieprawidłowe użycie. I pozamiatane.

    • To co jest wyte przy świętach to odwołanie alarmu – ciągły niemodulowany. Inna sprawa, jaki procent społeczeństwa wie jaki rodzaj wycia co oznacza.

    • @dungo Sa tylko 2 rodzaje wycia, wiec to nie problem to ogarnac.
      W przypadku zagrozenia jest modulowany trzyminutowy sygnal i potem jest zapowiedz slowna w srodkach masowego przekazu informujaca o rodzaju zagrozenia (na poczatku jest trzykrotne Uwaga!). Odwolanie alarmu to ciagly trzyminutowy sygnal.

  7. Sytuacja z dzisiaj RSO RCB
    burza w Gorzowie wielkopolskim wiadomo jaka byli burza zaczęła się koło 6 SMS przyszły grubo po 8 świetny system ostrzegania

  8. Na telefonach i komputerach jest tyle preinstalowanego g**na, że nie robi mi to różnicy.
    Najgorsze są te narzędzia których nie idzie odinstalować, jakieś narzędzia Google na Androidzie z których nigdy nie skorzystam. Na Windowsie można ewentualnie odinstalować Cortanę używając powershella, bo normalnie nie da rady. Takie czasy

  9. RCB jako nadawcę smsów dodałem do spamu, tyle osiągnęli naganianiem do wyborów. A prognozę pogody sprawdzam w innych aplikacjach i sam wiem kiedy będzie wiało

  10. Nie mam z tym przepisem boemu. Rozumiem zamysł. Popieram. Korzystam z obu aplikacji od dawna sam.

    • Ja chiał bym wiedzieć najpierw jake program ma funkcje, a dopiero sam wybrać co instaluje
      z telefonem jak z pinem do karty trzebazachować rpywatność a nie na podsluchu

    • A jaki jest zamysł? Pytam poważnie – bez prowokacji.

  11. Hmmm mnie zastanawia jak preinstalować taką dodatkową aplikacje na smartfonie. Owszem operatorzy to robią, mam kilka tel z T-mobile i po przywróceniu ustawień fabrycznych bez karty SIM żaden z Samsungów nie miał żadnych śmieci od operatora, dopiero po włożeniu karty SIM zaczęła się ich instalacja. Nie wiem czy tak to obecnie działa we wszystkich androidach.
    Więc nie za bardzo wiem jak to dorzucić :| A nawet jeśli jakoś zostanie na smartfonie zainstalowana, jakoś zyska uprawnienia do powiadomień to jak to będzie działać bez internetu ? Alerty przez sms przychodzą zawsze jak tylko mamy zasięg. A w przypadku aplikacji ? Wystarczy, że ktoś nie włączy internetu i cała aplikacja staje się bezużyteczna. Przecież masa osób ma jeszcze małe pakiety internetu i wyłącza internet jak tylko go nie potrzebuje. Sam jeszcze do niedawna tak robiłem

    • Aplikacja może odczytywać SMS i od razu go kasować. Tak samo jak pliki konfiguracyjne od operatora przychodzą w aplikacji SMS, ale od razu znikają podczas instalacji(chyba że ma się windows phone 8.0).

  12. Technicznie(na androida) dało by się to ogarnąć chyba. Telefony sprzedawane przez sieci przeważnie mają modyfikowany system(branding, aplikacje itd) który jest przygotowywany przez sprzedawce i preinstalowany przez producenta urządzenia w fabryce. Co za tym idzie można by ogarnąć aplikację jako serwis systemowy który działa w tle od startu telefonu. Kwestią są zgody na powiadomienia ale to bylby aplikacje rządowe a na takie google patrzy trochę inaczej

  13. Preinstalowanie aplikacje na androida jak najbardziej mogą mieć z góry nadane uprawnienia. Co więcej, aplikacje mogą pokazywać notyfikacje bez proszenia o uprawnienia. Użytkownicy mogą te notyfikacje jednak wyciszyć.

  14. Skoro mObywatel ma 5 mln pobrań i jest tak chętnie używany to dlaczego nie zintegrować funkcjonalności aplikacji RSO i Alerty112 do mObywatela? Wtedy większość w/w bolączek znika a i tak popularne mnożenie kolejnych aplikacji rządowych można by trochę ukrócić.

    • Właśnie dlatego nie można, że jest używany, i nie warto psuć w miarę sensownej usługi.
      Choć nie da się takiego ruchu wykluczyć, już przecież pojawiły się w nim bilety autobusowe niszowych operatorów.

      [poprzednio odpowiedziałem na sąsiedni post przypadkowo]

    • @Michał

      Dla mnie to byłby moment wyinstalowania mObywatela.

      Problem z rządowymi apkami nie polega na tym, że jest ich dużo.
      Tylko na tym co one biorą sobie jako input i co jest ich outputem. W przypadku mObywatela input jest bardzo osobisty, powiązany z konkretnym użytkownikiem. Aktualnie wydaje się że jako output tylko pokazywane są właściwe dokumenty. Powiedzmy że na razie w miarę ufamy (nigdy w 100%) że apka ta nie ma ukrytych działań, bo na razie nic nie wskazuje na to żeby miała. Jak jednak dorobiona zostanie jej funkcjonalność wyświetlania alertów, to co stoi na przeszkodzie aby alerty były zależne od tożsamości? Jak newsy na fejsie? “Pokażmy osobom oflagowanym jako wyborcy naszych przeciwników info że wybory odwołane”, “Wezwijmy osoby oflagowane jako nasi zwolennicy do wyjścia na korzystną dla nas demonstrację” itp. Ok, na przeszkodzie stoi nakład pracy potrzebny do wdrożenia tego. Ale już nie raz widzieliśmy że jak stawka do wygrania jest duża to ręce i głowy do pracy jakimś cudem daje się opłacić.

  15. Rządzący zamiast skupić się na tym czy ostrzeżenia trafią do wystarczająco szerokiej rzeszy użytkowników telefonów powinni się skupić na metodach precyzyjnego celowania swych ostrzeżeń. W przeciwnym razie dostaniemy kolejną wersję denerwujących ostrzeżeń RCB, wysyłanych w myśl zasady – lepiej za dużo niż ktoś by potem mógł zarzucić że nie ostrzegamy. Litościwie pominę już kwestię powiadomień bezpieczeństwa “o wyborach”, “o dekoderach” itp.

    • Bez litości dla “wyborów” i “dekoderów”.

    • Właśnie dlatego nie można, że jest używany, i nie warto psuć w miarę sensownej usługi.
      Choć nie da się takiego ruchu wykluczyć, już przecież pojawiły się w nim bilety autobusowe niszowych operatorów.

  16. To może chociaż zaczną aktualizować ta aplikacje. W sklepie google play wersja 1.1.965 data aktualizacji 17 lipca 2018. Ostatnie opinie użytkowników z 2020, 2019.

  17. A może zintegrować powiadamianie z mObywatelem? Ktoś przeciw?

    • Ja

  18. Proponuję preinstalację apki ORLEN VITAY.

    • i orlen żegnay ;)

    • W Hrejterach była karta “spier…” ;)

  19. Tyle dyskusji i kombinowania, a na końcu i tak przychodzi taki niewdzięcznik jak ja i wszystko ora niewiadomego pochodzenia ROMem z XDA. Normalnie jak perły przed świnie… xD

    • Przestałem się w to bawić parę lat temu, jak mi na takim customowym ROMie aplikacja banku zgłosiła, że bank ani nie gwarantuje ani nie bierze odpowiedzialności za jej poprawne działanie.

    • @zibi34

      <3

      @Piotr

      Przykład jest świetny dla zobrazowania przeciwstawnych sił – podmiotom jak banki i rządy (i pracodawcy też) zależy na tym, by urządzenie mogło jednoznacznie potwierdzać tożsamość osoby. Użytkownikowi urządzenia często jest wygodnie jak urządzenie to robi. I rezygnuje z wysiłków uniezależniających. Ale czasem wolałby żeby urządzenie nie mogło go identyfikować. A czasem żeby mogło. I znów żeby nie mogło. Ale żeby na chwilę mogło. I tak dalej. W większości przypadków wygoda (że może go identyfikować zawsze) wygrywa z prywatnością. Ale nie zawsze ;-)

  20. @asdasd

    jestem przeciw

    Powiadomienia w czymś co wie czyj dokument mi wyświetlić, dają za duże pole do nadużyć

  21. Na tym polega rządzenie żeby nakazać coś frajerom i żeby jakoś to weszło. Tu nie chodzi o to co robi aplikacja, równie dobrze rząd może wymyślić obowiązkową aplikację do znakowania brojlerów. Ważne jest to że potem sam będziesz ścigał sprzedawce telefonu że nie ma zainstalowanego ważnego softu, albo że możliwe jest odinstalowanie (!) istotnej aplikacji.
    Frajerzy pogadają, popiszą parę komentarzy a życie toczy się dalej

    • Nakazać można, ale co z tego, skoro łatwo będzie wyłączyć, a może nawet usunąć.
      To tak jak z blokadą witryn za pomocą DNS, kto chciał, obchodził problem, a często nawet nie był świadomy, gdy np. używał Firefoksa z DNS-over-HTTPS.

  22. Pozbyłem się alertów RCB – prawie zawsze alerty o burzy czy wietrze przychodziły GODZINĘ i więcej PO burzy czy wietrze. Jak? Po przyjściu SMSa wysyłałem zwrotnego (odpowiedz nadawcy) przedstawiając się jako falownik fotowoltaiki (np: ZerweSolar type: xxxxx, SN:xxxxx, Login: Incorrect, Password: Incorrect, Status: Acces Denied, End Transsmision albo początek ten sam, a potem 10 sms z losowymi znakami – jako dane (niech kombinują :-) !)). Zrobiłem tak 3 razy. Od tej pory nie mam ŻADNYCH alertów.

  23. Przecież mogliby dodać to do mobywatel.
    Identycznie jak w np. w mbanku – przed zalogowaniem dodać opcje na włączenie powiadomień o alertach.
    W innym przypadku robi się podobnie jak banki wysyłające mailingi z dziwnych domen zamiast subdomen i nie wiadomo czy to oni czy nie oni

  24. Mówiąc krótko – takie pomysły mogą się pojawiać tylko w głowach kandydatów na dyktatorów.
    I jako pracownik administracji, widziałem już nie raz jak gotuje się społeczną żabę, nowelizując ustawy, albo tylko zmieniając ich interpretację. Dane były zbierane w celach statystycznych, a tu nagle dodajemy pesele i mamy kolejną centralną super-bazę o obywatelach.
    Dajmy kierowcom ministerialną aplikację do śledzenia kierowców. Przyzwyczaili się? To teraz damy aplikację do śledzenia wszystkich. Oczywiście, przecież ta aplikacja nikogo nie śledzi… Tę oczywistą funkcjonalność włączymy za kilka miesięcy. Na razie będziemy wykorzystywać doraźnie, oczywiście dla bezpieczeństwa, gdyby na przykład przypadkiem się na jakiejś manifestacji znaleźli.

  25. RSO choć to fajna apka to są dwa główne problemy: dużo za późno przychodzą informacje o zdarzeniach komunikacyjnych a pogodowe są często nietrafione albo nie mają praktycznego znaczenia.

  26. No to chciałbym zobaczyć jak w przypadku Apple, gdzie pierwsze uruchomienie wiąże się z aktywacją urządzenia, przypisania do konta iCloud i startem okresu gwarancyjnego, ustawodawca rozwiąże ten problem…

  27. Już biegnę i ustawiam się w kolejce po telefon za worek forsy od PL operatora z rządowym szpiegiem… prędzej uruchomię 10 letniego szajsunga z 1wszą wersją 4g lte ponownie niż pozwolę sobie ma instalowanie przez polityków jakiegoś syfu w moim telefonie

Odpowiadasz na komentarz Xxx

Kliknij tu, aby anulować

Zamieszczając komentarz akceptujesz regulamin dodawania komentarzy. Przez moderację nie przejdą: wycieczki osobiste, komentarze nie na temat, wulgaryzmy.

RSS dla komentarzy: