11:45
14/7/2020

Wyszukiwarka twarzy PimEyes jest naprawdę całkiem dobra w tym co robi i właśnie dlatego wzbudza obawy o prywatność. Ostatnio nieco utrudniła wyszukiwanie informacji o ludziach innych niż my sami, ale serwis Netzpoliltk zaczął zadawać istotne pytania o zgodność tego produktu z prawem. Przyznamy rację niemieckim kolegom, te pytania są rzeczowe i nie da się ich wiecznie unikać.

Niektóre nowinki sprawiają, że czujemy się Dr Jekyll i Mr. Hyde. Jako osintowcy doceniamy narzędzie wywiadowcze jakim jest PimEyes.com — polska wyszukiwarka twarzy. Podrzucasz zdjęcie twarzy i za chwilę dostajesz inne zdjęcia tej samej osoby. Nasz wewnętrzny Mr. Hyde bardzo lubi to narzędzie. Kojarzą je również uczestnicy naszych szkoleń z OSINT-u i pracownicy, których pracodawca przeszkolił z bezpieczeństwa pracy przy komputerze naszym internetowym kursem Cyberbezpieczeństwo dla Firm — w ramach obu szkoleń pokazujemy jak chronić swoją prywatność online i jak może ona zostać przez kogoś naruszona, nie tylko za pomocą PimEyes ale jeszcze kilku innych serwisów i aplikacji.

Jak skuteczny jest PimEyes?

To, że wyszukiwarka znajduje Andrzeja Dudę lub Piotra Koniecznego nie jest niczym dziwnym. Spójrzmy jednak na głównego autora tego tekstu – Marcina Maja. Wielką gwiazdą to on nie jest. Powiedzielibyśmy nawet, że to wyjątkowo niepozorny typ, którego w dodatku łatwo pomylić z innymi licznymi Marcinami Majami, również udzielającymi się publicznie. Co się stanie gdy zdjęcie Marcina (takie nigdzie nie publikowane) trafi do PimEyes?

Wyszło zabawnie. Marcin nie potrafił sobie przypomnieć kiedy udzielał wywiadu na tle sztucznej roślinki, ale PimEyes ma lepszą pamięć niż on. I w tym momencie nasz wewnętrzny Dr Jekyll, obrońca prywatności i godności człowieka obywatela, a nie osintowca Maja, jest nieco przerażony.

PimEyes został zauważony i nieco się zmienia

Istnienie tej wyszukiwarki nie jest dla odkryciem. Pisaliśmy o niej już w roku 2017. Prezentujemy ją na każdym naszym wykładzie ocierającym się o tematykę prywatności. Światową sławę wyszukiwarka zaczęła jednak zdobywać całkiem niedawno. I to nie taką, jakiej by sobie życzyła.

Najmocniej zainteresował się nią serwis Netzpolitik i w czasie korespondencji autorów serwisu z dziennikarzami działanie wyszukiwarki bardzo się zmieniło. Do tej pory można było dokonywać wyszukiwania na podstawie dowolnego obrazu twarzy przesłanego z dysku lub dostępnego pod podanym URL. Pokazywałem to na szkoleniu jeszcze tydzień temu. Obecnie PimEyes działa inaczej, pozornie bardziej “pro-prywatnościowo”. Jedynym sposobem na przesłanie zdjęcia twarzy do wyszukania jest zrobienie tego przez kamerę w urządzeniu. Komunikat widoczny przed zrobieniem zdjęcia zapewnia, że PimEyes broni naszej prywatności jak nikt inny.

To zabezpieczenie jednak łatwo oszukać, łatwiej niż zabezpieczenia telefonów Samsunga. Skąd w ogóle ta zmiana? Zgadujemy, że wyszukiwarka PimEyes poczuła nadlatującą pięść wytatuowaną GDPR+RODO=GAME_OVER oraz oddech mediów, które zaczynają dostrzegać problematyczność modelu biznesowego opartego na scrapowaniu cudzych zdjęć i ich przetwarzaniu.

Te same problemy zaorały parę miesięcy temu usługę Clearview AI, można powiedzieć, że bliźniaczą do polskiego PimEyes. Pisaliśmy o tym w artykule Ta firma ukradła Twoje fotki i sprzedaje je policji.

Problem podstawowy jest następujący – wyszukiwarka rozbudowuję bazę danych biometrycznych, ale bez zgody osób, których dane przetwarza. Ostatnie ograniczenie funkcjonalności PimEyes wyraźnie pokazuje, że twórcy przeglądarki — spółka PimEyes sp. z o.o. z Wrocławia, są świadomi ryzyka prawnego. Pytanie, czy ostatnie zmiany jakkolwiek to ryzyko zażegnały?

Zdjęcie z imprezy sprzed 8 lat

Wspomniany wyżej artykuł z Netzpolitik.org przede wszystkim stara się uświadomić czytelnikom jak niebezpieczne mogą być wyszukiwarki twarzy. Artykuł podaje przykład Dylana, który 8 lat temu opublikował w internecie fotkę z imprezy LGBT. Wyszukiwarka PimEyes pozwalała znaleźć tę właśnie fotkę po podaniu wyszukiwarce aktualnego obrazu twarzy Dylana.

Na stronie PimEyes w ramach reklamy usługi opisano przypadki osób, które odkryły, iż ktoś się pod nich podszywa albo użył ich fotografii w memie. To ciekawy sposób na ogarnięcie wątpliwości prawnych i zasugerowanie, ze technologia, z której PimEyes korzysta może być używana tylko w “przydatnych celach”. PimEyes stara się wypromować jako narzędzie do chronienia prywatności. Po części słusznie, bo zawsze narzędzia ofensywne mogą służyć do obrony.

Co ciekawe, zdjęcia osób widocznych powyżej da się znaleźć w sieci w innym kontekście. Twórcy wyszukiwarki zapewnili Netzpolitik.org, że choć fotki są “poglądowe” to jednak historyjki prawdziwe.

Mamy 900 mln twarzy!

Netzpolitik.org zauważa, że PimeEyes miała kiedyś stronę na Facebooku, na której w roku 2018 chwaliła się przeanalizowaniem 1 terebajta zdjęć oraz przechowywaniem w swojej bazie danych biometrycznych ponad 100 mln twarzy. Rok później baza obejmowała 500 mln twarzy. Bez dużego wysiłku w Archive.org byłem w stanie odnaleźć starą stronę PimEyes, gdzie była mowa o przeskanowaniu 900 mln twarzy. Ile jest teraz?

Fragment archiwalnej strony PimEyes

RODO wymaga “wyraźnej zgody”

Dziś PimEyes nie chwali się tymi liczbami tak bardzo. Właściwie to nie dziwi zważywszy na to, że pierwsza w Polsce milionowa kara z RODO była nałożona na spółkę, która nie spełniając obowiązku informacyjnego mogła przetwarzać dane “zaledwie” kilku milionów osób, i to w dodatku przedsiębiorców, których dane i tak były w CEIDG. Co ważne, ta pierwsza w Polsce firma ukarana “za RODO” nie przetwarzała danych biometrycznych, które zaliczamy do tzw. danych szczególnej kategorii.

W kwestii przetwarzania tak wrażliwych danych RODO wydaje się dość jednoznaczne. Ich przetwarzanie wymaga wyraźnej zgody.

Artykuł 9

Przetwarzanie szczególnych kategorii danych osobowych

1.   Zabrania się przetwarzania danych osobowych ujawniających pochodzenie rasowe lub etniczne, poglądy polityczne, przekonania religijne lub światopoglądowe, przynależność do związków zawodowych oraz przetwarzania danych genetycznych, danych biometrycznych w celu jednoznacznego zidentyfikowania osoby fizycznej lub danych dotyczących zdrowia, seksualności lub orientacji seksualnej tej osoby.

Polityka prywatności PimEyes sugeruje, że użytkownicy tej wyszukiwarki zgadzają się na przetwarzanie danych.

w celu realizacji zamówionej usługi, PimEyes przetwarza dostarczone przez Użytkownika zdjęcia twarzy Użytkownika – wyszukiwanie twarzy odbywa się przy zastosowaniu specjalnego przetwarzania technicznego dotyczącego cech fizycznych (przetwarzanie danych biometrycznych), na podstawie wyraźnej zgody na przetwarzanie danych wyrażanej przez Użytkownika przed skorzystaniem z usługi (art. 9 ust. 2 lit a RODO);

Tutaj mamy ogromne wątpliwości. Abstrahując od tego, że KTOŚ może wgrać CUDZE zdjęcia i wyrazić przez to “zgodę” na przetwarzanie cudzych danych biometrycznych, można wątpić czy samo skorzystanie z usługi jest udzieleniem wyraźnej zgody na przetwarzanie danych biometrycznych. Owszem, na stronie wyszukiwarki jest informacja, aby zapoznać się z Polityką prywatności, ale czy tak ma wyglądać “wyraźna zgoda”?

Poza tym – tutaj zgadujemy – PimEyes w momencie korzystania z wyszukiwarki nie dokonuje indeksowania zdjęć osoby, której twarz odpowiada twarzy zadanej w zapytaniu wyszukiwania. Indeksowanie musi odbywać się wcześniej, a zatem PimEyes przetwarza wizerunki osób zanim te wyrażą zgodę (por. RODO: 20 tys. kary dla szkoły za stołówkę z systemem biometrycznym). No chyba, że PimEyes ma jakieś inne magiczne metody. Spróbowaliśmy umówić się na wywiad z twórcami, może się czegoś dowiemy.

Już na początku tego tekstu pokazałem, że PimEyes znajduje moje dane. Nie potrafię sobie przypomnieć, abym zgadzał się na przetwarzania swoich danych przez PimEyes, a jestem człowiekiem czytającym treści zgód, klauzule i tym podobne (pozdrawiamy wszystkich, którzy widzieli naszego koalę #pdk).

Dla profesjonalistów?

W swoim artykule Netzpolitik.org przywołuje wcześniejszy przypadek ClearView, startupu z USA, który stworzył aplikację do rozpoznawania twarzy na podstawie publicznych zdjęć z Facebooka, Youtube, Venmo i wielu innych stron. ClearView niemal od razu wzbudził zainteresowanie organów ścigania (i ponoć pomógł szybko rozwiązać przynajmniej jedną sprawę).

PimEyes też interesuje organy ścigania i różnego rodzaju zawodowych poszukiwaczy informacji. Wiemy też, że PimEyes był jednym z produktów zintegrowanych z oprogramowaniem Paliscope, które służy do automatyzacji zadań związanych z działaniami śledczymi w internecie. Poza tym za opłatą PimEyes udostępnia API, które pozwala zautomatyzować liczne wyszukiwania i ujawnić adres fotografii z dopasowaniem, co może już “anonimową” twarz zdeanonimizować, wskazując imienny profil figuranta.

Taka oferta z jednej strony pokazuje o nakierowaniu wyszukiwarki na profesjonalnych odbiorców (popatrzcie na liczbę zapytań, której szary obywatel na pewno nie potrzebuje). Z drugiej strony, jakby nie patrzeć, jest to robienie pieniędzy kosztem czyjejś prywatności.

Z kronikarskiego obowiązku odnotujmy jednak, że technologia którą posługuje się PimEyes nie jest niczym przełomowym. Konkretne algorytmy, modele i biblioteki są powszechnie dostępne i skorzystać z nich może każdy, udostępnia je nawet Amazon. Tak, KAŻDY może sobie zbudować swoją wyszukiwarkę twarzy. Musi tylko zgromadzić dane, najlepiej po cichu, bo inaczej — jak Clearview czy Pimeyes narazi się na potyczki prawne, które mogą nie tylko ubić biznes, ale — po nałożeniu kar — wpędzić w długi.

Podejrzewamy że każda swobodniej działająca służba zbiera zdjęcia z publicznego internetu i je przetwarza na swój użytek. Te bardziej etyczne nie mogą tego robić, ale mogą skorzystać z cudzych usług, bez większego wnikania, czy właściciele usługi swój biznes prowadzą zgodnie z prawem. Innymi słowy Clearview i PimEyes są pewnego rodzaju wybawieniem dla kogoś, kto sam mógłby, ale nie może, pobawić się w wielkiego brata. A potrzebuje.

Członkowie zarządu PimEyes – Łukasz Kowalczyk i Denis Tatina – przyznali w wypowiedziach dla Netzpolitik, iż interesują się oferowaniem produktów dla służb i w tym celu założyli osobne przedsiębiorstwo — Faceware AI. Podobno ta druga firma nie będzie miała nic wspólnego z PimEyes. Netzpolitik.org opisuje jeszcze swój eksperyment z wyszukiwaniem niemieckich parlamentarzystów po zdjęciach. Spójrzmy prawdzie w oczy – fotki z mównicy to nie są doskonałe zdjęcia do analizy biometrycznej. A jednak, udało się zidentyfikować prawie wszystkich polityków.

Using the programming interface we match the 94 faces of the politicians with the database of PimEyes. Our automated queries take less than five minutes. The search engine spits out more than 2,500 links to image files. For the majority of the photos, the software claims to have detected at least 90% similarity. And indeed, in 93 cases PimEyes had found additional photos of the same person. Only in one case all search results were wrong.

Model opt-out? Facebook też to miał

Już kiedyś w podobnej sprawie interweniował Hamburski urząd ochrony danych (HmbBfDI). Było to w czasach, gdy jeszcze nikt nie myślał o RODO. W roku 2011 niemiecki urząd wyraził zastrzeżenia do Facebooka, który rozbudowywał swoją własną biometryczną bazę otagowanych twarzy. Co istotne,  HmbBfDI nie miał żadnych zastrzeżeń do budowania samej bazy, ale nie podobało mu się rozbudowywanie jej bez zgody osób, których dane biometryczne były gromadzone bez pytania o zdanie. Facebook zbierał dane w modelu opt-out, a zatem domyślnie mierzył twarze i gromadził dane biometryczne. Dopiero gdy dany użytkownik zmienił ustawienia prywatności, wstrzymywano zbieranie danych.

W roku 2011 Hamburski urząd otworzył postępowanie w sprawie, potem je zamknął (bo Facebook obiecał współpracować), potem znów otworzył. Ostatecznie HmbBfDI uznał, że baza danych biometrycznych powinna zostać zniszczona skoro powstała w niewłaściwy sposób. Facebook próbował się bronić twierdząc, że podlega prawu Irlandii, gdzie miał swoją siedzibę. Pod naciskiem społecznościowy gigant ograniczył zbieranie danych biometrycznych o nowych użytkownikach. Później, już w roku 2013, Facebook usunął dane biometryczne o Europejczykach (a przynajmniej twierdzi, że usunął). Obecnie, każdy może sobie tę funkcję włączyć w ustawieniach Facebooka aby “wykrywać, kto wgrał zdjęcie na którym jesteśmy”.

Przed Facebookiem, był jeszcze taki produkt jak NameTag. Aplikacja pozwalająca na zrobienie komuś fotki i wyszukanie podobnych osób na social mediach. Ten produkt też działał w modelu opt-out. Wyszukiwania twarzą próbował także Google, ale zarzucił ten projekt ze względu na problemy prawne dotyczące sfery prywatności.

PimEyes, podobnie jak Facebook, zanim rozpętała się burza prawna, która zmusiła go do zmian, działa w modelu opt-out i daje możliwość usunięcia swojego obrazu z bazy.

Tutaj nasuwają się kolejne pytania. Mogę usunąć obraz, ale jak to się ma do przechowywania i przetwarzania danych biometrycznych na temat mojej twarzy? Czy mogę trwale zapobiec indeksowaniu siebie samego w przyszłości?

Co na to UODO?

Czy Polski UODO zainteresuje się wyszukiwarką PimEyes? Już go o to spytaliśmy i czekamy na odpowiedź. Otrzymaliśmy odpowiedź, którą dodaliśmy w aktualizacji.

Tymczasem zauważmy, że skargi na wyszukiwarkę mogą popłynąć nie tylko z Polski. Niedawno UODO nałożył pierwszą karę w postępowaniu transgranicznym, tak więc reakcja UODO na skargę np. obywatela Niemiec nie jest wykluczona. A Netzpolitik swój artykuł kończy zachęcaniem urażonych obywateli Niemiec do składania skargo do niemieckiego urzędu. Ten, podobnie jak miało to miejsce w przypadku pierwszej kary transgranicznej, przekaże sprawę do UODO.

Co robić? Jak żyć?

Najlepiej byłoby się nie fotografować. A jeśli już musimy to wiadro na głowę, albo nasz niebezpiecznikowy pasywno-agresywny komin albo łatwe w budowie okulary “zaciemniające” twarz na zdjęciach i w kamerach CCTV albo stosowanie którejś z tych sztuczek.

Na koniec powtórzmy to, co niedawno pisaliśmy w artykule o podobnej wyszukiwarce Clearview AI, którego lekturę mocno polecamy:

jeśli masz twarz, to z czasem coraz ciężej będzie Ci uniknąć bycia zidentyfikowanym przez tę lub podobne aplikacje do rozpoznawania twarzy. Dziś nie da się przejść kilkuset metrów w dużym mieście nie odkładając swojej twarzy na kilku kamerach miejskiego monitoringu. Póki co są one niepołączone ze sobą i większość nie ma funkcji rozpoznawania twarzy. Ale to zapewne się zmieni…

Nie miejmy złudzeń. PimEyes nie jest pierwszą wyszukiwarką twarzy i nie będzie ostatnią. Algorytmy wykrywania twarzy i machine learning ciągle się rozwijają, procesory w urządzeniach są coraz lepsze, chmury bardziej wydajne. Chyba trzeba powoli zacząć się oswajać z myślą, że w przyszłości zachowanie prywatności może naprawdę oznaczać częstsze zakrywanie twarzy. Może i dobrze, że pandemia zaczęła nas do tego przyzwyczajać?

PS. Jeśli chcesz się dowiedzieć jak namierzać ludzi i firmy w internecie, nie tylko poprzez wyszukiwarki twarzy, to zapraszamy na nasze realizowane przez internet lub stacjonarnie szkolenie z OSINT-u (Białego Wywiadu). Jeśli zarejestrujesz się na któryś z terminów do końca tygodnia i podeślesz linka do zdjęcia Marcina Maja (innego niż te trzy opublikowane w tym artykule) to obniżymy Ci cenę o 100 PLN.

Aktualizacja 16.07,2020 10:16

Departament Komunikacji Społecznej Urzędu Ochrony Danych Osobowych poinformował naszą redakcję, że UODO jest świadomy istnienia wyszukiwarki twarzy PimnEyes, a działalność spółki stojącej za wyszukiwarką jest przedmiotem zainteresowania Urzędu.

Niemiecki organ nadzorczy otrzymał skargę na tę spółkę i zgodnie z art. 56 RODO wskazał UODO jako właściwy do zajęcia się tą sprawą. Na obecnym etapie jest jednak za wcześnie, by mówić o szczegółach związanych z działalnością spółki PimEyes i o działaniach UODO w tej sprawie – czytamy w e-mailu od UODO.

 

Przeczytaj także:



27 komentarzy

Dodaj komentarz
  1. > wyszukiwarka rozbudowuję bazę danych biometrycznych, ale bez zgody osób, których dane przetwarza

    Moim zdaniem każda kamera w miejscu publicznym ma bazę danych biometrycznych. Dlatego monitoring wizyjny powinien być po prostu co do zasady zakazany, inaczej czeka nas pełny Orwell.

    • Przeciętna kamera ma jedynie zdjęcia. Żeby były to dane biometryczne, musiałyby zostać stosownie przetworzone, co nie ma miejsca. Nawet gdyby miała, to nadal bezpośredni i łatwy dostęp do nich ma tylko właściciel kamery. Podczas gdy tutaj każdy ma dostęp do całego świata, natychmiast, co stanowi zupełnie inną skalę problemu.

    • Wygląda więc, że każdy przestępca będzie mógł złożyć skargę RODO i domagać się odszkodowania za wrzucenie do systemu jego twarzy i przetworzenie jej bez jego zgody.

    • Żall. Chcą udupić super polską wyszukarkę twarzy, a ludzie zamiast zrobić rewolucje to NIC.

  2. Zrobiłem w pimeyes zdjęcie swojej profilówki z FB i wyrzuciło mi całkiem sporą ilość moich sobowtórów z Rosji :D

    • W sumie to całkiem niezły sposób na znalezienie ludzi, których dokumentami można by się całkiem łatwo posługiwać :D

    • U mnie znalazł tylko zdjęcie z serwisu meetup, które jest moim profilowym też na linkedinie. A tak to null :)

  3. Na urządzeniach z androidem nadal da się przesłać zdjęcie z pamięci. Strona nie wymusza użycia kamery w telefonie.

  4. Właśnie przetestowałem ten narządź – i okazało się, że znalazł same zdjęcia, które do mnie nie pasują – jedynie ludzi, którzy mają podobną brodę. Do narzędzi anty-osintowych dodajcie noszenie gęstej brody – zdaje się być dość skuteczną kontrą na biometrykę.

    Trochę szkoda, że nie mogę uploadować swojego zdjęcia bez brody, wtedy miałbym pewność.

    • Potwierdzam, broda chroni przed tą wyszukiwarką. Chociaż w moim przypadku znalazła jedno zdjęcie nagiego gościa liżącego deskę sedesową… ahh te studenckie imprezy nic się z nich nie pamięta…

  5. Spodziewałbym się migracji siedziby prawnej spółki na Seszele, Wyspy Zielonego Przylądka, Wolną Republikę Liberlandu lub inne państwo, gdzie GDPR nie ma mocy sprawczej. I systematycznego trolowania całego świata zwolenników łatania problemów świata ustawami ;)

  6. “Wszystko co umieścisz w sieci traktuj jako dostępne dla wszystkich. Na zawsze.” – jakakolwiek próba walki z takimi wyszukiwarkami jak PimEyes, to tylko zamiatanie problemu pod dywan. To że nie będzie publicznie dostępnej usługi, nie oznacza, że będzie ona nieosiągalna dla potrzebujących (czytaj: chętnych do poniesienia adekwatnych kosztów).
    Im szybciej ludzie zrozumieją, że w sieci nie ma anonimowości, tym lepiej dla nas, bo tym trudniejsze życie będą miały wszelkie totalitarne pomysły, z którymi coraz częściej wyskakują demokratyczni (albo i nie) politycy, w różnych częściach świata.

    • Wiesz o tym, że takie systemy wcale nie muszą korzystać ze zdjęć, które ty świadomie opublikowałeś? Wystarczy, że byłeś na imprezie firmowej, z której ktoś udostępnił gdzieś fotki. Albo, rozszerzając temat, na wrzuconym na YouTube nagraniu z kamerki samochodowej, bo akurat obok przechodziłeś.

      Co proponujesz? Chodzenie dożywotnio w kominiarce? Zakaz istnienia aparatów fotograficznych i kamer? Zakaz publikowania jakichkolwiek zdjęć?

      Unikanie zagrożenia to jeden element układanki. Ale nie jedyny. Rozwiązania prawne to kolejne ważne narzędzie.

    • Dlatego kamery monitoringu zapisujące do “chmury” albo co gorsza streamujące przez Internet na telefon właściciela to zło. Powinny być zabronione – wystarczy że kamera nagrywa na dysk lokalnie. Powinna być fizycznie odcięta od Internetu.

      Wiadomo że trudno to egzekwować, ale zakaz posiadania zdjęć pedofilskich też trudno egzekwować, a jednak istnieje i bardzo dobrze że istnieje.

    • W jakiej sieci? Kazdy gania z aparatem (telefonicznym = fotograficznym), monitoring gdzie tylko sie da, w szystko w “chmurze”. Nie ma szans na zapobiegniecie opublikowaniu czyjejs twarzy/informacji w sieci jedyne co da sie zrobic i co powinnismy zrobic to utrudnic ich akumulacie i wykorzystanie roznym poje* (bo rzady, instutucje, wielkie firmy itp. i tak beda miec do tego dostep – ale to nie znaczy ze musimu to udostepniac pedofilowi ktoremu spodobala sie twoja siostra)…

    • > rzady, instutucje, wielkie firmy itp. i tak beda miec do tego dostep – ale to nie znaczy ze musimu to udostepniac pedofilowi

      Rządy i firmy nie powinny mieć do zdjęć dostępu. Tak samo jak nie powinien mieć pedofil.

      Moje zdjęcie, moja twarz, nikomu nic do tego, ani rządom, ani firmom, ani przestępcom.

    • >W jakiej sieci? Kazdy gania z aparatem (telefonicznym = fotograficznym), monitoring gdzie tylko sie da, w szystko w “chmurze”. Nie ma szans na zapobiegniecie opublikowaniu czyjejs twarzy/informacji w sieci

      Czas by z tymi “chmurami” skończyć. Nigdy nie jest za późno żeby pójść po rozum do głowy, nigdy nie jest za późno żeby zacząć naprawiać popełniane, nawet przez całe lata, błędy.

    • Oczywiście, że zdjęcia czy filmy w sieci mogą się pojawiać nie tylko wrzucone przez osoby na nich widoczne i nawet bez ich zgody. Niestety próba zamiecenia problemu, przez jakikolwiek zakaz publikacji “anonimowych nagrań” jest z góry skazana na niepowodzenie – nie da się tego wyegzekwować bez likwidacji mediów nie-czysto-tekstowych.
      Poza tym, jeśli nie chcę by można mnie rozpoznać na jakimś przypadkowym nagraniu z niewygodnego miejsca, to się tam przypadkowo nie pojawiam.

      Nie lubię inwigilacji. Ale 95% ludzkości ma to gdzieś, jeśli tylko dostaną zapewnienie, że “nikt ich w kiblu nie nagra” (zapewnienie, dodam, na papierze). Więc może lepiej żeby się wreszcie obudzili, że to takie same bajki, jak ta o złotej rybce…

      Z dwojga złego: chyba lepiej mieć świadomość inwigilacji i szansę samodzielnego z niej skorzystania (z pomocą takich usług jak PimEyes), niż żyć w błogiej nieświadomości, do czasu aż będzie za późno (i całą przewagę technologiczną oddawać gratis różnym “służbom”).

      No i wreszcie: nie zgadzam się ze zdaniem “jak nie masz nic do ukrycia, to nie ma się czego bać”. Dawno też już wyrosłem z mitu, że prawo tworzone jest dla dobra społeczeństwa, a rządzący to przecież ludzie kryształowi, o nieskalanych intencjach. Dlatego nie warto się dobrowolnie rozbrajać (a zakaz tworzenia takich narzędzi właśnie do tego prowadzi – dobrowolnego oddania przewagi technicznej). No i na koniec: bardziej “boję się” rządu, niż “sąsiada-pedofila”.

    • “jak nie masz nic do ukrycia, to nie ma się czego bać”

      Mysle, ze sam fakt wykrycia u kogos tego typu pogladow powinien skutkowac korekcyjnym wpie* – szacuje, ze skutecznosc bedzie wyjatkowo duza (patrz: przyklad ponizej):

      Pan/Pani X: “co z tego ze szpieguja, ja nie mam…[dzwiek przeskakujacych trybikow] aaaa [eureka] … zresztą niewazne.” :p

  7. Wprowadzili juz moze wyszukiwania łączone?:

    Czyli naprzyklad czy sa zdjecia na ktorych bylby i Pan X i osoba z przeciwnej opcji politycznej? Albo Pan X i Dalajlama (hit na rynku chinskim)? Albo Pan X i dzialacze o prawa czlowieka? Albo dzialacz o prawa czlowieka a potem zidentyfikowac wszyskich ludzi z ktoremi go kiedykolwiek sfotografowano (rodzina, przyjaciele, sponsorzy)?

    Czy to bedzie w nastepnej fazie, po tym jak obecna sytuacja troche ostygnie a oni zmienia nazwe na “sauron eyes” i zloza oficjalny hołd wladcy ciemnosci?

  8. Powinno być:
    Mam twarz, co robić, jak żyć?

    ;)

    • Botox?

  9. Jak rozumiem firma firma z Wroclawia nie moze swiadczyc uslug polskim sluzbom bo te powinny poprosic o pomoc niemieckich kolegow – np. przez bylego szefa BND chwilowo wykonujacego zadania w Polsce?
    No bo jak to tak – bez zgody niemieckiegu urzedu. Zgroza.

    Pytanie – czy przeszkadza Wam ze Wasze linie papilarne sa skladowane w Pekinie, Tokio lub USA? Ale telefon z w/w funkcja macie prawda?
    A monitoring macie z jakiej firmy? I czy ma backup w chmurze?

    • Polska firma nie może. Będzie mogła jak ją kupi Niemiec. Wtedy wszystko będzie lokalne.

  10. nasz uodo się nie bawi w takie sprawy, jego osiągnięciem jedynym oryginalnym był zakaz badania pracowników alkomatem, w domyśle też narkomatem,
    trudno powiedzieć, ile to już wypadków i trupów spowodowało, ale pewnie sporo
    takie rzeczy jak skuteczne działanie na rzecz społeczeństwa to nie w tym kraju,
    no chyba, że ten cały Pimcośtam sam by się zgłosił jak morele, o to wtedy już po nim

  11. Hej.
    ad 1) a_Wyszukiwarka znajduje zdjęcia w internecie, jak każda inna wyszukiwarka (np. google). Czy b) szpera i zapisuje u siebie na sewerach kopie zdjęć?
    No bo jak a) to super narzędzie.
    Jak b) to i tak wasza logika jest ideologiczna a nie pragmatyczna (czyli słaba).

    A co do “negatywnych” komentarzy z kamer to śmieszą mnie naprawdę. Jak Kali kraść to dobrze, jak Kalemu ukraść do źle. Zawsze śmieszy mnie “jak optyka” przeciwnika kamer i wielkiego obrońce prywatności (w kontekście kamer) zmienia się jak spotka go krzywda (czym większa tym bardziej się optyka zmienia), np. ukradną samochód, napadną córkę, itp …
    Jakimś cudem, tam gdzie obszar jest monitorowany przestępczość spada diametralnie. Nie, nie. Nie chodzi o to, że znika wogóle (nie o to tu chodzi), spada na obszarze monitorowanym – i to fakty (każdy może zweryfikować). Dlaczego tak jest? Wybaczcie ale chyba każdy wie, że najskuteczniejsze jest “nieuchronność kary” a nie “wysokość” kary, więc nawet to logiczne. Bo drugie, naprawdę aż mi się nie można dokonać legalnie aborcji to nie oznacza, że się jej nie wykonuje!
    To że czegoś zakażą (np. zbierania takich zdjęć przez ten i podobne serwisy) naprawdę spowoduje poprawę bezpieczeństwa czy tylko zwiększy poczucie poprawy bezpieczeństwa.
    eeeeh
    Przecież fałszywe poczucie bezpieczeństwa (bez realnego) to zło i prowadzi bezpośrednio do tragedii.

    • Wyszukiwarka zdjęć zawsze zadziała na trochę innej zasadzie niż wyszukiwarka tekstowa. Ta pierwsza indeksuje po frazach i w razie czego po prostu też puszcza wyszukiwanie czystotekstowe. W przypadku grafiki wyszukiwanie czystobinarne odpada, bo oba zdjęcia musiałyby być w idealnie tym samym formacie, z dokładnie tą samą kompresją (uwaga! nie TAKĄ samą = takie same ustawienia, ale TĄ samą = te same ustawienia + ten sam słownik kompresujący + te same skróty + tak samo uproszczone krawędzie). Tylko wtedy wyszukiwanie bit-perfect ma jakiekolwiek szanse powodzenia.
      Tu w grę zaangażowany jest wyraźnie machine-learning, a cała kabała polega na przetrenowaniu algorytmu zdjęciem, jakie mu wrzucimy, i uruchomienia na indeksie obrazów źródłowych. Dla ułatwienia dodam, że to są mniej więcej te same algorytmy, które są w stanie wydzielić twarz z tła i zrobić z dowolnego zdjęcia “wersję do dokumentu tożsamości” (są takie strony!) czy też tworzyć deepfake’i, tylko przygotowane z myślą o przeszukiwaniu wśród bazy zdjęć, a nie tworzeniu nowych.

      Samo istnienie takich algorytmów nie może nas napełniać złymi uczuciami, bo zaraz wyjdzie na to, że boimy się technologii czy też nie potrafimy nad nią zapanować – co zepchnie nas w dół drabiny rozwoju gatunków. Im więcej ludzi ma dostęp do algorytmów i możliwość ich zastosowania w praktyce tym lepiej, bo to nauczy społeczeństwa dobrych nawyków w realnym świecie – o co dziś horrendalnie trudno. Podstawowa zasada, o jakiej wielu zapomina: jeżeli idziesz między ludzi, to nie robisz czegoś, co może ci zaszkodzić albo czego się wstydzisz. Nie musi widzieć cię komputer – wystarczy, że zrobi to człowiek.

Zamieszczając komentarz akceptujesz regulamin dodawania komentarzy. Przez moderację nie przejdą: wycieczki osobiste, komentarze nie na temat, wulgaryzmy.

RSS dla komentarzy: