21:41
18/12/2014

„Cała Serbia znajduje się w naszych rękach. Mamy wszystkie informacje o serbskich obywatelach, począwszy od ich numerów osobistych, aż po informacje o tym co robią, gdzie pracują, gdzie żyją i jakie są ich numery telefonów” — taką oto wiadomości od nieznanych włamywaczy przekazał 11 grudnia największy Serbski dziennik.

O pięciu takich, co zdobyli Serbię

Według informacji gazety Blic, w ręce piątki włamywaczy wejść miały zasoby państwowych baz danych, w których znajdowały się dane wszystkich obywateli Serbii. Na przesłanych mediom screenach pokazano przykładowe tabele z danymi obywateli z różnych miast Serbii, gdzie faktycznie widać numery JMBG (bałkański odpowiednik naszego PESEL-u), nazwiska i imiona osób, adresy oraz inne dane osobowe.

Zrzut ekranu wykonany przez włamywaczy

Zrzut ekranu wykonany przez włamywaczy

Patriotyzmem w serwer

Atakujący, wraz z wykradzionym danymi obywateli przesłali do gazety także swój manifest, w którym wytłumaczyli cel swojego działania:

  • Po pierwsze napastnicy chcą zademonstrować, że władze głównie zainteresowane są ściganiem serbskich “hackerów”, ignorując tych z Albanii (a ci rzekomo mają stanowić znacznie większe zagrożenie w opinii włamywaczy).
  • Po drugie, wyciek danych ma pokazać jak dużo władza wie o obywatelach kraju.
  • Po trzecie, atak ma pokazać jak łatwo można dotrzeć do kluczowych danych o obywatelach i jak kiepskie sa zabezpieczenia rządowych serwerów.

Można więc założyć, iż w swych działaniach atakujący kierowali się swoiście rozumianym patriotyzmem, który wśród internetowych włamywaczy nie jest znowu tak rzadko spotykany.

I wszystko było by pięknie, gdyby nie jeden mały szczegół, który szybko zepsuł pięć minut chwały sprytnych hakerów — kradzież danych, o której huczą liczne zagraniczne serwisy, to najprawdopodobniej blef.

Krótkie nogi kłamstwa

W piątek 12 grudnia okazało się, że włamywacze faktycznie dotarli do autentycznych danych serbskich obywateli, lecz nie sforsowali żadnej państwowej bazy danych, a serwery którejś z partii politycznych. Co więcej, kiedy sprawdzono opublikowane dane, okazało się że nie wszystkie są zgodne z rzeczywistością.

Wiadomość o domniemanym „zhakowaniu Serbii” była interesująca, jednak równie ciekawe było to, jak szybko news o tym wydarzeniu obiegł internet. W źródłach które sprawdziliśmy prawie nikt nie pofatygował się aby zweryfikować informacje, które powtarzane przez kolejne serwisy utwierdzały mit wielkiego włamania, nawet pomimo opublikowania przez redakcję Blica sprostowania.

Jak widać, zawsze warto docierać do pierwotnych źródeł …i trzymać kciuki za zachodnich dziennikarzy, którzy miejmy nadzieję prędzej czy później zorientują się, że do żadnego wielkiego włamania faktycznie nie doszło. Za to do międzynarodowej reklamy młodych włamywaczy którzy “pokonali” całą Serbię i owszem…

Przeczytaj także:

9 komentarzy

Dodaj komentarz
  1. albańscy hakerzy już od dawna trzęsą internetem ze swoim wirusem manualnym :D

    • szczególnie wersja na urządzenia mobilne. :)

  2. w Serbii za mało kasy szło na przetargi informatyczne, to musieli coś zrobić by zwiększyć możliwości

  3. sorry za ot, ale kiedy zmienicie w stopce
    Wszelkie prawa zastrzeżone © 2009- echo date(“Y”); – na coś co nie przypomina…

    • Loke a pro ;)http://bobby-tables.com/img/xkcd.png

    • Spójrz na źródło, zrozumiesz…

  4. > W źródłach które sprawdziliśmy prawie nikt nie pofatygował się aby
    > zweryfikować informacje, które powtarzane przez kolejne serwisy
    > utwierdzały mit wielkiego włamania

    Tania sensacja nabija kasę z reklam, po co weryfikować, skoro można sprzedać? ;]

  5. Przecież zachodni dziennikarze (czyt. anglojęzyczni dziennikarze) zwykle nawet żadnego obcego języka nie znają, to co mogą sprawdzić czy zweryfikować.

  6. Ładne imiona mają kobiety w Serbii :)

Odpowiadasz na komentarz lol

Kliknij tu, aby anulować

Zamieszczając komentarz akceptujesz regulamin dodawania komentarzy. Przez moderację nie przejdą: wycieczki osobiste, komentarze nie na temat, wulgaryzmy.

RSS dla komentarzy: