9:21
23/8/2017

Pracownicy telekomów, hoteli, urzędów, funkcjonariusze służb, a nawet kasjerzy w supermarketach czy pracownicy internetowych sklepów to ludzie, którzy mają szerszy niż zwykły śmiertelnik dostęp do danych obywateli. Tym większy im popularniejsza jest firma lub instytucja w jakiej pracują. Czy pozyskanie danych z baz tych firm jest trudne? Jak pokazuje poniższy przypadek — nie zawsze:

“Ludzie, ludzie, ona zostawiła psa!”

Jeden z czytelników podesłał nam ten wątek na Facebooku:

W jednym z komentarzy, ktoś informuje, że wpisał numer rejestracyjny samochodu do bazy Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego i dowiedział się, że auto ubezpieczone jest w Towarzystwie Usług Wzajemnych. A potem, w odpowiedzi na ten komentarz, inna osoba — agent ubezpieczeniowy — podała publicznie pełne dane właścicielki (czyli niekoniecznie kierowcy) pojazdu:


Później zaczęło się piętnowanie właścicielki tych danych i uzupełnienie informacji na jej temat.

I ciekawa kontra “wystalkowanej” domniemanej właścicielki pojazdu:

Nie przesądzając o winie osoby kierującej ww. samochodem i tym czy faktycznie opisywane zdarzenie miało miejsce, mocno szokuje nas to z jaką łatwością przyszło pracownikowi ubezpieczyciela sięgnięcie po dane osobowe i ich ujawnienie. Osoby z dostępem do takich danych powinny wiedzieć co im wolno, a czego nie. Przypomnijmy tu choćby historię recepcjonistki, która niechcący rozesłała e-maile bez UDW/BCC. Zarzucono jej popełnienie czynu opisanego w art. 51 ustawy o ochronie danych.

Art. 51. 1. Kto administrując zbiorem danych lub będąc obowiązany do ochrony danych osobowych udostępnia je lub umożliwia dostęp do nich osobom nieupoważnionym, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
2. Jeżeli sprawca działa nieumyślnie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

W tym przypadku trudno mówić o działaniu nieumyślnym. Ten incydent pokazuje, że niekompetencja zawodowa może pojawić się wszędzie …i że z każdego miejsca nasze dane mogą zostać wyprowadzone.

Dodatkowo właścicielka auta (niekoniecznie kierowca!) mogłaby uznać, że doszło do naruszenia jej dóbr osobistych (czyli można mieć sprawę cywilną) albo do jej zniesławienia (art. 212 Kodeksu karnego). Wiele zależałoby tutaj od kontekstu sytuacji i szczegółów, których po prostu nie znamy. Możemy Wam natomiast poradzić jedno — jeśli na publicznym forum internetowym podajecie czyjeś dane w niezbyt przychylnym kontekście, musicie mieć naprawdę solidne podstawy do tego działania. Musicie się także liczyć z możliwością poniesienia za to odpowiedzialności, zwłaszcza, jeśli dane zostały pozyskane z jakiegoś zbioru danych osobowych.

Z wielką mocą przychodzi wielka nieodpowiedzialność

Nadużywanie pozycji zawodowej to zresztą problem także pracowników NSA, co ujawniły dokumenty Snowdena. Wielu z nich inwigilowało swoje partnerki albo osoby, które im podpadły. Z tym, że w NSA dostęp do rekordów w bazie jest logowany i weryfikowany, dzięki czemu sprawców można namierzyć. Czy tą panią namierzy wewnętrzna komórka audytowa tego ubezpieczyciela? Tak sama z siebie?


Aktualizacja 23.08.2017, 14:33
Jak informuje nas jeden z Czytelników, firma Towarzystwo Ubezpieczeń Wzajemnych, w której ubezpieczona była właścicielka pojazdu (a chcemy wierzyć, że tylko ich social media manager) nie widzi problemu w tym, że któryś z jej agentów pobrał z firmowej bazy dane klientki i umieścił w internecie:

PS. Tam gdzie możecie, i gdzie nie jest to weryfikowane oraz niezgodne z prawem, podawajcie fałszywe dane. Bo one prędzej czy później wyciekną. Ba! Jesteśmy niemal pewni, że większość z Was, nawet jeśli o tym nie wiem, to “doświadczyła” wycieku swoich danych. W Polsce popłynęły bazy wielu firm (i nie wszystkie z wycieków zostały ujawnione opinii publicznej). Musicie się do tego przyzwyczaić, bo sytuacja będzie się tylko pogorszać, a ochrony przed tym zdarzeniem nie ma.


Aktualizacja 24.08.2017, 17:17
Katarzyna Niegowska, rzecznik prasowy Towarzystwa Ubezpieczeń Wzajemnych „TUW” przesłała nam następujące oświadczenie:

Towarzystwo Ubezpieczeń Wzajemnych „TUW” w Warszawie informuje, że niezwłocznie po powzięciu wiadomości podjęło działania mające na celu wyjaśnienie opisanej sytuacji i wyciągnięcie konsekwencji w stosunku do osób odpowiedzialnych. Towarzystwo pragnie podkreślić, iż przykłada dużą wagę do ochrony danych osobowych i informacji objętych tajemnicą ubezpieczeniową. Towarzystwo zaprzecza informacji, jakoby popierało ujawnianie danych swoich klientów, co sugeruje wpis na portalu społecznościowym. Takie działania są bezwzględnie sprzeczne z prawem i wewnętrznymi regulacjami Towarzystwa.
Wpis na portalu społecznościowym pochodzi od osoby, która posłużyła się logo Towarzystwa bez jego wiedzy i zgody. Towarzystwo podejmuje wszelkie niezbędne czynności w celu ustalenia i pociągnięcia do odpowiedzialności tej osoby.
Towarzystwo przeprasza osobę, której dane osobowe zostały ujawnione i wyraża ubolewanie z powodu zaistniałej sytuacji.

Przeczytaj także:

80 komentarzy

Dodaj komentarz
  1. Czy tym agentem ubezpieczeniowym nie powinna zająć się prokuratura?

    • Powinna

    • Prokuratura? Tak, ale jeżeli powołają specjalną Prokuraturę ds. Pyskówek Na Szajs-zbuku. Oczywiście taka dodatkowa superprokuratura musiałaby zatrudniać więcej pracowników niż standardowa prokuratura. Inaczej się nie wyrobi.
      Przy okazji pozdrawiam pieska. Mam nadzieję, że wylizuje gdzieś miskę po smacznym posiłku, zamiast wirtualnie tarmosić się z innymi psami o treść wpisów w Pyskoksiążce. ;)

  2. Moim zdaniem dyscyplinarka się należy tej Pani. Ponadto kara finansowa dla niej oraz pracodawcy.

    • Duża litera w “pani” zupełnie nieuzasadniona.

    • @Czepiacz
      To, że inni schamieli wcale nie oznacza, że i my musimy.

    • @Mad Snack Może jednak warto poznać zasady języka, którym się posługujemy? To nie jest bezpośrednia korespondencja listowa, żeby pisać takie rzeczy dużą literą.

    • Gdzie tu chamienie?
      Dużą literą pisze się wyłącznie w przypadku bezpośredniego zwrotu do danej osoby.
      “Proszę Panią o zachowanie spokoju.”
      W przypadku, gdy piszemy o jakiejś pani, użycie dużej litery jest błędem.
      “Moim zdaniem dyscyplinarka się należy tej pani”.

    • @Mad Snack
      Pisanie wielką literą słów pani/pan nie jest oznaką niebycia chamem, tylko oddaniem szacunku danej osobie. Wielkimi literami, wg zasad gramatycznych, trzeba zawsze napisać imię i nazwisko, ale reszta wielkich liter “okołoosobowych” jest zależna od sytuacji. Tutaj czyn, straszenie dyscyplinarką, karą finansową oraz niezwracanie się konkretnie do tej osoby, aż prosi się o nieprzesadzanie z wielkimi literami. No chyba, że rozdęta tzw. poprawność polityczna zaczyna przysłaniać zdrowy rozsądek.

      Pewnie nie pisałbym tego i akurat nie tutaj, ale ostatnio zbyt często widzę takie kwiatki. W stylu:
      – Chwilę później Pan Policjant ponownie bez powodu obrzucił mnie wulgaryzmami…
      – Dlatego Ja robię to tak…
      – Zawsze powtarzam, że Moja Córka to skończona kretynka…
      i wiele innych.

      I żeby nie było, że nie w temacie ;) Uważam, że osoba, która te dane udostępniła nie powinna mieć zamazanego nazwiska, tym bardziej, że pisała to z premedytacją i publicznie.

    • mnie bardziej rzuciło się w oczy:
      “… będzie się tylko pogorszać,…”

  3. Dziwi mnie, że nikt nie pomyślał o innej możliwości. Przecież to mógł być “agent ubezpieczeniowy”, a dane mógł podać z kosmosu albo swojej “ulubionej” znajomej. Coby jej uprzyjemnić życie. :D

    Nie mówię, że tak było ale zakładanie z klucza, że dane które ktośaot tak rzucił na net są prawdziwe jest hmmm…. naiwne.

    • Kobieta broni się słowami “to nie jest mój pies” a nie “to nie jest mój samochód”. Także wskazano właścicielkę samochodu.

  4. >Tam gdzie możecie, i gdzie nie jest to weryfikowane oraz niezgodne z prawem, podawajcie fałszywe dane.

    Czy podawanie fałszywych danych w sklepie internetowym jest niezgodne z prawem? Często wymagają podania adresu nawet jeżeli zamawiasz przez paczkomaty.

    • Podpisuję się pod pytaniem – gdzie, zgodnie z prawem należy podawać prawdziwe dane?

      Czy tylko instytucjom państwowym (a jeśli nie wszystkim, to jakim) należy przedstawiać prawdziwe dane? Czy w wypadkach, gdzie nie jest to niezgodne z prawem, można się legitymować ‘kolekcjonerskim’ dowodem osobistym, w celu ochrony swoich danych osobowych?

    • Podawanie fałszywych danych również jest karane. Nie ważne czy w sklepie internetowym czy nie. Przy czym jest to również jakieś zabezpieczenie.

    • Znalazłem coś takiego:

      “Można popełnić wykroczenie, jeśli umyślnie wprowadza się w błąd organ państwowy lub instytucję upoważnioną z mocy ustawy do legitymowania tj. dla przykładu funkcjonariusza Policji, poprzez podanie fałszywych danych osobowych, takich jak imię i nazwisko (posługując się również danymi innej osoby), obywatelstwo, wykonywany zawód, miejsce zatrudnienia lub zamieszkania. Za popełnienie tego wykroczenia grozi kara grzywny. Wykroczenie popełnia również osoba, która wbrew obowiązkowi, nie udziela właściwemu organowi państwowemu lub instytucji, upoważnionym z mocy ustawy do legitymowania, wiadomości lub dokumentów, co do wymienionych wyżej danych osobowych.” (https://www.rpo.gov.pl/pl/content/jak-kodeks-opisuje-wykroczenie-podania-fa%C5%82szywych-danych-osobowych)

      Więc, zgodnie z powyższym, nielegalne jest jedynie podawanie fałszywych danych upoważnionym instytucjom. Nie ma tu mowy o np. firmach, portalach internetowych, itd. Znalazłem też artykuł opisujący sytuację podawania nieprawdziwych danych np. w umowie o pracę – nie ma z tego żadnych konsekwencji, poza potencjalnym zwolnieniem (https://prawo.money.pl/aktualnosci/wiadomosci/artykul/co;grozi;za;podanie;falszywych;danych;osobowych,176,0,789424.html).

      Jakkolwiek, pomysł z ‘kolekcjonerskim’ dowodem jest słaby, bo: “Zgodnie bowiem z art. 270 § 1 Kodeksu karnego, kto, w celu użycia za autentyczny, podrabia lub przerabia dokument lub takiego dokumentu jako autentycznego używa, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.”

    • Z tymi sklepami to nie jest zła wola sprzedawcy.

      Przy wysyłce do paczkomatu osobie prywatnej (paragon), interesują mnie tylko trzy rzeczy: numer telefonu i e-mail zamawiającego oraz namiary na paczkomat.
      Problem w tym, że popularne skrypty sklepów nie mają funkcji: IF wysyłka do paczkomatu THEN olej pytanie kupującego o nazwisko i adres. Mógłbym coś takiego dorobić na własną rękę, ale wątpię by miało to wpływ na liczbę klientów.

      W niektórych przypadkach sprawę dodatkowo komplikuje korzystanie przez sprzedającego ze zwolnienia z obowiązku ewidencjonowania na kasie fiskalnej sprzedaży w systemie wysyłkowym – coś takiego można robić pod warunkiem, że “z ewidencji i dowodów dokumentujących zapłatę jednoznacznie wynika, jakiej konkretnie czynności dotyczyła i na czyją rzecz została dokonana (dane nabywcy, w tym jego adres)”.

    • @McConnor

      Nie znam się ale wypowiem się ?
      Podawanie fałszywych danych jest karane w przypadku gdy robisz to w stosunku do organu państwowego lub uprzywilejowanego (jak np. policja). Czyli legitymuje Cię patrol policji. Nie masz przy sobie dokumentów (bo nie musisz) więc pytają Cię o dane. I wtedy jeśli podasz im fałszywe to narażasz się na konsekwencje a nie qwa w sklepie internetowym ! Ogarnij się gościu. Jak Cie kasjerka w lidlu zapyta o pełne dane to też szybko się jej wylegitymujesz ? Yh…

    • Wszystko fajnie, ale co w sytuacji kiedy będziemy chcieli zażądać usunięcia naszego konta z powiązanymi danymi na podstawie art. 32 ust. 1 pkt 6 ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych. (Sporo serwisów używa swoje aplikacje, które też zbierają konkretne informacje na nasz temat. Dodatkowo często nasze konta są zamykane a nie usuwane. Serwisu, które usuwają konta często i tak jeszcze przetwarzają nasze dane.)

      W takiej sytuacji musielibyśmy podać dane zgodne z tymi, które wpisaliśmy w serwisie W innej sytuacji mogłoby prowadzić do sporych nadużyć. Z drugiej strony wysyłanie pisma i podawanie się za kogoś kim się faktycznie nie jest może być niezgodne z prawem. Chociaż w Polsce raczej nie wymaga się potwierdzenia naszej tożsamości w przypadku wystosowania żądania o usunięcia naszych danych osobowych, a przynajmniej ja się jeszcze nie spotkałem.

      Sytuacja wygląda inaczej w przypadku serwisów zarejestrowanych np. w innym kraju UE. Tutaj często całkowite usunięcie naszych danych może wymagać potwierdzenia naszej tożsamości. Najlepszy sposób nie wymagający wysyłania kopi naszego ID czy paszportu, to notarialne poświadczenie podpisu, ale tutaj znowu notariusz musi potwierdzić naszą tożsamość na podstawie dowodu osobistego. Tak więc jeżeli jesteśmy zarejestrowani w jakimś serwisie na inne dane, to raczej mamy problem.

      W sumie też ciekawe bo podczas zakładania konta nie jesteśmy w żaden sposób weryfikowani (poza adresem email). Więc nie rozumiem dlaczego wymaga się potwierdzenia tożsamości przy usuwaniu konta w sytuacji kiedy kontaktujemy się z tego samego adresu.

      W sumie zagadnienie ciekawe i może redakcja z niebezpiecznika by postarała się przygotować jakiś tekst z dołączonymi opiniami prawnika.

  5. Podejrzewam (choć mogę się mylić), że Pani z agencji działała pod wpływem emocji dotyczących cierpienia zwierzęcia. Nie wiem, czy jest w stanie się tym wybronić, ale mam nadzieję, że nie.
    Może psa ktoś znajdzie i przygarnie i będzie mu lepiej niż przedtem, a naprawdę cierpi właścicielka samochodu, bo jest publicznie potępiona?

    • Zabójstwo w afekcie wciąż pozostaje zabójstwem, zdrada z bycia niekochanym / niekochaną dalej pozostaje zdradą, kradzież z głodu dalej pozostaje kradzieżą…

    • Następny, co nie wie, kiedy słowo “pani” pisze się dużą literą. :(

    • To, że działała pod wspływem emocji wcale nie tłumaczy jej zachowania i powinna za to odpowiedzieć.

      Co do tego czy jest się w stanie wybronić to już inna kwestia. Dobry prawnik i Pani może się wybronić “chwilową niepoczytalnościa” i/lub “znikomą szkodliwością czynu” czyli jednymi z najczęstszych wyników spraw sądowych w polskim prawie ;-)

  6. Na 3 screenie nie zamazaliście nazwisk, też robicie w związku z tym wyciek danych osobowych.

    • Wpisując się w tematykę screena, należałoby powiedzieć “O kur…” ;) A poważniej, to źle patrzysz na sprawę. Na innych screenach zamazaliśmy dane, choć nie musieliśmy. Grupa jest publiczna, a na prasie nie spoczywa obowiązek ochrony danych (3a ust. 2 UODO).

    • Publicznie dostępne dane, publicznie dostępne forum. Nikt nie każe ci tworzyć konta na imię i nazwisko.

    • Tylko skąd taka selekcja?

    • Nie wolno bez zgody osoby zainteresowanej publikować informacji oraz danych dotyczących prywatnej sfery życia, chyba że wiąże się to bezpośrednio z działalnością publiczną danej osoby. 14.6 prawo prasowe

      wiec powielanie cudzego błędu chyba też jest błędne

    • Ja to jeszcze “wytłuściłbym” nazwiska (a właściwie to już są wytłuszczone) tych ludzkich hien. Jakby mogły, to ukamienowałyby tą kobietę na podstawie niesprawdzonych pomówień. Od czasów średniowiecza to właściwie mało co uległo zmianie…

  7. W perspektywie rozporządzenia RODO firma pani Izabeli miałaby poważne problemy.

  8. Bez żartów, przy obecnym stosunku władzy do prawa, taka osoba prędzej dostanie order za czynny udział w samosądzie, niż jakiś prokurator odważy się ją ścigać.

  9. Z tym piętnowaniem należy uważać, lepiej zgłosić sprawę na policję, niż stosować sprawiedliwość tłumu. Miałem kiedyś taką sytuację, że po wsi błąkał się bezpański pies, ktoś go zapewne porzucił. Moja siostra go znalazła pod lasem gdy akurat przejeżdżała tamtędy. To była niedziela, więc postanowiła zawieźć mu trochę jedzenia i zgłosić sprawę do urzędu gminy w poniedziałek, żeby złapali tego psa i zawieźli do schroniska. Jak dawała mu jedzenie i odjechała, widzieli ją jacyś chłopacy, pomyśleli że to ona zostawiła tam tego psa i zgłosili sprawę na policję. Policja przyjechała jeszcze zanim ona wróciła do domu (potem pojechała jeszcze na chwilę gdzie indziej), sprawę wyjaśniła i wszystko odbyło się bez problemu. Teraz wyobraźcie sobie ile odkręcania “prawdy” byłoby gdyby po prostu napisali to na facebooku.

    • Najwyraźniej z taką sytuacją mamy do czynienia w tym wypadku.

    • Ta kobieta oskarżana o zostawienie psa już to wyjaśniała właśnie w ten sposób :) Dlatego w tym screenie prosi tez o potwierdzenie przez znajomych, że ona nigdy psa nie miała.

    • No tak, “cel wcale nie uświęca środków”. Mam tutaj na myśli wymierzanie sprawiedliwości przez facebook czy też inne media (a i nie koniecznie media).

      Prawda jest taka, że osoba, która to widziała powinna zgłosić ewentualnie na policję, która wyjaśniłaby sytuację jak to się odbyło w przypadku zdarzenia opisanego przez kolegę. Mogło w końcu dojść do podobnego zdarzenia, na co wskazuje post właścicielki auta.

      Ba! Co jeśli autor zdjęcia zrobił je jak właścicielka dokarmia psa, bo jest stalkerem/hakerem, który chciał uzyskać dostęp do danych właścicielki auta? Wrzucił zdjęcie na face’a zarzucając “wędkę” i złowił jak widać dużo ciekawych, danych personalnych. Brakuje jeszcze tylko danych do kont bankowych itd. (chyba, że te też ktoś wrzucił w poście na FB). Jacy to ludzie są naiwni i “nadgorliwi” prawda?

  10. Problem w tym, że wyciek danych jest powszechnie traktowany jako niewielka szkodliwość… bo w końcu nikt z tego powodu życia nie traci. To w połączeniu z niską wykrywalnością czyni sprawę praktycznie beznadziejną.

    Trochę mogłyby pomóc naprawdę drakońskie kary. Jeśli taki pojedynczy wyciek mógłby spowodować bankructwo ubezpieczyciela, to na pewno zabezpieczyłby swoje dane i traktowałby je jak agencje wywiadowcze traktują rejestry swojej agentury. Natomiast pracownik, jako umyślny sprawca takiego bankructwa mógłby być pociągnięty do odpowiedzialności finansowej bez żadnych ograniczeń.

    Zdarzyło mi się pracować dla wielkich firm z branży finansowej – i dość powszechne są szkolenia w których każdemu pracownikowi wbija się do głowy, że publikacja absolutnie jakichkolwiek służbowych informacji może oznaczać katastrofę, zarówno dla pracownika, jak i pracodawcy.

    • Od maja przyszlego roku (po wprowadzeniu GDPR) kara finansowa nalozona na taka firme spokojnie moglaby spowodowac jej upadlosc.

  11. Tak czytam te komentarze na screenach i patrzę kim są ich autorki i dochodzę do powtarzalnego jak zwykle wniosku, że niemal zawsze i w każdej sytuacji prowokatorkami każdej gównoburzy są jakieś tępe dzidy. To tylko potwierdza, że jak taka baba sobie coś ubzdura, to całkowicie wyłącza myślenie.
    Dlatego drogie panie (ale i panowie też), apeluję – czytajcie i bierzcie przykład, aby w przyszłości nie zostać taką tępą dzidą.
    Wszyscy kochamy małe pieski, kotki i wszystko co małe ( ͡° ͜ʖ ͡°) ale takie rzeczy zgłasza się odpowiednim służbom a nie “halo, policja? proszę przyjechać na fejsbuka”.

    • .. i na tym forum powstała pewnego rodzaju “nagonka”

  12. Chcecie pozyskać czyjeś dane osobowe? Wymyślcie historię z maltretowanym małym kotkiem. Tępe dzidy przyniosą wam dane :)

    • Jednej ważnej rzeczy nie wzięliście pod uwagę jeszcze. Właściciel samochodu nie musi nim jeździć.

    • celna uwaga xD głupota a raczej brak wiedzy jak korzystać z internetu wśród ludzi zadziwia.

  13. Słabo zamazaliście, w 5 minut, znając grupę, imię i drzewo po lewej na miniaturce znalazłem w/w Izabelę ;-)

  14. Gdzie tu chamienie?
    Dużą literą pisze się wyłącznie w przypadku bezpośredniego zwrotu do danej osoby.
    “Proszę Panią o zachowanie spokoju.”
    W przypadku, gdy piszemy o jakiejś pani, użycie dużej litery jest błędem.
    “Moim zdaniem dyscyplinarka się należy tej pani”.

  15. Niebezpieczniku, czy ubezpieczyciel skomentował jakoś sprawę? Prosiliście o komentarz?

  16. Standard. Jeżeli do danych ma dostęp agent/prokurator/administrator Kowalski, to po godz. 17:00 ma do nich dostęp również pan Kowalski.

  17. To wyglada bardziej jak social engineering.
    Ona rzeczywiscie tego psa mogła nie mieć, a ktoś tlyko chciał się dowiedziać kto jest właścicielem samochodu z jakiegoś innego powodu.

    • Z innego powodu? Cóż miłość do samochodów to raczej nie jest. No chyba że ktoś ma tak diaboliczny plan: chce kupić ten samochód, robi aferę, właścicielka/właściciel chce się go szybko pozbyć, pojawia się szybko kupujący, cena ustalana niżej aby się pozbyć wstydu i tadam! Kupiony tanio! Nie… to paranoja. No chyba że ubezpieczyciel jakiś chciał się pozbyć klienta lub…. testuje przed większym wyciekiem danych reakcje “ludu”. Lepsze piguły i lepszą teorię się wymyśli… tylko gdzieś jakby się spycha na margines czy można tak udostępnić dane. Co będzie następne? Ktoś źle zaparkuje i od razu na fejsie ubezpieczyciel poda jego dane a bank będzie bronił że wybaczcie, kierowca wziął sobie właśnie kredyt na nawigację i będzie parkował lepiej? Co za czasy…..

    • @Adam.. Fajny wywód. A przyszło Ci do głowy że ktoś po prostu mógł chcieć dowiedzieć się kim jest właścicielka pojazdu?
      Masz miliony powodów dla których ktoś może być ciekawy.
      Od prozaicznego że jest jakimś odchyleńcem których wcale nie brakuje.
      Dzisiaj wystarczy że na kogoś krzywo spojrzysz i już może zacząć się co najmniej dziwnie robić.

  18. Przerażające jest to jak wielu osobom wyłączyło się myślenie, gdy tylko usłyszały o krzywdzie zwierzęcia. Zaczęła się nagonka i nikt nawet nie pomyślał, że może to wcale nie osoba, na którą zarejestrowany jest samochód wyrzuciła psa, albo istnieją jeszcze inne okoliczności, które zmieniają obraz tej sprawy. Ze strony pani Izabeli – zupełny brak profesjonalizmu. Samo Towarzystwo Usług Wzajemnych niestety też się nie popisało odpowiedzią – osobiście nigdy bym nie zaufała firmie, która w tak beztroski sposób podchodzi do danych swoich klientów i popiera samosądy. W porównaniu do ujawnienia odbiorców maila ta sprawa jest o wiele gorsza, bo pracownica ubezpieczeń działała z premedytacją i jednocześnie wykazała się absolutnym brakiem myślenia. Oby pani Asia wywalczyła od nich wysokie odszkodowanie, niezależnie od tego, jak postąpiła z psem. Może zdecydowana rekacja sądów w takich przypadkach ukróci “szastanie” cudzymi danymi osobowymi przez pracowników różnych firm.

  19. Ech, dzisiejszy świat to banda debili. I pomyśleć, że dekadę temu nikt nie widział niczego złego w odmowie podania osobie trzeciej numeru telefonu jaki się miało w książce, bez zapytania właściciela tegoż numeru czy możemy tamtej “trzeciej” osobie go podać. To se ne vrati…

  20. Niestety koleżankę trochę poniosło… Nawet przesyłając dane w wiadomości prywatnej do autorki tematu byłoby to nie na miejscu. Policja dysponuje dostępem do CEPiKu więc z całą pewnością namierzyłaby osobę będącą właścicielem pojazdu. Jest jeszcze jeden problem – pojazd mógł być sprzedany, a nowy właściciel mógł go jeszcze nie przerejestrować. Wtedy faktycznie piętnowana byłaby nie ta osoba co trzeba. Pomijając wulgaryzmy domniemana winna temu zdarzeniu stwierdziła “to NIE był mój pies”. Odczytałbym to jako przyznanie się, że faktycznie jakiegoś psa w tym lesie wyrzuciła, co moim zdaniem jest co najmniej naganne i powinno podlegać wielu godzinom prac społecznym na rzecz zwierząt. Sercem jestem z koleżanką z branży, która pod wpływem emocji napisała to co napisała. Jednak rozum i przepisy doskonale wiedzą, że nie powinna tego robić.

    • “Pomijając wulgaryzmy domniemana winna temu zdarzeniu stwierdziła “to NIE był mój pies”. Odczytałbym to jako przyznanie się, że faktycznie jakiegoś psa w tym lesie wyrzuciła”

      To jesteś równie bystry jak ta banda Grażynek nie potrafiących zapanować nad emocjami. Jaki to proces myślowy pozwolił ci dojść do tak kuriozalnych wniosków?
      Czy nie prostszym wytłumaczeniem jest, że łasił się do niej pies, puszczony luźno przez właścicieli jak to bywa na wsi?
      Nie był jej więc go nie zabrała, dlaczego miałaby ukraść komuś psa?

      https://www.wykop.pl/cdn/c3201142/comment_YU7uLqqXcLmG6LVWvcjGPb2XGlEjQWWs.jpg

  21. re: Aktualizacja 23.08.2017, 14:33
    pracownikowi obslugującemu ten kanał komunikacji chyba od “CSR” kompletnie się w głowie pochrzaniło i powinien zamiast w ubezpieczalni podjąć pracę w schronisku dla zwierząt.

  22. o co ci chodzi?

  23. Miałem podobną sytuację.
    Kiedyś byłem zarejestrowany w urzędzie pracy jako bezrobotny. Podałem tam swój telefon, bo nie można nie podać. Jednego razu dostałem smsa od koleżanki z klasy, że organizują którąś z kolei rocznicę matury. Nie miałem telefonu tej koleżanki w swoich kontaktach, a wiedziałem, że to koleżanka, bo się podpisała. Wiem też, że ona nie ma mojego numeru ode mnie, ani od kolegów z klasy, bo szkołę skończyłem już dawno i kilka razy zmieniłem numer i z nikim się nie wymieniłem numerami. Zastanowiło mnie skąd ma mój numer. Aż do czasu kiedy poszedłem znowu do urzędu pracy. Spotkałem tę koleżankę, spytała mnie czemu nie przyszedłem na imprezę. Dopiero wtedy pokojarzyłem, że mój numer wyciągnęła z bazy bezrobotnych.

  24. Po pierwsze ta firma właśnie straciła klienta. Już nawet dogadana była mowa….
    Handlowiec się ucieszy poświęcił na to kilka godzin.

    Po drugie to co się stało o ogólny poziom społeczeństwa.
    Zero. Totalne zero myślenia własnego.
    “Liberalne” społeczeństwo przestało myśleć. Pospolite ruszenie stało się tak modne że wyłącza myślenie. FB stał się bytem nadrzędnym ale ludziom wydaje się że można tam wszystko i nie ma to korelacji z światem realnym.
    Ponieważ większość ludzi nie bierze udziału “w niczym” nie angażują się nie działają aktywnie to jak na FB ktoś robi “akcję” to chęć przynależności wyłącza myślenie…

    A trzy…
    Bezpieczeństwo danych jest fikcją.
    Kolejne przepisy i dyrektywy skupiają się na złym tego aspekcie.
    Kolejne obostrzenia nic nie zmieniły i nie zmienią.
    Cała ta szopka to tylko kolejny sposób na wyciąganie pieniędzy bo realnie z bezpieczeństwem danych to niewiele będzie miało wspólnego.
    Dla bezpieczeństwa danych idealnym by było jakby mistrzowie z FB dostali po 5 lat za opublikowanie danych tej kobiety.
    Wtedy może by się klapki otworzyły. Może wtedy by ludzie zaczęli się zastanawiać do czego mają dostęp i jakie są tego konsekwencje.

    Wycieki są groźne i problematyczne.
    Ale ordynarne nadużycia w dostępie i wykorzystaniu danych to jest meritum problemu.
    Ktoś publikuje dane bo ma dostęp.
    Ktoś dzwoni z reklamami bo “wylosował mój nr telefonu” itd itp…
    Tu się nie zmieni wiele.

    Powoli dochodzimy do stanu skrajnie absurdalnego
    Ale większość “liberalnego” społeczeństwa nie wyłapuje tego na jakie poziomy absurdu wchodzimy.

    *liberalne nie odnosi się do polityki i poglądów politycznych ;) a nawet światopoglądu.
    To o wiele głębszy stan spętania przekraczający te granice.

    • Niestety fb nie reaguje, szybciej usuwa sprawy niewygodne dla pewnych opcji politycznych niż burze pospolitego ruszenia. Podam przykład: na fb wrzucone zdjęcie młodego mężczyzny psikającego gazem pieprzowym w psa. Hur dur pospolitego ruszenia że morderca, sadysta, wypowiedzi obyś zdechł itp. Nikt nie zainteresował się, że pies kilka minut wcześniej zaatakował dziecko mężczyzny. Nikt nie potępił właściciela psa, że puścił swojego zwierzaka po miejskim parku bez kagańca a smycz została w samochodzie. wszyscy gnoili mężczyznę broniącego swoje dziecko. Dodatkowo jakieś dzidy znalazły jego profil i wysłały do miejsca pracy mężczyzny zdjęcie z zażaleniem że tak zachowuje się pracownik firmy. Efekt: wiele nieprzyjemności i gnojenie w miejscu pracy zatroskanych wielbicielek zwierzątek (niestety tak zareagowały kobiety) a fb się wypiął. Nikt przed gównoburzą nie pomyślał. Technologia rozleniwia. Google zwalnia z myślenia, fb zwalnia z sumienia. A dane krążą i nigdy nie wiadomo czy jakiś miłośnik kogoś lub czegoś nie poda ich aby “wyrównać” krzywdę zrobioną swojemu idolowi. Czarny scenariusz: pracownik para-instytucji udzielającej para-kredyty wrzuca spreparowane zdjęcia. Od oburzonych “uczynnych” dostaje na talerzu dane osobowe z peselem, nr dowodu, miejscem zamieszkania… preparuje umowę para-kredytu. Czy spłatą rat obciążyć osoby, które dane udostępniły? Czy tez wtedy pracodawcy będą z taką osobą, która te dane udostępniła sercem i portfelem?

    • @Adam
      Masz rację. Facebook się niczym nie przejmuje. Kilka dni temu Niebezpiecznik opisywał metodę SE na face’ie. Okazuje się, że podobną metodą zostało przejęte konto jednej z matek, “administratorki” profilu, gdzie matki prowadziły dyskusje. Efekt? Złośliwcy zaczęli umieszczać różne nieuprawnione treści i przerobione zdjęcia dzieci (które niektóre matki share’owały na tym profilu – sic!). Sprawę “adminka” podobno zgłosiła do FB. Reakcja? Zero.

      Jeśli chodzi o ludzi i ich wymierzanie sprawiedliwości… Cóż… Jak już wcześniej wspomniałem, ludzie zapomnieli, że cel nie zawsze (prawie nigdy) uświęca środki. Natomiast takie wymierzanie sprawiedliwości na własną rękę i robienie komuś nieprzyjemności (tak jak w przypadku, który opisałeś, że ktoś “uprzejmie” doniósł na gościa do pracy i miał on nieprzyjemności z tego tytułu) bez twardych i oczywistych dowodów podlega karze…

  25. To jest Towarzystwo Ubezpieczeń Wzajemnych a nie Towarzystwo Usług Wzajemnych :)

    • To nie jest dom prywatny, to jest dom p… państwowy!

  26. A najlepsze, że ta kobieta nie jest winna. Oskarżyli, wydali wyrok i “zlinczowali” niewinną osobę.
    https://tech.wp.pl/mysleli-ze-porzucila-psa-i-osmieszyli-ja-w-internecie-6158319383418497a

  27. Moją żona miała podobny przypadek. Z tym, że babka podała się za osobą, która brała udział podczas sytuacji jaką opisała. W rzeczywistości była to kompletnie inna osoba, której nie znaliśmy. Żeby było śmieszniej to była to dawna nauczycielka pracownica ośrodka zajmującymi się zwierzętami. Opisała sytuację jaką niby zastała. Podała dane, które pozwalały rozpoznać moją żonę, bo dostała info od znajomej. Słabo jej wyszła anonimizacja danych. Oczywiście jak to na FB znalazła się kupa sprawiedliwych inaczej co znali lepiej sytuację niż moja żona i zaczęli obrażać ją. Prosiliśmy babkę o usunięcie informacji, bo nie jest to prawda, ale na nią to nie działało. Zgłosiliśmy do FB, ale im to chyba zależy by coś się działo. Mają gdzieś, bo obrażanie to dla nich ruch w sieci i tyle. Poszliśmy na Policje i tam wreszcie ktoś się tym zajął. Miła Pani zajęła się sprawą a dzielnicowy odwiedził Panią. Stwierdziła też, że media społecznościowe to zagłębie obrażania i poniżania. Post został po kilku dniach usunięty. Pozostał jednak niesmak, bo:
    1. FB ma gdzieś pomoc ludziom obrażanym. Dla nich nieważne co się dzieje – ważne by licznik wejść na FB rósł.
    2. Kobieta niby nauczycielka a posługuje się oszustem. To jaki to wzór dla młodzieży.
    3. Użytkownicy FB to wiedzą więcej niż osoba będąca stroną sprawy. Nagminne obrażanie, wymądrzanie się i wulgaryzmy. Ot tacy święci inaczej.
    4. Duży plus dla Policji za pomoc. Widać, że takie zachowanie jest nagminne.

    • Odnośnie pkt.2 => Nieważne, że nauczycielka. Jak ma z garem to zgnoi człowieka, żeby się dowartościować. Na koniec w niedzielę do kościoła pójdzie składając ładnie rączki i udając niewinną osobę.

      Nie zrozumcie mnie źle oczywiście – nie mam nic do kościoła, sam jestem katolikiem. Chodzi mi bardziej o zachowanie ludzi, użytkowników FB. Tutaj kłania się również pkt.3 Twojej wypowiedzi. Co ciekawe Ci “mądrzy, wszystko wiedzący” ludzie zapominają, że istnieje również kara za zniesławienie i nękanie :-)

  28. Ostatnio byłem pojeździć na gokartach. Pan z obsługi dał mi świstek do podpisu, że zapoznałem się z regulaminem itp itd. Wszystko byłoby super, gdyby nie fakt, że na świstku musiałem podać swoje pełne dane osobowe czyli: Imię, nazwisko, adres zamieszkania i numer dowodu osobistego. WTF? Oczywiście, w trosce o swoje dane osobowe, zmyśliłem wszystkie i oddałem świstek. Pan nie sprawdzał zgodności wpisanych danych. Pytałem go, po kiego grzyba im takie dane osobowe i co z nimi później robią otrzymałem odpowiedź – Panie, kazali mi to dawać to daję i wkładam do segregatora… Bez komentarza… Potem pojechałem na strzelnicę – dokładnie to samo… Gdyby chociaż mi powiedzieli, że wiedzą, że to są dane osobowe i po zakończeniu zabawy oddadzą mi tę kartkę – spoko, mógłbym się na coś takiego zgodzić. Niestety karteczki nie dostałem z powrotem, ale w sumie po co mi ona, jak były na niej fikcyjne dane ;)

    • Przypuszczam, że do ubezpieczenia NNW.

    • Podawanie danych na strzelnicy to akurat wymóg ustawowy, a dokładniej wynika to z rozporządzenia do ustawy o broni i amunicji. Za podawanie fałszywych danych grożą konsekwencję z KK.

    • @23k4j2j3
      Byłem na strzelnicy w ten weekend i tam akurat chcieli tylko imię i nazwisko.

  29. Właściciel właściciel ale co z biednym pieskiem

    • Najpewniej po powrocie z wycieczki krajoznawczej na której poznaje przypadkowych właścicieli aut i nawiązuje z nimi znajomości w celu uzyskania bonusu w postaci podrapania za uchem wrócił do domu wtrząchną michę żarcia i legł na swym legowisku dając się pogłaskać właścicielowi…

  30. Jak się dobrze to rozegra to ta osoba można na tym jeszcze zarobić. :)

  31. Opinia osoby odpowiadającej w imieniu TUW na portalu faceboook jest skandaliczna.
    Niestety powszechnie ludzie uznają że podanie imienia i nazwiska osoby jest dozwolone i nie nie narusza zapisów UODO. I to jest chyba najbardziej szkodliwe…. Przydałaby się duża kampania informacyjna edukująca ludzi że dana osobowa to każda informacja która pomoże nam namierzyć osobę bez dużego wysiłku. Tutaj jak widać udało się namierzyć tę osobę dosyć łatwo…

  32. News powinien się nazywać “jak wypłacić min. 50k odszkodowania z powodu pracownika-debila”.

  33. Moim zdaniem należy zapytać innych ubezpieczycieli w oficjalnej formie czy jako ich obecni klienci mamy być zaniepokojeni faktem że ta pani ABC bla bla jest ich agentem w obliczu ujawniania danych klientów TUW na podstawie postów na Facebooku.

    No chyba że pani sprzedaje polisy tylko tego towarzystwa miłośników linczowania :)

Twój komentarz

Zamieszczając komentarz akceptujesz regulamin dodawania komentarzy. Przez moderację nie przejdą: wycieczki osobiste, komentarze nie na temat, wulgaryzmy.

RSS dla komentarzy: