8:10
9/1/2019

Federalna Policja Kryminalna Niemiec (BKA) poinformowała o aresztowaniu 20-letniego obywatela Niemiec, który stał za olbrzymim wyciekiem danych niemieckich polityków, dziennikarzy i celebrytów. Do aresztowania doszło w środkowej Hesji, w niedzielę 6.01.2019 w godzinach wieczornych.

Mężczyzna został przesłuchany a następnie wypuszczony. Przyznał się do zarzucanych mu czynów i dostarczył władzom innych cennych informacji. Twierdził, że działał sam. Motywacją jego działań miało być wyrażenie złości wobec różnych publicznych oświadczeń polityków, dziennikarzy i innych osób publicznych. Służby również są zdania, że działał na własną rękę, a jego działanie nie miało nawet silnego podłoża politycznego. Nie stwierdzono by sprawca miał powiązania z prawicowymi ekstremistami (jak początkowo mogło się wydawać).

O innych szczegółach śledztwa mówiono m.in. na konferencji w Monachium, w której wzięli udział Arne Schönbohm (szef BSI) oraz Horst Seehofer (szef niemieckiego MSW). To co powiedziano na konferencji podsumowały m.in. DW oraz Spiegel.

Usuwanie treści z wycieku zabrano się 3 stycznia, a podejrzanego namierzono już 48 godzin po tym, jak władze dowiedziały się o wycieku. W śledztwie miały pomóc “cyfrowe ślady” pozostawione przez podejrzanego w internecie. Podkreślono, że sprawca nie był człowiekiem o szczególnej wiedzy czy zdolnościach, a jego wyczyn robi wrażenie głównie ze względu na ogromną skalę.

Niemiecki ekspert Stefan Esser napisał na Twitterze, że jakiś człowiek przechwalał się kontaktem ze sprawcą. Policja miała przeszukać jego dom i przesłuchać go w charakterze świadka. To z kolei doprowadziło policję do wiadomości z Telegrama, które były wymieniane z kontem zarejestrowanym na prawdziwy numer telefonu.

Śledztwo od początku prowadzono z założeniem, że może być o wiele gorzej. Sprawca mógł posiadać więcej informacji i mógł mieć większe kompetencje. Nie wyszło najgorzej, ale tylko z punktu widzenia państwa. Dla pojedynczych ofiar ten wyciek może być bardziej bolesny i dlatego polecamy dbać o swoje bezpieczeństwo. Nie tylko wysoce wykwalifikowani hackerzy czychają na nasze dane. Często wystarczy odpowiednio zdeterminowany młodzieniec.

Ta notatka jest aktualizacją do naszego obszerniejszego tekstu na temat wycieku.

Przeczytaj także:

Ten wpis pochodzi z naszego linkbloga *ptr, dlatego nie widać go na głównej.
*ptr możesz czytać przez RSS albo przez sidebar po prawej stronie serwisu.

8 komentarzy

Dodaj komentarz
  1. Ale co zawiodło?

    • Szkoła? Rodzice?

  2. Cała sytuacja przypomina nieco aferę Fappening.
    Osoby publiczne/celebrytów jest łatwiej atakować, gdyż wiele prywatnych informacji o nich dostępne jest w sieci a do tego często komunikują się z dużą grupą, niekoniecznie dobrze im znanych ludzi.
    Według mnie po uzyskaniu hasła do konta e-mail atakujący wykorzystał je do wejścia na Facebooka i inne powiązane z tym kontem serwisy. Wtedy mógł odczytać archiwum Messengera, ale to dotyczy tylko sytuacji, gdy dana osoba sama wskazała wiadomości, które serwis ma zapisać.

    Jedynie co może zastanawiać to czemu nie zgłaszano na policję utraty dostępu do swoich kont. Czyżby atakujący zgadywał hasła lub uzyskiwał je w jakiś podstępny sposób?

  3. “Czyhać” piszemy przez samo h. :]

    • Wy piszecie “czyhać”, a oni “czychać”. Pluralizm :)

  4. Chwila, chwila… aresztowano go 6.12.2018…? Czyli w trakcie jak trwał cały wyciek (od 1 do 24.12.2018)? To coś słabo go aresztowali, skoro wyciek był kontynuowany… :P Plus, 6.12.2018 to była środa, nie niedziela… :P

    • 6.12.2018 to był czwartek…
      Jak widać każdy może się pomylić :-)

  5. Czyhać – samo “h”, poprawcie, bo kole w oczy.

Twój komentarz

Zamieszczając komentarz akceptujesz regulamin dodawania komentarzy. Przez moderację nie przejdą: wycieczki osobiste, komentarze nie na temat, wulgaryzmy.