22:03
10/1/2018

Sprawa dr. Crippena miała wszystko, co rasowa sprawa kryminalna powinna mieć — chciwość, zazdrość, pieniądze, morderstwo, ucieczkę z piękną kobietą na drugi kraniec świata i pościgi szybkimi łodziami (co prawda parowymi, ale zawsze). Jakby nie patrzeć wszystkie te cechy mogły być podstawą dla bestsellerowego kryminału, jednak nie dlatego zbrodnia dr. Crippena zapisała się na kartach historii. Zapamiętano ją ponieważ w ujęciu mordercy i wymierzeniu mu kary pomogła nauka, a zwłaszcza jeden niepozorny, ale rewolucyjny wynalazek. Nie uprzedzajmy jednak faktów…

Hawley Harvey Crippen, bo tak brzmiało pełne imię głównego bohatera tej historii — był niepozornym dzieckiem. Urodził się 11 września 1862 roku w rodzinie sklepikarzy z Coldwater w stanie Michcigan.

Dr Hawley Crippen

Dr Hawley Crippen

Wbrew rodzinnej tradycji nie interesował się w ogóle handlem, za to przejawiał pasję do medycyny. Nie próżnował i czas dorastania przeznaczył na pilną naukę, która doprowadziła go na wymarzone studia medyczne na Uniwersytecie Michigan. Ostatecznie zdobył dyplom lekarski w szpitalu okulistycznym w Nowym Jorku, a następnie odbył praktyki w Detroit, Santiago i Filadelfii. Jako lekarz nie był specjalnie rozchwytywany przez pacjentów. Taki sobie “doktorek”, jeden z wielu w USA w tamtym czasie.

Do wypełnienia jego spokojnego życia brakowało mu tylko szczęścia w postaci drugiej “połówki”. Choć jego uroda nie sprawiała że panny masowo mdlały na jego widok, to w 1887 roku stanął przed ołtarzem. Wybranką jego serca została pielęgniarka Charlotte Bell, z pochodzenia Irlandka, którą prawdopodobnie poznał podczas swoich praktyk lekarskich. Przypieczętowaniem ich związku był syn Harvey Otto, który urodził się rok później. Tak naprawdę o pierwszym małżeństwie dr. Crippena niewiele wiadomo. Pewne jest to, że szczęście, które zaczęło mu sprzyjać nagle prysnęło jak mydlana bańka, gdy 4 lata po ślubie jego żona niespodziewanie zmarła. Zrozpaczony Crippen nie czuł się na siłach być ojcem i oddał małego Harveya pod opiekę swoim rodzicom.

Źródła milczą, co Crippen robił po śmierci Charlotte, ale bardzo szybko pojawiła sie w jego życiu nowa kobieta. Wszyscy zainteresowani znali ją pod artystycznymi pseudonimami Cora Turner oraz Belle Elmore, ale tak naprawdę nazywała sie Kunegunda Mackamotzki, a jej przodkowie pochodzili z Europy Środkowej.

Cora Crippen

Cora Crippen

Do końca nie wiadomo, co w sobie widzieli. On 30-letni lekarz zmęczony życiem, a ona 17-letnia piękność z ogromnymi teatralnymi ambicjami. Tak samo jak on był lekarzem drugiej kategorii, tak ona była raczej aktorką, która nie grywała pierwszoplanowych ról. Można się jedynie domyślać, że Crippen po stracie najbliżej mu osoby szwędał się po teatrach gorszego sortu i szukał pocieszenia, które znalazł w postaci Kunegundy. Tak czy owak, coś zaiskrzyło i niespełna 9 miesięcy po śmierci jego pierwszej żony, on i Cora stanęli na ślubnym kobiercu.

Po ślubie dr Crippen ponownie ożył. Postanowił wysłać nową żonę do najlepszych nauczycieli tańca i aktorstwa w Nowym Jorku i niebawem sam w 1894 roku znalazł lepiej płatną prace konsultanta w “Munyon’s Homeopathic Remedies”. Do tego na boku łapał różne lekarskie fuchy. Tak się jednak skupił na karierze swojej małżonki, że zaniedbał własną pracę i w 1899 roku został bez zatrudnienia, a pieniędzy z dodatkowych interesów nie wpływało za wiele.

Sama Cora zdała sobię sprawę, że w Ameryce nie wbije się w świadomość masowego odbiorcy jako celebrytka ówczesnego show biznesu i zaczęła namawiać dr. Crippena na podbój Wielkiej Brytanii. W sumie, co Crippen miał do stracenia. Posiadał dobry fach w rękach, język nie był problemem, więc w pierwszej połowie 1900 roku spakowali bagaże i wyjechali do Wielkiej Brytanii, gdzie ostatecznie osiedli w Londynie.

Dr Crippen znalazł pracę jako menadżer w “Drouet’s Institution for the Deaf”, a Cora odnalazła się w związku artystek estradowo-teatralnych “Music Hall Ladies Guild”, gdzie zawsze zlecano jej jakieś role.

Mimo zmiany miejsca zamieszkania, pracy oraz środowiska dalej oboje żyli w świecie iluzji. Dochodziło nawet do tego, że Cora rozpowiadała bzdury, że jej ojciec jest arystokratą, a Crippen wykorzystał to do sprzedaży podejrzanego specyfiku o nazwie “Lek na głuchotę barona Mackamotzkiego”. W domu żadne z nich nie chciało się zajmować sprawami tak przyziemnymi jak porządki w konsekwencji mieszkali między stertami niemytych garów i zakurzonych mebli.

Crippen odnosił mniejsze i większe sukcesy — kilka razy firma oddelegowała go służbowo za granicę uznając, że będzie ich godnie i skutecznie reprezentował. Cora niestety nie mogła tego powiedzieć o swojej karierze. Poza kilkoma raczej marnymi rolami w tanich music-hallach udawała wielką gwiazdę zza oceanu, która opiekuje się i doradza młodszym koleżankom z branży. Prawdopodobnie zazdrościła mężowi, że lepiej odnalazł się w nowym kraju i dlatego stała się władcza, a Crippena kreowała na życiowego nieudacznika. Częściej sięgała po alkohol, a męża sprowadziła do roli kamerdynera jej przyjaciół, których stale przyjmowała w niesprzątanym domu.

Willa przy 39 Hilldrop Cresent

W 1905 roku państwo Crippen przenieśli sie ze zrujnowanej oficyny do bardziej okazałej willi przy 39 Hilldrop Cresent w prestiżowej części Londynu. Crippenowi pewnie wydawało się, że ta zmiana może naprawić jego upadające małżeństwo, ale (jak to bywało wcześniej) życie brutalnie podeptało wyobraźnię pana doktora. Cora swojego uległego męża “awansowała” z służącego swoich znajomych na służącego sublokatorów, którym zaczęła wynajmować pokoje. Wynajmując pomieszczenia pani Crippen chciała chyba zabłysnąć jako businesswoman od nieruchomości, ale okazała się bardziej specjalistką od “ruchomości”. Pewnego dnia dr Cirppen przyłapał ją z jednym z “lokatorów” w jednoznacznej sytuacji w sypialni. To nie był jej pierwszy romans, a nowych wielbicieli nie brakowało.

Ale i Crippen miał trochę za uszami. W swojej firmie poznał piękną, konserwatywną i jednocześnie skromną sekretarkę o imieniu Ethel Le Neve — całkowite przeciwieństwo Cory. Między doktorem a jego sekretarką wybuchł gorący romans i jak się można domyślać łóżko państwa Crippen zaczęło się robić za ciasne dla wszystkich.

Ethel Le Neve

Ethel Le Neve

Żona znika, a Scotland Yard się pojawia

W lipcu 1910 roku w willi państwa Crippen zjawił się inspektor Scotland Yardu Walter Dew wraz z sierżantem Mitchellem. Drzwi otworzyła im Ethel Le Neve, która od kilku miesięcy mieszkała otwarcie w domu doktora jako jego konkubina. Stwierdziła, że doktora nie ma w domu i skierowała policjantów do pracowni doktora na New Oxford Street. Gdy inspektor wraz z sierżantem dotarli pod wskazany adres okazało się, że dr Crippen właśnie wraca do domu i nie ma nic przeciwko temu, by detektyw wraz z towarzyszącym mu oficerem dołączyli do niego. Po powrocie do willi, inspektor zaczął dopytywać o jego żonę, która ponoć umarła w Stanach, po tym jak nabawiła się choroby od członka rodziny, którym miała się rzekomo opiekować. Przynajmniej taka była wersja Crippena, od jakiegoś czasu rozgłaszana wśród znajomych żony.

W rewelacje doktora nie wierzyła para przyjaciół Cory — państwo Nash — którzy wrócili z serii występów w Stanach i stwierdzili, że Cora nie wyjechałaby bez pożegnania. W międzyczasie co prawda do związku artystów dotarł list pożegnalny, rzekomo napisany przez Corę, ale wzbudził on swoim stylem taką nieufność wśród znajomych artystki, że udali do Scotland Yardu i 30 czerwca 1910 zgłosili zaginięcie swojej dobrej znajomej. Podejrzanie było także to, że Cora wyjeżdżając do USA …zostawiła całą biżuterię oraz futra, w których ostatnio zaczęto widywać nową partnerkę doktora.

Inspektor Walter Dew

Inspektor Walter Dew

Początkowo śledczy Dew przyjął wersję, że Cora jest po prostu zaginioną osobą, a jej mąż szybko naświetli co się stało z poszukiwaną. Podczas przesłuchania doktor niespodziewanie wyznał inspektorowi, że kłamał. Powiedział, że jego żona żyje gdzieś w Stanach z nowym kochankiem, a on żeby uniknąć skandalu obyczajowego zaczął rozpowiadać, że zmarła. Doprecyzował nawet, że nowym partnerem żony jest niejaki Bruce Miller. Krótko mówiąc — żona miała uciec z bogatszym od niego. Żeby pokazać, że nie ma nic do ukrycia, Crippen zachęcił policjantów do przeszukania domu. Ci nie odnajdując nic podejrzanego podziękowali i opuścili gościnne progi doktora.

Kilka dni później inspektor wrócił ponownie. Czy powodem ponownej wizyty była nieścisłość w sprawie Millera, który miał żonę i nie ruszał się z Wielkiej Brytanii, nacisk państwa Nash niezadowolonych z ustaleń policji czy może zwykła biurokracja, która wymusiła kilka dodatkowych formalnych pytań? Nie wiadomo. Jedynym pewnikiem było to, że dom doktora świecił pustkami.

Poprzednia wizyta inspektora tak wytrąciła Crippena z równowagi, że postanowił się spakować i czym prędzej uciec w towarzystwie Ethel. Nagłe i podejrzane zniknięcie doktora oraz jego partnerki spowodowało, że Walter Dew tym razem postanowił dokładniej przyjrzeć się willi przy Hilldrop Cresent.

Policja podczas przeszukania willi Crippenów

Policja podczas przeszukania willi Crippenów

Przeczesanie kolejnych pomieszczeń domu oraz metrów kwadratowych ogrodu nie przyniosło specjalnych efektów. Po kilkudniowej rewizji – 13 lipca 1910 roku – do przeszukania została mała piwnica przeznaczona na węgiel. I wtedy nastąpił przełom.

Po usunięciu kilku cegieł w podłodze, powietrze wypełniło się nieznośnym odorem nieświeżego mięsa. Pod posadzką znaleziono resztki ludzkiego ciała zawinięte w jakąś szmatę oraz spinkę z kosmykiem włosów. Jak się okazało, był to niekompletny korpus. Bez głowy, rąk i nóg. Pozbawiony wnętrzności oraz kości, aby utrudnić identyfikację ofiary.

Piwnica w willi Crippenów

Piwnica w willi Crippenów

W toku śledztwa ustalono, że Corę widziano ostatni raz 31 stycznia 1910 roku po wspólnej kolacji państwa Crippen razem z zaprzyjaźnioną parą artystów – państwem Martinelli – którzy opuścili dom Crippenów około 1:30 w nocy. Kilka dni potem dr Crippen zastawił złoty pierścionek oraz kolczyki żony za 80 funtów. Do tego 12 marca 1910 kochanka doktora – Ethel Le Neve – wprowadziła się do jego domu i od tamtej pory była z nim oficjalnie widywana jako jego nowa partnerka. Była zauważalna, bo pokazywała się w futrach i pozostałej biżuterii Cory.

Scotland Yard po ustaleniu powyższych faktów oraz makabrycznym odkryciu w podziemiach domostwa Crippenów wydał list gończy za doktorem oraz jego sekretarką. Ogromna jak na ówczesne czasy nagroda dwustu pięćdziesięciu funtów przyciągnęła prasę i historia doktora wylądowała na pierwszych stronach gazet. Ale mimo prasowej nagonki po ściganej parze nie było już śladu. Okazało się, że Halwey i Ethel już od kilku dni byli na kontynencie. Dokładnie ujmując — w Belgii, skąd w panice mieli udać się do Kanady statkiem S.S. Montrose.

S.S. Montrose

S.S. Montrose

Wydawało się, że parze uda się bezkarnie uciec przed odpowiedzialnością przez Atlantyk, ale okazało się, że niespodziewanie policja uzyskała sprzymierzeńca w postaci kapitana statku, Henry’ego George’a Kendalla.

Najwyższy rangą oficer S.S. Montrose znał historię Crippena z brytyjskiej prasy, a że miał czujne oko, szybko wypatrzył na pokładzie podejrzaną parę. Mimo całej gamy kamuflujących zabiegów – nowego brodatego image’u doktora i chłopięcego ubrania, w które przyodziała się Ethel udając syna “pana Robinsona”, czyli nowej tożsamości Crippena, parę zdradziło nienaturalnie czułe zachowanie, które nie powinno występować pomiędzy ojcem i synem.

Tak kapitan Kendall pisał o spostrzeżeniach na temat tej dziwnej pary do swojego armatora:

“Mam silne podejrzenia, że Crippen – ten lodyński morderca z piwnicy – oraz jego wspólniczka są wśród pasażerów statku. Nie ma wąsów, ale ma brodę. Jego towarzyszka jest przebrana za chłopca. Głos, maniery oraz budowa ciała zdradzają, że to dziewczyna.”

Kapitan Henry Kendall

Kapitan Henry Kendall

Kapitan do nadania wiadomości użył od kilku lat montowanego na statkach nowego wynalazku, tzw. telegrafu bez drutu. Właściciel statku, który odebrał wiadomość kapitana, skontaktował się niezwłocznie z policją. Inspektor Walter Dew dowiedziawszy się o spotrzeżeniach Kendalla od razu podjął decyzję o pościgu przez ocean.

Scotland Yard nadał telegram do kapitana prosząc o nie zdradzenie się ze swoimi podejrzeniami. Zapewniono, że przedstawiciele Metropolitan Police są już na pokładzie szybszego parowego statku o nazwie S.S. Laurentic.

31 lipca 1910 na dzień przed docelowym portem w Quebecu na pokładzie S.S. Monrose zjawił się inspektor Walter Dew i w asyście kapitana Kendella oraz innych policjantów aresztował “Johna Robinsona i syna”. Sam Crippen podobno powiedział, że dobrze się stało, gdyż stres był zbyt duży.

dr Crippen w asyscie insp. Dew w porcie w Qeubecu

dr Crippen w asyscie insp. Dew w porcie w Qeubecu

Para nie zabawiła w Kanadzie długo. Do liverpoolskiego portu przetransportowano ich parowicem o nazwie Magnetic. Policja dla swojego i “Robinsonów” bezpieczeństwa nie zdradziła nikomu daty wypłynięcia podejrzanych z Kanady. Wpisano ich na listę pasażerów pod fałszywymi nazwiskami dr Field oraz miss Byrne. Mimo to, ktoś sypnął i podczas przybijania do portu, na podejrzanych czekał tłum ludzi, który nie ukrywał swojej pogardy dla mordercy i jego kochanki. Mimo prób linczu Harweya oraz Ethel osadzono bezpiecznie w londyńskim więzieniu i oskarżyciele poczęli przygotowywać się do procesu.

dr.Crippen i Ethel Le Neve na ławie oskarżonych

dr.Crippen i Ethel Le Neve na ławie oskarżonych

Wspomniane wcześniej resztki ciała Cory Crippen trafiły do dwóch wybitnych naukowców. Pioniera medycyny sądowej dr. Bernarda Spilsbury’ego oraz chemika i toksykologa dr. Williama Willcoxa.
Wśród szczątków, które Slisbury dostał do badania znalazł kawałek skóry wymiarów mniej więcej 14 x 15 cm. Spilisbury’emu wydawało się, że owy fragment należy do podbrzusza, ponieważ dostrzegł włosy, które wyglądały na łonowe. Dodatkowo, powierzchnia skóry ujawniła fałdę, która przypominała mu bliznę pooperacyjną. Żeby potwierdzić swoje przypuszczenia, Spilsbury odciął poprzeczny odcinek skóry, gdzie znajdowało się prawdopodobne pozabiegowie znamię i obejrzał go pod mikroskopem. Nie znalazł tam żadnych mieszków włosowych, co było typowe dla skóry zrośniętej po cięciu chirurgicznym i to utwierdziło go w jego przekonaniu. Dzięki temu odkryciu i porównaniu go z dokumentacją medyczną Cory Crippen, która ujawnila operację jajników przeprowadzoną w Nowym Jorku, można było uznać za pewne, że są szczątki należą do niej.

dr Bernard Spilsbury

dr Bernard Spilsbury

Dodatkowych argumentów oskarżycielom dostarczył wspomniany już wcześniej patolog, sir Willam Willcox. Wziął on pod lupę gąbczasty osad, który również był wśród szczątków znalezionych w piwnicy domu Crippenów. Wszystko przedestylował, a susbstancja jaką pozyskał zdradzała cechy skopolaminy — silnie trującego alkaloidu, który można było otrzymać z bielunia dziędzierzawego. Willcox szacował, że ok. 0,5 grama tej substancji ciągle znajdowało się w znalezionym korpusie i wystarczyło do zabicia dorosłej osoby. Dodatkowo londyński aptekarz potwierdził, że dr Crippen kupił u niego 19 stycznia 1910 roku w aptece na New Oxford Street — niedaleko laboratorium doktora — 5 gram bromowodorku hioscyny, czyli sproszkowanej wersji skopolaminy używanej w medycynie. Było to na kilkanaście dni przed zaginięciem pani Crippen.

Proces dr. Crippena ruszył 18 października 1910 roku. Adwokat lekarza — mec. Artur Newton — mimo przytłaczających dowodów oskarżenia, postanowił wykazać, że szczątki ludzkie znalezione w budynku nr 39 na Hilldrop Cresent zostały tam ukryte na długo przed wprowadzeniem się państwa Crippen.

Prokuratura podjęła wyzwanie i udowodniła ponad wszelką wątpliwość, że piżama męska, w którą było zawinięte makabryczne znalezisko, miała metkę producenta “Jones Bros”, który dodawał owe metki dopiero po 1907 roku. Sam Crippen miał takie piżamy – podczas przeszukania ujawniono dwa komplety.

Do obalenia tezy obrony przyczyniła się także porywająca mowa biegłego, czyli wspomnianego już dr. Bernarda Spilsburego. Zwrócił on uwagę na fakt, że kończyny, głowa oraz kości zostały oddzielone od korpusu w sposób profesjonalny i znany tylko medykom, co sugerowało dr. Crippena jako sprawcę. Na końcu oskarżyciel dodał także, iż spinka oraz kosmyk włosów, znalezionych w piwnicy domu państwa Crippenów podczas rewizji w lipcu 1910 roku, zostały rozpoznane przez znajomych jako należące do Cory Crippen.

Przewód sądowy trwał 5 dni, a ława przysięgłych potrzebowała tylko 27 minut, żeby uznać doktora Crippena winnym zabicia swojej drugiej żony. Sędzia prowadzący rozprawę skazał doktora na karę śmierci.

Apelację mec. Newtona odrzucono, a wykonanie wyroku podpisał sam Winston Churchill, ówczesny minister sprawiedliwości. Dr Crippena powieszono 23 listopada 1910 roku w więzieniu w Pentonville.
Ethel Le Neve sądzono w osobnym procesie, który skończył się uniewinniem, po którym udała się do Kanady i na dobre zniknęła z życia publicznego.

dr Crippen podczas procesu

dr Crippen podczas procesu

Nie wiadomo, kiedy dr Crippen zaplanował zgładzenie swojej żony, która była dla niego tylko niepotrzebną wybuchową mieszanką polsko-rosyjsko-niemieckich genów. Bardzo możliwe, że uniknąłby odpowiedzialności za swój niecny czyn, gdyby bardziej starannie zaplanował swoją ucieczkę i zbiegł do USA. Wtedy byłby problem z aresztowaniem doktora, bo nie istniała jeszcze instytucja międzynarodowego listu gończego. Śledczy mieli na tyle szczęścia, że uciekał do Kanady, która formalnie podlegała wtedy brytyjskiej koronie. Do tego mieli pomocnika w postaci bystrego kapitana Kendella (któremu przypadła nagroda za zbiega) wyposażonego w możliwość bezpośredniego komunikowania się z lądem przez bezprzewodowy telegraf. Mimo całego popisu jaki dała medycyna sądowa w procesie Crippena, to właśnie ten niepozorny wynalazek Marconiego, tzw. telegraf bez drutu pozwolił złapać niedoszłego uciekiniera. Warto zatem przyjrzeć się historii tego urządzenia.

Telegraf bez drutu

Telegraf bez drutu

Telegraf bez drutu

Wszystko zaczęło się w 1820 r., kiedy duński fizyk Hans Christian Ørsted ogłosił, że przepływ prądu elektrycznego powoduje powstawanie fal elektromagnetycznych. Następnie w 1825 roku André Marie Ampère opublikował pracę, gdzie dał pierwsze podwaliny pod teorię elektromagnetyzmu wraz ze swoim prawem Ampera.

Po nich było jeszcze wielu uczonych, którzy zajmowali się tym zagadnieniem, jednak to dopiero spójna teoria Maxwella uporządkowała świat elektromagnetycznych fal, co w latach 80 XIX-ego wieku w swoich praktycznych eksperymentach potwierdził Niemiec Henryk Hertz. W 1887 roku publicznie zademonstrował prymitywny nadajnik fal radiowych wytwarzający szybkozmienny prąd elektryczny, którego kierunek przepływu zmieniał się gwałtownie przy przeskoku iskry między elektrodami, a ta powodowała nadawanie fal elektormagnetycznych. 3 metry dalej znajdował się równie prymitywny odbiornik, który został zrobiony z pętli z drutu z przerwą na końcu i rejestrował on fale nadajnika w postaci przeskakującej iskry na krańcach otwartego obwodu.

Krótko mówiąc, za każdym razem kiedy na nadajniku pojawiała się iskra, w tym samym czasie na odbiorniku też można było zaobserwowac świetlne zjawisko. Hertz przygotował specjalnie zaciemniony pokój by wzmonić efekt. Była to pierwsza transmisja fal elektromagnetycznych jaką nadał i odebrał człowiek.

Guglielmo Marconi

Guglielmo Marconi

Wielu inżynierów podłapało temat i zaczęło tworzyć swoje wersje urządzenia, ale największe zasługi na tym polu miał Guglielmo Marconi.

Pierwszy raz spotkał się z falami elektormagnetycznymi jako 22 latek w 1894 roku na wykładach profesora Augusto Righi na Uniwersytecie Bolońskim. Eksperymenty przeprowadzane przez profesora tak zadziałały na wyobraźnię młodego Marconiego, że już kilka lat później zaprojektował wynalazek, który wykorzystywał pragmatyczne możliwości łączności radiowej. Był to wspomniany tzw. telegraf bez drutu.

Co ciekawe włoskie władze odmówiły Marconiemu pomocy finansowej i podjął on decyzję — niczym kilka lat później dr Crippen — aby wyjechać do Wielkiej Brytanii. Język wyspiarzy nie był dla niego tajemnicą. Gdy był młody, mama która była Irlandką, zabierała młodego Marconiego do Anglii, gdzie biegle nauczył się angielskiego.

Na Wyspach trafił na wysokiego urzędnika Ministerstwa Poczty i jednocześnie badacza zjawiska fal elektromagnetycznych Williama Preece’a i to za jego pośrednictwem wspomniany resort obiecał wsparcie finansowe dla projektu Marconiego.

Dzięki pomocy Brytyjczyków już w 1897 r. złożył swój pierwszy wniosek patentowy oraz uzyskał transmisję na odległość 15 km. Potem podczas pokazu dla włoskiego rządu w 1898 r. nadał wiadomość na statek oddalony o 18 km. Wtedy też odkrył, że transmisja dociera do adresata mimo tego, że statek jest schowany za horyzontem.

Urzędnicy poczty przeprowadzają inspekcję sprzętu Marconiego - ok. 1897 rok

Urzędnicy poczty przeprowadzają inspekcję sprzętu Marconiego – ok. 1897 rok

Urządzenie Marconiego na początku czyli ok. 1894 r. wykorzystywało – podobnie jak u Hertza – nadajnik iskrowy, lecz odbiornik był wyposażony w dodatkowy detektor, który pozwalał lepiej odbierać fale z nadajnika i w bolońskiej willi ojca Marconi uzyskał transmisję na odległość 3 km.
Owy detektor, który poprawiał jakość odbioru, był autorstwa Edouarda Branley’a z Paryskiego Uniwersytetu Katolickiego i składał się ze szklanej rurki wypełnionej opiłkami żelaza. W normalnych warunkach opór na końcówkach detektora był bardzo wysoki, więc automatycznie wymuszało to płynięcie niewielkiego prądu. Odpowiednio silne fale radiowe powodowały spadek oporu w rurce i w efekcie strumień mocniejszego prądu. Prąd ten uruchamiał stukawkę telegrafu, a ta odbierała nadawany sygnał w kodzie Morse’a.

W 1897 roku angielski fizyk Olivier Lodge skonstruował syntonię, czyli układ zawierający kondensator i cewkę indukcyjną, które służyły do regulowania częstotliwości drgań elektrycznych w nadajniku i tym samym częstotliwości nadawanych fal radiowych. Pozwalało to na wysyłanie komunikatu na różnych długościach fal i zapobiegało nakładaniu się komunikatów. System strojenia angielskiego wynalazcy działał tak dobrze, że wkrótce wylądował w telegrafie Marconiego.

W 1899 roku zasięgi telegrafu bez drutu wynosiły już ponad 50 km, co pozwoliło połączyć bezprzewodowo Anglię i Francję przez kanał la Manche. Jednak prawdziwy sukces nadszedł w grudniu 1901 roku, kiedy Marconiemu udało się uzyskać pierwszą transmisję miedzykontynentalną przez Antlantyk na odległość 3000 km aż do odbiornika, który znajdował się w St. John na Nowej Fundlandii.

Marocni wraz z współpracownikami testuje sprzęt do transmisji - ok.1901 roku

Marocni wraz z współpracownikami testuje sprzęt do transmisji – ok.1901 roku

Ten ogromny triumf spowodował, że sprzęt produkcji Marconi Company zaczął być instalowany na statkach, aby w razie sytuacji zagrożenia powiadomić odpowiednie służby na lądzie. Co ciekawe kapitan Henry George Kendall, który wsypał dr. Crippena i jego kochankę, w latach 1906-1908 z ramienia firmy Marconiego rozwijał projekt montażu telegrafów bez drutu na statkach różnych armatorów. Gdy w 1908 r. objął stanowisko dowdódcy S.S. Monrose zadbał, żeby takowe urządzenie znalazło się na jego nowym statku. Zapewne nie sądził, że będzie pierwszym, który zdemaskuje mordercę dzięki łączności radiowej. Więcej o budowie telegrafów bez drutu dowiecie się z książki A. Leduca wydanej z 1905 roku, pt. “Telegraf bez drutu” dostępnej online w formacie djvu.

Figura woskowa dr. Crippena w Muzeum Madame Tussauds

Figura woskowa dr. Crippena w Muzeum Madame Tussauds

Sprawa Hawleya Harveya Crippena do dziś budzi kontrowersje, ponieważ w 2007 r. David Foran ze Stanowego Uniwersytetu Michigan przebadał pod kątem DNA szczątki znalezione w piwnicy willi przy Hilldrop Cresent i orzekł, że nie należały one do Cory Crippen.

Swoje wnioski wysnuł porównując kod DNA z domniemywanego korpusu pani Crippen z kodem DNA jej krewnych i nie były one zgodne. W odpowiedzi pojawiły się głosy, że być może Cora nie była prawdziwym dzieckiem państwa Mackamotzkich. Zatem sprawa ciągle jest otwarta.

Dla wciąż spragnionych historii o dr. Crippenie podpowiem, że jego podobiznę można oglądać na wystawie w Muzeum Figur Woskowych Madame Tussauds w Londynie, a rzeczy doktora co jakiś czas pojawiają się do kupienia na portalach specjalizujących się w sprzedaży dóbr materialnych najsłynniejszych morderców. Na podstawie jego historii powstał również film fabularny pt. “Dr Crippen” z 1962 roku.

BONUS

Julian Ochorowicz

Julian Ochorowicz

Swój wkład w rozwój telegrafu bez drutu miał także wybitny polski wynalazca Julian Ochorowicz, który testował swoją wersję bezprzewodowego telegrafu na szczycie Wieży Eiffla w 1889 roku. Potencjał, jaki wskazały eksperymenty Ochorowicza uchroniły najbardziej chrakterystyczny punkt Paryża od rozbiórki, która była planowana na 20 lat po oddaniu go do użytkowania.

Julian Ochorowicz był nie tylko wynalazcą, ale także psychologiem, filozofem, poetą, publicystą, fotografem, teoretykiem pozytywizmu, budowniczym… Łatwiej powiedzieć czego nie robił, niż opisać wszystko to, czym się zajmował. Był tak barwną postacią, że sam Bolesław Prus zainspirował się nim tworząc ekscentrycznego naukowca Juliana Ochockiego w swojej wybitnej powieści pt. “Lalka”.

Z życiem i twórczością Juliana Ochorowicza można się zapoznać w Muzeum Magicznego Realizmu, które znajduje się w jego dawnym domu, tzw. Ochorowiczówce w Wiśle, gdzie nasz wybitny naukowiec spędził ostatnie lata swojego życia. Więcej informacji znajdziecie na stronie muzeum.

Autorem niniejszego artykułu jest Piotr Buszewski — mało brakowało, a byłby nauczycielem fizyki w jakimś gimnazjum. Na szczęście los sprawił, że zawodowo zajmuje się szeroko pojętą fotografią, zwłaszcza tą analogową. W wolnych chwilach chłonie wszystko, co ma związek z historią i nauką oraz organizuje artystyczne wydarzenia. Prywatnie jest w szczęśliwym związku z zacną Anią, którą godzinami zmusza do wspólnego oglądania filmów s-f oraz do przygarnia nowych zwierząt.

Jeśli i Ty, tak jak Piotr, chciałbyś na łamach Niebezpiecznika opublikować swój artykuł, zapraszamy do kontaktu. Każdą mroczną osobę z chęcią przygarniemy do naszego zespołu.

Przeczytaj także:

27 komentarzy

Dodaj komentarz
  1. Zacny i dobrze napisany artykuł. Gratuluję autorowi, ma talent do pisania (przynajmniej o kryminalistach) :)

  2. Niezłe, z chęcią bym widział takich artykułów więcej, ale w osobnej sekcji :)

  3. Super artykuł! Świetnie się czytało, dzięki! :)

  4. Czy ktos ogarniety podpowie jak to najlepiej wrzucic na kindla? Ta kolorystyka przy dluzszym czytaniu pali oczy:)

    • Odpowiednia wtyczka np. typu push to kindle do opery. Wysyła sam artykuł i zdjęcia.

    • Jednorazowo… Najprościej skopiować i stworzyć dokument *.doc, który albo wgrywasz, albo wysyłasz emailem na adres Kindle. Jeżeli chcesz takie rzeczy robić częściej, to pokombinuj z wtyczką Send to Kindle for Chrome.

    • Maciej, spróbuj Calibre. Można ustawić ten program tak, aby pobierał okresowo najnowsze artykuły z wielu źródeł (w tym z niebezpiecznika) i wysyłał bezpośrednio na czytnik.

    • Polecam “Send to Kindle” by Amazon. Łatwy w konfiguracji, bo wymaga tylko zalogowania się do swojego konta w Amazonie. Calibre to trochę droga dookoła.

  5. Brakuje wzmianki o Nikoli Tesli, którego prace wykorzystał Marconi. Uzupełnijcie artykuł inaczej zakłamuje historię

    • Dokładnie tak. Tesla przed sądem udowodnił, że on pierwszy skonstruował urządzenie do transmisji radiowej. Tylko przez opieszałość urzędnika patent zarejestrowany został z opóźnieniem.

    • Potwierdzam. Tesla miał ewidentny wkład w budowę “telegrafu bez drutu”. Nie wspominając oczywiście o współczesnym kształcie energetyki oraz technologii uznanej oficjalnie za “śmieszną” i zepchniętej ruchami robaczkowymi sił zaangażowanego, strukturalnego, żeby nie powiedzieć jednolitego, ale z pewnością ogólnoświatowego kapitału do rangi wygodnego tygla “teorii spiskowych”. Czasami pomijany zwyczajowo, przez nieświadomą manierę nabytą latami edukacji niewymuszonej indywidualną chęcią poznawania oraz zestawiania wszelkiej informacji, a czasami pomijany świadomie. Artykuł napisany bardzo ciekawie! Proszę jednak pamiętać o Nikoli, którego wkład w obraz technicznego, znanego nam – ludziom, niekoniecznie tylko czytelnikom tego lub twórcom artykułu – świata jest większy niż się to może wydawać.

  6. Bardzo fajnie się czytało, ale mam jedna uwagę.
    “Swoje wnioski wysnuł porównując kod DNA z domniemywanego korpusu pani Crippen z kodem DNA jej krewnych i nie były one zgodne.” – otóż buyły one zgodne, ponieważ wszyscy ludzie (i w ogóle większość organizmów żywych) mają ten sam kod genetyczny. Kod genetyczny. Kod genetyczny oznacza po prostu sposób tłumaczenia trójek nukleotydów na aminokwasy. To, czym się różnimy, to sekwencja nukleotydów. https://pl.wikipedia.org/wiki/Kod_genetyczny

  7. dobra robota

  8. +1 i proszę o więcej :)

  9. Dobry artykuł, brawa dla autora :)

  10. Artykuł super, ale chyba tematycznie nie na ten portal, co to ma do bezpieczeństwa?

  11. Zajebisty artykuł!

  12. Urodził się 11 września 1962 roku – tylko, że stop lat wcześniej. Cały artykuł jest strasznie amatorsko napisany, przydałaby się porządna korekta i redakcja.

  13. Winszuję wyjątkowo dobrego artykułu.

  14. Świetny tekst, bardzo ciekawy. Skojarzył mi się z pewną stroną, gdzie jest dużo takich historii (o sprawach kryminalnych). Napisane jest to w tak podobnym stylu, że nie zdziwiłbym się gdyby autor również tam pisał teksty. Nie chcę tu robić reklamy, gdyby było to niemile widziane na Niebezpiecznik.pl, ale jeśli ktoś jest zainteresowany to niech sobie wpisze w google zbrodnia kropka com i kliknie na stronę z Radomiem w nazwie :)

  15. jest pare bledow:

    urzadzenie pokazane jako “telegraf bez drutu” jest w istocie telegrafem jak najbardziej “drutowym”. a konkretniej jest to pisak + mechanizm zegarowy do przesuwu tasmy, czyli urzadzenie rejestrujace (na poczatku telegrafu nie uznawano czegos takiego jak odbior “na sluch”, wrecz bylo to zakazane, odbierano z tasmy papierowej). powinniscie pokazac wczesny odbiornik w postaci koherera (i dekoherera obok), to mogl byc co najwyzej rejestrator do niego.

    Orsted odkryl ze przeplyw pradu powodowal powstanie pola magnetycznego a nie elektromagnetycznego (to ze zmiana pola magnetycznego albo elektycznego powoduje emisje fali elektromagnetycznej wyliczyl teoretycznie duzo pozniej Maxwell, a udowodnil w praktyce Hertz). jesli autor chcial byc nauczycielem fizyki, to jestem bardzo rozczarowany.

    warto by jeszcze wspomniec o tym, ze Marconii byl jednym z wielu hobbystow ktorzy bawili sie lacznoscia radiowa, tyle ze po prostu mial wiekszy zmysl handlowy i wiecej kasy. przykladem tego bylo ze podczas jednej z pierwszych demonstracji “telegrafu bez drutu” ktos nadal mu wierszyk zamiast oficjalnego przekazu (poszukajcie “Nevil Maskelyne”) – bardzo fajny hack sprzed 120 lat (warty wspomnienia w niebezpieczniku)

    VY 73

    • No to czekamy na Twój artykuł :D

  16. Piękna historia, tylko jak się ma do profilu strony?
    W następnym wydaniu 7 sposobów na idealne ugotowanie jajecznicy?

  17. Przynajmniej raz na tydzień chciałbym widzieć na niebezpiecznik.pl artykuł pana Buszewskiego. Dzięki :)

  18. Fajne streszczenie ksiazki Larsona “Grom z jasnego nieba”. POLECAM.

  19. Oprócz samych patentów Tesli, należy też wspomnieć, że pierwsze transmisje Marconiego są mocno niepewne, prawdopodobnie były naciągane… generalnie Marconi miał znacznie lepszy marketing, nie koniecznie tyle samo sukcesów ;)
    Ale artykuł bardzo ciekawy :)

  20. Bardzo fajnie się czytało.

Twój komentarz

Zamieszczając komentarz akceptujesz regulamin dodawania komentarzy. Przez moderację nie przejdą: wycieczki osobiste, komentarze nie na temat, wulgaryzmy.