10:47
14/8/2020

Z racji liczby udzielanych mediom wypowiedzi, doszliśmy do wniosku, że ze względu na ich szczegółowość i edukacyjny charakter, będziemy je także udostępniali na łamach Niebezpiecznika. Nie chcemy aby zniknęły w otchłani czyjegoś serwera za kilka lat albo żeby schowano je za paywallem danej gazety. Dodatkowym atutem będzie to, że prezentowana przez nas wypowiedź jest pełna (gazety ze względu na format artykułu i ograniczenia nałożone na liczbę znaków często zmuszone są skracać wypowiedzi lub w inny sposób je parafrazować/upraszczać. U nas zawsze oryginalny zapis :).

Wypowiedzieliśmy się dla Wprostu. Cały artykuł możecie przeczytać tutaj. nasze wypowiedzi są poniżej:

Czy to nie jest trochę tak, że internet zaczyna odgrywać znaczącą rolę w kontekście np. walki ludzi z reżimami

W ostatnich latach mocno przenieśliśmy nasze życie do internetu. Polegamy na nim i wykorzystujemy do wielu rzeczy, nie tylko komunikacji, czy umawiania na manifestacje. Ta wszechstronność i oparcie wielu procesów na internecie jest — z punktu widzenia walki z cenzurą — kluczowa. Bo to oznacza, że wyłączenie internetu morduje nie tylko komunikację, ale i łańcuch dostawy produktów, bankowość,
funkcjonowanie państwa. Dlatego właśnie na Białorusi, z tego co obserwujemy, nie odcięto internetu “na twardo”, przez przecięcie kabli i wyciągnięcie wtyczek, bo on jest potrzebny do funkcjonowania państwa i musi działać. Władza ogranicza dostęp do wybranych, niezgodnych z jej potrzebami, usług. To jednak, przynajmniej dla bardziej technicznych Białorusinów nie jest problemem, bo takie “miękkie” ograniczenia można omijać. Jestem pewien, że Ci którzy to potrafią, bardzo szybko przekażą tę umiejętność pozostałej części społeczeństwa. Podobnie jak to było podczas Arabskiej Wiosny Ludów.

Czy w ogóle da się “zamknąć” internet?

Byłoby to bardzo trudne. Internet powstał po to, aby nie dało się go zamknąć. Wojsko, którego go tworzyło, od początku budowało go z myślą o redundancji. Jeśli jakiś węzeł przestanie działać, informacja ma dotrzeć do celu z pominięciem tego węzła, inną drogą, nawet dłuższą, wolniejszą. Poszczególne kraje oczywiście próbują się “zamykać” lub, jak Białoruś, ograniczać wymianę informacji przy użyciu internetu swoim obywatelom. Pomimo całej wbudowanej w internet redundancji jest to dość proste, jeśli wcześniej wdroży się odpowiednie prawo, które nakłada na dostawców usług telekomunikacyjnych obowiązek zastosowania się do ograniczających łączność poleceń rządzących. Odpowiednie komendy do blokowania ruchu są domyślnie wbudowane w routery, czyli urządzenia operatorskie, które można porównać do siatki skrzyżowań internetowych dróg krajowych i zagranicznych. Jeśli kilka większych skrzyżowań zmusi się do wprowadzenia “zapalenia czerwonego światła” na każdym kierunku, obywatele nie będą w stanie skorzystać z lokalnych i zagranicznych serwisów internetowych, komunikatorów i innych usług.

Taka blokada to jednak spore konsekwencje. Można czasem wylać dziecko z kąpielą i zablokować dostęp do usług potrzebnych Państwu do działania, np. kontaktu ze swoimi placówkami zagranicznymi, etc. Dlatego zamiast zapalać czerwone światło, na skrzyżowaniu stawia się policjanta, który przepuszcza swoich. A to już daje pewne możliwości bardziej technicznym użytkownikom, którzy umiejętnie oklejając swój samochód, symbolizujący w naszym porównaniu pakiet z przesyłanymi danymi, mogą policjanta zmylić i dojechać tam gdzie chcą.

Poza tym, pamiętajmy, że do internetu można się dostać na kilka sposobów. Jest łączność satelitarna i radiowa, które nie zawsze będzie kontrolowana przez telekomy podległe rządowi wprowadzającemu cenzurę. Są połączenia telefoniczne. Te alternatywne metody dostępu wymagają odpowiednich urządzeń, jak stare, skrzeczące modemy i nie gwarantują takich prędkości i wygody jak domowy światłowód i sieć Wi-Fi, ale mimo wszystko w sytuacji awaryjnej wystarczą aby pozyskać lub przekazać informacje na zewnątrz.

W ciągu ostatnich lat zmienił się sposób konsumpcji internetu. Teraz ogromną rolę odgrywają smartfony, które sprawiają, że możemy być na bieżąco praktycznie ze wszystkim. Jeśli już wspomnieliśmy o Białorusi i tego typu zdarzeniach, daje on nam możliwość dokumentowania i to już od razu w sieci pewnych zdarzeń. Jakie są szanse rozwoju, a jakie zagrożenia?

To prawda, że dzięki smartfonom można szybko rejestrować i nagłaśniać nieprawidłowości z punktu widzenia manifestującego. Ale manifestujący powinni pamiętać, że smartfon to tak naprawdę szpiegofon. Rząd może wykorzystać informacje jakie telekomy mają na temat naszych urządzeń do tego, aby ustalić kto, pomimo zakrytej twarzy, pojawił się na manifestacji, z kim ta osoba się komunikowała, a nawet w niektórych przypadkach, jaka była treść tej komunikacji. Wreszcie, po uzyskaniu dostępu do urządzenia (niekoniecznie za zgodą właściciela), można z niego wyciągnąć historyczne informacje, dostępy do kolejnych źródeł danych i a nierzadko także kompromitujące informacje, które mogą pomóc reżimowi w szantażu lub zemście.

Niestety, niewiele osób zdaje sobie sprawę jak wiele informacji można wyciągnąć z czyjegoś telefonu wprost lub ustalić na bazie śladów, jakie zostawia on “w eterze”. Odpowiednie, gwarantujące anonimowość i prywatność wykorzystanie smartfona przez nietechniczną osobę jest praktycznie niemożliwe. Smartfon jest więc w rękach manifestanta mieczem obosiecznym i trzeba o tym pamietać.

Przeczytaj także:

Ten wpis pochodzi z naszego linkbloga *ptr, dlatego nie widać go na głównej.
*ptr możesz czytać przez RSS albo przez sidebar po prawej stronie serwisu.


5 komentarzy

Dodaj komentarz
  1. To że “reżim” może blokować internet i wykorzystać smartfony do swoich celów, to tylko jedna strona medalu. Z drugiej strony, siły nieprzychylne temu reżimowi, mogą wykorzystać internet do propagowania treści nie tylko nieprzychylnych, czy wręcz “wrogich”, ale “przy okazji” także fałszywych. A co śmieszniejsze: im większa blokada (z wyjątkiem totalnej cenzury) tym łatwiej takie fałszywki produkować – w końcu nikogo wtedy nie zdziwi, że źródło jest anonimowe i nie da się potwierdzić ani pochodzenia, ani prawdziwości informacji (przez porównanie jej z innymi źródłami – z braku takowych).

    • W takim razie reżimem jest również FB. Co z tego, że wrzucić jakiś film do społeczności, jak FB, google usunie. Ciekawe czym się to różni od metod stosowanych przez Białoruś ^^

  2. Pytanie: Zawsze pozwalają na publikowanie? Przecież to dla mediów strata, że ktoś czyta tu, a nie u nich, klikając w ich reklamy.

  3. Bardzo dobry artykuł,choć akurat białoruska policja w porównaniu z białoruską opozycją chyba jest mało techniczna itd tak samo jak reszta aparatu władzy. Tyle że nawet najnowszy “wynalazek” opozycji – doxing milicjantów nie zmienia faktu,że w tak zacofanym kraju jak Białoruś ewentualna dominacja w cyberprzestrzeni nie ma decydującego znaczenia.Z drugiej strony – może się nie znam a infrastrukturę mają tylko dobrze wiedzą,że za “terroryzm” to można zostać tam rozstrzelanym czy powieszonym (na Białorusi jest kara śmierci).

    @asdsad : nie wiem,ale aż tyle to nie stracą – osoby które nie wykupiły i tak nie zapłacą,a większość jak nie może przeczytać artykułu prasowego to nie googluje go gdzie indziej.
    Z kolei nie spodziewam się też,że za dużo osób odwiedzających niebezpiecznik googluje za medialnymi wywiadami z redakcją niebezpiecznika więc…

    Bardziej się zastanawiam,czy jacyś nadgorliwi prawnicy z danej redakcji by się nie doczepili.Ale z drugiej strony – jak się doczepią to potem mogą mieć trudniej z szukaniem kogoś innego do wywiadów w branży IT.

  4. Mogą nie mieć wyboru, jeśli wywiad i opinia eksperta to jedynie z publikacją na blogu, po drugie ile osób wejdzie na niebezpiecznik i to jeszcze ptr, którzy by jednocześnie mieli możliwość przeczytania artykułu ma stronie gazety?

Twój komentarz

Zamieszczając komentarz akceptujesz regulamin dodawania komentarzy. Przez moderację nie przejdą: wycieczki osobiste, komentarze nie na temat, wulgaryzmy.

RSS dla komentarzy: