21:18
24/10/2016

Przez ostatni rok, mniej więcej co miesiąc publikowaliśmy na Niebezpieczniku krótkie opowiadania o bezpieczeństwie IT. W 12 odcinkach (całość dostępna tutaj) przedstawiliśmy najpopularniejsze sytuacje, w jakich dochodzi do ataków komputerowych, które zazwyczaj kończą się kradzieżą naszych danych lub pieniędzy albo “jedynie” inwigilowaniem nas, np. poprzez obserwację przez wbudowaną w laptopa kamerkę. Opisywane ataki przedstawialiśmy nie tylko z punktu widzenia ofiar, ale również atakującego — hackera Janusza.

Rozwiązanie konkursu

Przypomnijmy, że w ostatnim odcinku cyklu wpadł kompan Janusza, Młody, który “wsypał” swojego szefa. Opowiadanie urywało się, kiedy Janusz jadący motocyklem po autostradzie A4, usłyszał przez radio, że Policja go namierzyła…

Nie chcieliśmy narzucać zakończenia tego cyklu, bo pewnie każdy z Was wyobrażał sobie je inaczej. Dlatego miesiąc temu ogłosiliśmy konkurs. Każdy z Was mógł stworzyć zakończenie i przy okazji wygrać niespodzianki ufundowane przez naszą redakcję i F-secure (to na zamówienie tej firmy przygotowaliśmy cykl opowiadań o Januszu). Oto nadeszła pora, w której chcieliśmy zaprezentować Wam zwycięskie prace…

Zanim jednak przejdziemy do laureatów i publikacji ich wersji zakończeń, krótkie statystyki. W większości przypadków Januszowi udawało się uciec i tylko raz zginął. Na skrzynkę wpłynęło 13 prac. Lektura każdej z nich była dla nas szczerą przyjemnością, ale podium ma tylko 3 miejsca…

    Miejsce 1. Michał Kozłowski
    (roczna licencja na oprogramowanie Safe F-Secure, subskrypcja F-Secure
    Freedome na smartfony, plecak F-Secure z kieszenią na laptop, gadżety F-Secure, koszulka CSI-Stories, gadżety ufundowane przez Niebezpiecznik.pl)

    Jury doceniło kompatybilny z poprzednimi częściami serii humor i sprytny sposób “zgubienia” policyjnego ogona.

    Miejsce 2. Aleksander Gralak
    (roczna licencja na oprogramowanie Safe F-Secure, plecak F-Secure z
    kieszenią na laptop, gadżety F-Secure, koszulka CSI-Stories, gadżety ufundowane
    przez Niebezpiecznik.pl)

    Jury było pod wrażeniem liczby odniesień do realnych i wiarygodnych technicznie trików z jakich Janusz skorzystał w trakcie ucieczki. Niestety, opowiadanie sprawia wrażenie urwanego…

    Miejsce 3. youngish
    (koszulka CSI-Stories, gadżety F-Secure, gadżety ufundowane przez
    Niebezpiecznik.pl)

    Jury doceniło podejrzanie dużo szczegółów, jakie autor zawarł w swoim opowiadaniu, a jakie dotyczyły ucieczki za granicę i zacierania śladów po przestępstwach. Na uwagę zasługuje także zakończenie, które pokazuje, że nawet najlepszy hacker jest tylko człowiekiem i typowe ludzkie pomyłki, nie są mu obce.

A oto treść zwycięskich zakończeń:

Miejsce I: Michał Kozłowski

Januszowi serce zabiło mocniej. A więc już wiedzą. Odkręcił gaz. Był pewien, że im się wymknie.

Ale zaraz… — pomyślał — przecież Policja szuka gościa w czarnej skórze na „dżikserze” jadącego na zachód a-czwórką. Chcą go? To dam im go na talerzu.

Zwolnił, żeby nie przekraczać limitu prędkości i po chwili zjechał na najbliższy MOP.
Bogatemu to i byk się ocieli… — powiedział do siebie zatrzymując się obok grupki młodych chłopaków z plecakami. Jeden z nich trzymał kartonik ze starannie napisanym celem ich podróży: Berlin.

Ej, chłopaki! Widzę, że lubicie wyzwania! — zawołał do rozleniwionych podróżników.
-
- Eeee, że co? — spojrzeli na niego z lekką pogardą.

Podróżowanie autostopem w dzisiejszych czasach to nie małe miki, nie? Za szybko się tak nie przemieszcza, co? 

Hahaha, powiedział gościu na ścigaczu — odpowiedział jedne z chłopaków.


Janusz już wiedział, że młodzi połknęli przynętę.


A co powiecie na mały zakład? Widzę, że lecicie na Berlin. Kto drugi pod Bramą Brandenburską, ten stawia browar.


Młodzi zaczęli kręcić nosami.

Jeleni szukasz? — zawołał jeden z młodych — motorem to każdy pajac potrafi być szybszy od autostopowiczów.

Janusz tylko na to czekał.

Każdy pajac, mówisz? A co powiesz na to: ty jedziesz moim motorem pod kwadrygę, a ja łapię stopa. Jak będziesz pierwszy, stawiam wam wszystkim po browarze. W wybranej przez was knajpie na Oranienburgerstrasse. A jak ja będę pierwszy, to robicie zrzutkę na piwo dla mnie na Checkpoint Charlie.

Chłopakowi zaświeciły się oczy, a jego koledzy zaczęli go nakręcać:


— Ziutek, przecież umiesz pomykać na dwóch kółkach! To jest taki większy komar, dasz radę!

Janusz spodziewał się sparingu ze swoją ofiarą i nie pomylił się. Ziutek po chwili zastanowienia trochę zmiękł.


— Ale ja nie mam stroju na motor, ani kasku…

Janusz pomyślał „no jak w książce do inżynierii społecznej…” i kontynuował swój plan.


— Dam ci moje klamoty. Kask by mnie i tak spowalniał. Chyba dasz mi lekkie fory, co Ziutek?

Ziutek nie miał wyjścia. Motywowany przez swoich kompanów i wizję darmowego piwa w berlińskiej dzielnicy czerwonych latarni rzucił krótkie „Dobra, stoi.”.

Poszli przebrać się do kibla. Janusz przepakował swoją podręczną elektronikę do plecaka i ubrał się w ubranie Ziutka. „Na razie może być, Andy Dufresne wychodząc z Shawshank miał gorzej, a dał radę.” Wracając na parking zawołał wesoło do Ziutka:

— Niech wygra lepszy!

Widać było, że Ziutek był miękki jak sweter wyprany w coccolino, ale starał się trzymać fason i spróbował zagrać cwaniaka przed kolegami. Zawołał do Janusza:


Ej, gościu, a nie boisz się, że ja ci ten motor buchnę?

Janusz i na to był przygotowany.


I co, tak po prostu odpuścisz darmowe piwo? A twoi koledzy? Spójrz jak oni liczą na ciebie. Już czują ten chłodny złocisty napój w swoich przełykach. Chyba ich nie zawiedziesz, nie?

Ziutek nie miał wyjścia.

Poza tym ma tracking GPS, więc cały czas będę wiedział, ile jestem przed tobą, hehe — Janusz dokończył żartem.

Ziutek, żeby uniknąć blamażu, czym prędzej wsiadł na motor, odpalił silnik, zrobił przegazówkę i przy aplauzie swoich kumpli ruszył w stronę wjazdu na autostradę. „Zasłona dymna gotowa” pomyślał Janusz rozglądając się dyskretnie po parkingu, czy aby nie wzbudził zbytniego zainteresowania wśród innych podróżnych, którzy zatrzymali się na MOPie. Ale skąd, każdy był zajęty swoimi sprawami albo chciał jak najszybciej ruszyć w dalszą drogę do El Dorado na zachodnim brzegu Odry.

Trzymajcie kciuki za Ziutka! Bo ja lecę po mojego Erdingera! — zawołał Janusz na odchodne do młodych autostopowiczów i dziarskim krokiem ruszył w kierunku grupki tirowców w drugiej części parkingu.

Panowie, zabierze któryś z was łebka do Gogolina? Wujek siedzi sam w mieszkaniu i nie może otworzyć… — zapytał uprzejmie wąsaczy w klapkach stojących przy swoich magnumach.

Nie damy rady, czas jazdy mamy już na dziś wyczerpany — powiedział jeden z nich, z najdłuższym wąsem. Ale drugi, w kształcie kuli, zaraz skontrował:

No daj spokój, Stachu, trzeba pomóc człowiekowi, zaraz coś wymyślimy — i wskoczył do swojej kabiny. Janusz przysunął się w jego stronę i podsłuchał, jak ciężarowiec przez cymbał-radio wypytywał swoich kolegów, czy któryś nie leci na Wrocław i nie weźmie pasażera.

— Masz pan szczęście! — po chwili zawołał „kulka” — Pysio leci do Reichu. Za pięć minut tu będzie i cię zabierze!
Serdeczne dzięki, dobry człowieku! — entuzjastycznie odpowiedział Janusz. Sprawdził w telefonie, jak dużą szansę powodzenia ma jego dalszy plan. Tak, na wylotówce z Gogolina mieściło się kilka komisów samochodowych. Janusz planował w nich kupić jakiś nierzucający się w oczy „jedyny-taki-stan-igła-Niemiec-płakał-jak-sprzedawał”. Gotówkę i kilka kolekcjonerskich dowodów osobistych miał ze sobą, więc załatwi to bez zostawiania śladów.

Tak jak obiecał „kulka”, po paru minutach podjechała kolejna ciężarówka, z której wychylił się zasuszony, można powiedzieć, że zakonserwowany i zaprawiony w bojach, w późnym średnim wieku, kierowca.

To gdzie ten żądny przygód młodzieniec? — zawołał, trafnie spoglądając na Janusza.
Tutaj, panie Pysio! I dziękuję za pomoc – odpowiedział Janusz.
Wskakuj, bo jeszcze mam trochę szosy do nawinięcia na koła..

Droga mijała im na wesołej pogawędce.
Słuchaj, młody — powiedział Pysio – jak ten twój wujek nie może drzwi od mieszkania otworzyć, to może ci ślusarza nagrać? Albo jaki taran skołować? Hę?.

Janusz dokończył swój dowcip:

Jakich drzwi? Flaszki nie może otworzyć. Korkociąg zgubił.

Pysio śmiejąc się zatrzymał się przy wylotówce z Gogolina. Janusz podziękował i ruszył ubijać interes z Mirkami z salonów samochodowych.

Witam szanownego pana — zaatakował Janusza sprzedawca z pierwszego komisu — zapraszam, zapraszam, mamy auta niebite, z gwarancją i z pełną historią serwisową…

U la la, komis z wyższej półki” pomyślał Janusz, ale sprzedawca rozwiał tę myśl, kontynuując:

…te pierwsze stoją zaraz przy ulicy, te drugie w garażu, a te trzecie z tyłu, na placu..

Szukam jakiegoś auta, co wie pan, starszy człowiek jeździł, do kościoła…

Będzie ciężko… bo my tylko takie mamy, hahaha! — odpowiedział sprzedawca, nie tracąc animuszu.

Korzystając z dobrego humoru sprzedawcy Janusz szybko dobił targu i wyjechał cudem francuskiej inżynierii motoryzacyjnej, który jak na ironię komisu „auta z Niemiec” miał polskie tablice rejestracyjne. “Przynajmniej nie będę zwracał na siebie uwagi niemieckimi blachami zjazdowymi”. Rozmyślania Janusza przerwał zgrzyt skannera:

Namierzyliśmy podejrzanego, grzeje prawie dwie setki!
Rozpocząć procedurę zatrzymania!.

Biedny Ziutek” – pomyślał Janusz. Gdy on będzie odstawiał najlepszą scenę przesłuchania pt. Nic nie wiem, jakiś gość mi dał ten motor, ja będę siedział spokojnie w pociągu relacji Löbau-Drezno szukając dalszych połączeń. Jakie to szczęście, że w biletomatach Die Bahn można płacić gotówką…

Miejsce II: Aleksander Gralak

…Był pewien że im się wymknie.

Sięgnął po komórkę i na wszelki wypadek podrzucił na pakę wyprzedzanego trucka. “Powodzenia w namierzaniu, pieski” pomyślał, ale w gruncie rzeczy był wkurzony, że to już kolejna słuchawka której się pozbył w ciągu ostatniej doby. Wiedział że musi zjechać z autostrady, bo na bramce na pewno go zdejmą.

Na szczęście, nie pierwszy raz podróżował tą trasą i znał ją prawie na pamięć. Właśnie mijał Gliwice. Wiedział że już za chwilę na wysokości Kleszczowa będzie idealna sposobność na wymknięcie się obławie. “Jest!” — powiedział w duchu, gdy tylko ujrzał techniczny zjazd z autostrady.

zjazd-techniczny-a4

Nigdy się nie rozstawał ze swoim multitoolem oraz kieszonkowym zestawem wytrychów. Sforsowanie zamka w bramce zajęło mu kilkanaście sekund. Popędził na północ, aby utopić pojazd w pobliskim jeziorze.

Kiedy mijał wiadukt kolejowy, doznał olśnienia. Rzucił motocykl w chaszcze na poboczu i wspiął się na skarpę. Nasłuchując szyny kolejowej, przypomniał sobie młodzieńcze lata i zabawy w Indian. W oddali w kierunku z którego nadjeżdżał pociąg zauważył semafor. Wrócił do motocykla, włożył rękę pod bak i wyszarpnął wiązkę przewodów. Zwarł szyny licząc na zadziałanie kolejowego systemu bezpieczeństwa i nie pomylił się. Semafor nakazał zatrzymanie pociągu.

Janusz pozostając ukryty w krzakach, kilkadziesiąt metrów dalej, tuż przed całkowitym zatrzymaniem pociągu rozłączył przewody sprawnym rzutem kamieniem w swoją prowizoryczną instalację. Zanim pociąg ruszył w dalszą drogę, Januszowi udało się do niego wskoczyć. Tuż po wejściu do pociągu odszukał konduktora i kupił bilet do Krakowa. Niestety nie był to pociąg Intercity więc darmowa podróż nie wchodziła w grę.

Wybrał prawie pełny przedział ze staruszkami, licząc na to iż w razie przesłuchiwań, nie będą oni pamiętali z kim odbywali podróż. Zresztą potrzebował chwilę czasu aby wszystko przemyśleć. Udawał że śpi. Oparł głowę o okno i przysłonił twarz zasłonką.

Młody wpadł i sypnął, … za dużo razem wyjebek zrobiliśmy i za dużo o mnie wie, to jest problem, no ale z tym to już nic nie zrobię. Psy mają mój rysopis, logi z BTS’ów, gdzie moja prywatna komórka się logowała, a więc i miejscówki są spalone. Znajdą moje odciski. W Polsce, jestem spalony, Europa też nie daje gwarancji spokoju. Na pewno nie wpadnę tak idiotycznie jak ten „inteligentny”, chyba inaczej, gość co go cienie na Malcie dorwały, ale nadal spore ryzyko. Dobrze że kasa z sortowni jest bezpieczna. Trzeba się ewakuować, może najwyższy czas na zasłużoną emeryturkę w Tajlandii, choć Kuba też może być całkiem spoko? W PL obniżenia wieku i tak się nie doczekam, no chyba że za kratami.

W tym czasie Grahamka siedział na służbowym telefonie i koordynował akcję poszukiwawczą. Niestety sam w niej nie mógł uczestniczyć, gdyż już 4 raz w tym miesiącu zdany był na łaskę lawety i wizytę w autoryzowanym serwisie…

Miejsce III: youngish

Wybranie autostrady to był błąd, Janusz jednak zawsze był przygotowany na możliwość demaskowania swojej działalności. Zjechał w pierwszy możliwy zjazd na autostradzie. Na pierwszym skrzyżowaniu postanowił pozbyć się swojego telefonu komórkowego, wrzucając go do wywrotki oczekującej na zielone światło. Jednak tuż przed pozbyciem się smartfona opublikował wpis w mediach społecznościowych „Widzimy się dziś wieczorem w klubie CeBulA, szykuje się dobry balet!” oraz usunął wszystkie kontakty. Miał nadzieję, że w ten sposób zyska trochę cennego czasu na ucieczkę. Od teraz trzymał się z dala od autostrad i miast.

Motocykl sportowy to był doskonały wybór do ucieczki po równej nawierzchni, jednak nie w cięższych warunkach. Musiał zwolnić, żeby bezpiecznie dojechać do kryjówki. Nasłuchiwał cały czas skanera, aż w końcu usłyszał

„Nie można odnaleźć podejrzanego”.

W tym momencie u Janusza zaczęły pojawiać się pierwsze objawy paranoi: „A może to tylko dezinformacja, może wiedzą gdzie jadę” — pomyślał.

Podczas krótkiej, lecz pełnej nerwów podróży do kryjówki oraz intensywnego rozmyślania nad swoją sytuacją, Janusz opracował przybliżony plan dalszej ucieczki. Z Europy miał wypłynąć statkiem handlowym do Afryki, gdzie kupiłby paszport dyplomatyczny albo zamieszkałby na jednej z wielu wysp na Oceanie Spokojnym. W końcu zawsze marzył o osiedleniu się na jakiejś wyspie w okolicach Fidżi, może Tuvalu – na jednej z nich mógłby spokojnie przetrwać atak zombie. Żałował, że nigdy wcześniej nie zastanowił się nad problemem ucieczki, ale zawsze odkładał błahe – w jego mniemaniu – problemy na później. Myślał że go to nie dotyczy, a inni oszuści to amatorzy, dlatego dają się złapać.

Pełen negatywnych myśli dojechał do miejsca gdzie miał ukryte auto klasy SUV z silnikiem Diesla, kupione u handlarza, które niczym się nie wyróżniało, a jednocześnie dość dobrze sprawdzało się w terenie. Było sprowadzone z Kolumbii, profesjonalnie opancerzone przez jeden z zakładów, który się w tym specjalizował. Zaparkowane było w małym miasteczku, w dość bezpiecznej lokalizacji, gdzie kiedyś kupił garaż.

Przed wejściem do garażu obejrzał bramę w poszukiwaniu ewentualnych śladów włamania. Miał przy sobie wykrywacz częstotliwości radiowych, więc sprawdził nim dokładnie, czy w aucie ktoś mu „czegoś” pod jego nieobecność nie zamontował. Nigdy nie był pewien, czy ktoś z jego starych znajomych nie zamierzał mu zaszkodzić. Po upewnieniu się, że wszystko jest w porządku opuścił garaż.

SUV-em jechało się komfortowo, a w razie czego poza głównymi drogami było łatwiej się przemieszczać. Oryginalne dokumenty miał przy sobie, gdyż trzymał je w specjalnie przeznaczonej do tego skrytce w garażu – na wypadek ucieczki mógł je szybko ze sobą zabrać. Z przekroczeniem granicy nie będzie żadnych problemów, w końcu może to zrobić ujawniając swoją prawdziwą tożsamość. Nie warto było ryzykować podczas ucieczki jakąkolwiek wpadką z fałszywymi dokumentami, a przecież do tej pory jeszcze nie został zdemaskowany. Młody i psy znają tylko jego fałszywe dane. „Później dla bezpieczeństwa i tak będę zmuszony zmienić tożsamość” — pomyślał Janusz. Dodatkowo miał komplet fałszywych dokumentów, które przydadzą się podczas pobytu w hotelu i trochę gotówki. O swoje 9 milionów się nie martwił, pralnia bitcoinów działała wyjątkowo sprawnie.

Podczas podróży do portu w Rotterdamie Janusz w końcu zrobił się głodny. Czekało go jeszcze osiem godzin w trasie. Żałował, że wcześniej nie zrobił zapasu złożonego z racji żywnościowych albo bigosu. Po drodze, jeszcze w Polsce, znalazł bar z azjatyckim jedzeniem. Czapka i okulary przeciwsłoneczne chroniły go przed kamerami, zaś jedzenie zamówił na wynos płacąc gotówką, żeby nie zostawiać zbyt wielu śladów. To jego ostatni posiłek, kolejny zje dopiero na miejscu w Holandii. W bagażniku spakowany miał śpiwór, środek czyszczący oraz chusteczki nasączone alkoholem — łatwiej będzie zatrzeć ślady pobytu w hotelu. W końcu może przebywać tam nawet kilka dni, a może nawet lat, zanim odkryją jego prawdziwą tożsamość.

W głębi ducha jednak wiedział, że nie jest nieomylny i na pewno coś przeoczył. Dokładnego planu ucieczki jednak nigdy nie przygotował, i ta myśl wyniszczała go psychicznie.

Strach coraz bardziej zaprzątał mu głowę. Objawy paranoi były coraz silniejsze. Stres związany z ucieczką okazał się zbyt duży. Janusz z trudem prowadził samochód, pojawiły się u niego duszności. Dekoncentracja spowodowała fatalne w skutkach decyzje. Janusz pogrążony w transie jechał 140 km/h i powoli zjeżdżał z pasa ruchu w kierunku pobocza, czego efektem było nie dostrzeżenie stojącego na poboczu samochodu ciężarowego z przyczepą do przewozu drewna.

Ostatnim obrazem zarejestrowanym przez Janusza były drewniane kłody przebijające przednią szybę pojazdu. Tempo jakby zwolniło, czas się nagle zatrzymał i gwałtownie przyspieszył w momencie, gdy usłyszał ogłuszający, metaliczny dźwięk deformującej się karoserii pojazdu wraz z hukiem wybuchu poduszki powietrznej. Drobne elementy pojazdu pod wpływem ogromnej siły uderzenia wzbiły się w powietrze tworząc chmurę pyłu, a z samochodu wyciekły płyny eksploatacyjne. Pomimo zadziałania elementów bezpieczeństwa biernego, Janusz poniósł śmierć na miejscu.

Wyróżnienia

Poza zwycięskimi pracami, przyznaliśmy też 2 wyróżnienia, Karolowi Woźniakowi i Rafałowi Kubikowi (spodziewajcie się od nas drobnej niespodzianki niebawem). Te zakończenia, choć nie “załapały” się na podium, to w naszej opinii były na tyle ciekawe, że poniżej przytaczamy je w całości:

Zakończenie Karola Woźniaka

Myśl, myśl” cedził sobie w głowie. „Nie mogą być bliżej niż kilometr ode mnie, a jeśli nawet, to mój zombie-cykl poradzi sobie z gnającymi policjantami szybko niczym 3-latek próbujący złamać 20-bitowe hasło po porannej porcji kakao i Muesli zrobionej przez uśmiechniętą matkę”.

[***GDZIEŚ NIEDALEKO NA AUTOSTRADZIE***]

Niestety dla Janusza, policjanci zauważyli go jadącego na zachód już dobry czas temu i cierpliwie zbliżali się do oszusta.

Hultaj, gna na tym swoim motocyklu dobrze ponad 150 na godzinę Marian, myślisz, że zacznie coś odwalać? — powiedział jeden z zasiadających w sportowej wersji samochodu reklamowanego kiedyś przez 3 naszych czołowych zawodników piłki nożnej i ich niemieckiego trenera latającego 1. klasą w Lufthansie, gnającego na A4 między rzędami aut tej i innych marek.
Nie wiem Janku. W końcu obrabował bank, to nie w kij dmuchał zwykły przestępca, na pewno ma w zanadrzu jakiś pomysł na ucieczkę — wycedził, strzepując w międzyczasie drobinki lukru z pączka, którego jak co dzień zamawiali w ilości 12 sztuk w pobliskiej cukierni. — Oby tylko nie próbował uciekać na piechotę, bo góra będzie miała do nas pretensje za to, że nie złapaliśmy go po pościgu — skończył opychać się słodkościami i w czasie, gdy z kącika ust czubkiem języka zlizał sobie resztkę różanej marmolady, usłyszał w Radio:

[[hszszsz—hszszsz-piii]]
CENTRALA: TU Wisła, tu Wisła, Grab jak mnie słyszysz?
[[hszszsz—hszszsz-piii]]
JANEK: Słyszę cię dobrze, jakie polecenia? (Janek zawsze lubił ten moment, bo przypominał sobie jak na wakacjach olinkluzif w Egipcie, gdzie był ze swoją żoną Grażyną i córką Mariolą, oglądali w hotelowym 15-calowym telewizorze kabaret Ani Mru Mru na kanale Polonia, którego dialogi jednego z gagów były podobne)
[[[hszszsz—hszszsz-piii]]
CENTRALA: Widzicie podejrzanego? Jak długo już za nim jedziecie? Uważajcie, bo może mieć broń
JANEK: Podejrzany jedzie A4-ką w kierunku Wrocławia, mamy go na ogonie od jakichś 15 minut, nie powinien nam się wymknąć. Jesteśmy na 27 kilometrze,
CENTRALA: Wysyłamy wam wsparcie, bez odbioru.
JANEK: Przyjąłem, bez odbioru.

No to zabawa się zaczyna” — Janek nie zdążył powiedzieć tego na głos, bo szalony motocyklista wyrzucił coś z plecaka, a Marian zaczął miotać kierownicą w lewo i prawo, próbując opanować ślizgające się od złapanego kapcia auto. Zostali unieruchomieni na 28. kilometrze. Nie ma co liczyć na pochwałę od szefa…

[***NIEDALEKO ZJAZDU Z AUTOSTRADY***]

Starając się pozszywać porozrywane na strzępy nerwy, Janusz chłodno wykalkulował, że dodatkowy pościg będzie mieć większy problem, gdy skręci w jedno z okolicznych miast i zaszyje się w jakichś przydrożnych kępach krzaków, czy lesie. W dodatku niedługo zacznie się ściemniać, więc szanse na ucieczkę stają się coraz większe. Buzująca w żyłach adrenalina nie pozwalała mu się skupić, więc tym trudniej było obmyślić dobry plan.

Broń, jaką broń?” — pomyślał przypominając sobie o komunikacie usłyszanym w skanerze i uśmiechnął się jedynie zawadiacko, wyobrażając sobie siebie jako groźnego agenta. „Głupcy nie wiedzą, że jedyną bronią którą się posługiwał, była słabość i ufność innych ludzi, którą potrafił dobrze wykorzystać. Może uda mi się zniknąć i uniknąć odsiadki”.

Kierował się na północ i czuł jak powoli ogarnia go spokój. Pozwolił sobie na chwilę popatrzeć na rozlewające się na przestrzeni wielu hektarów uprawy lawendy, które w liźnięciach słońca zdawały się go coraz bardziej uspokajać. Podczas ostatnich kilkunastu miesięcy obrabował firmy i ludzi z ich pieniędzy i prywatnych danych, co bajecznie go motywowało do kolejnych działań. W końcu kiedyś ktoś go złapie, a ludzie może wreszcie zaczną w końcu lepiej dbać i zabezpieczać dane, którymi posługują się na swoich urządzeniach. Ale w jego mniemaniu była to odległa przyszłość i nic na razie nie zapowiadało takiego scenariusza.

[***GDY WTEM***]

Na początku wydawało mu się, że ma zwidy, ale odpuszczając lekko manetkę GSX-R’a powoli zauważał daleko migające niebieskie światełka i charakterystyczny 2-tonowy sygnał dźwiękowy, którego tak się obawiał. „Co jest, co ze skanerem?” — wypluł z siebie w złości, gdy przypomniał sobie, że miał wczoraj wymienić baterie w urządzeniu zamontowanym w kasku. Nie mogąc uwierzyć we własne zaniedbanie i widząc, że sportowy motocykl nie przedrze się przez rozchodzące się po lewo i prawo pola, zatrzymał się. Uniósł ręce do góry. Wiedział, że ręka sprawiedliwości zbliża się do niego i na najbliższe kilka lat wsadzi go do pudła.

[***W NADJEŻDŻAJĄCYM RADIOWOZIE***]

Sierżancie Grahamko, chyba widzę podejrzanego. Zszedł z motocykla i uniósł ręce w geście poddania, chyba nam się udało!! — rzekł przez radio jeden z mundurowych

[***Z DRUGIEGO KOŃCA POLSKI***]

O kurna Olek, nareszcie nam się udało!!! – Grahamka krzyknął na cały komisariat, potrącając przy okazji kubek i oblewając kawą naczelnika. Ten, mimo chwilowego grymasu na twarzy, podszedł do Grahamki i przybił mu piątkę.

Dobra robota sierściuchu — powiedział i poklepał go po ramieniu — Ale tej kawy ci nie daruję

Zakończenie Rafała Kubika

Januszowi serce zabiło mocniej. A więc już wiedzą. Odkręcił gaz. Był pewien, że im się wymknie.

Teoretycznie był na wygranej pozycji. Miał, co najmniej 10 minut przewagi nad pościgiem, jechał motorem i w cale nie był pewien, czy wiedzą jak wygląda. Zerkał na tablice z aktualną prędkością, które co jakiś czas stały przy autostradzie. Ale to nie prędkość zwróciła Janusza uwagę.

Pozdrawiamy z Matrixa” brzmiał napis wyświetlany zamiast standardowego komunikatu. Janusz uśmiechnął się pod wąsem. Nawet w takiej kryzysowej sytuacji, branżowe dowcipy zawsze podnosiły go na duchu. Ciekawe, kto zhakował te tablice? — zapytał sam siebie.

Z chwili zadumy wyrwał go jednak dźwięk syreny policyjnej. Jednak nie był tak szybki jak mu się wydawało. Jeszcze raz przekręcił pokrętło na skanerze. Cisza… To by było na tyle. W tym momencie mógł być zły tylko na siebie. Zawsze wiedział, że jak coś ma dobrze działać, trzeba to zrobić samemu. Co go tym razem podkusiło, żeby kupić gotowca na e-bazarku? Sam nie wiedział. Ale nie była to najlepsza decyzja. Skaner od kilkudziesięciu minut nie działał…

Janusz szybko przeanalizował opcje. Jechał autostradą, więc odbicie w bok nie wchodziło w grę. Mógł zawrócić, ale bandy na pasie zieleni skutecznie zniechęcały od zostania nowym Jackassem. Jedyna opcja to jazda do najbliższego zjazdu, ominięcie blokady i dalej już tylko myk do południowych sąsiadów. Plan był ryzykowny, a on przecież był tylko wątłej postury hakerem. Z pewnością liczba obejrzanych filmów o Jamesie Bondzie nie odzwierciedla jego umiejętności w walce z Policją. Z drugiej strony nie miał nic do stracenia. Jeśli Młody zaczął sypać, to przeczuwał, że czega go dwucyfrówka.

Zbliżające się sygnały wozów policyjnych sugerowały jedno. Czas zacząć działać! Najbliższy zjazd był za 2 kilometry. Na tym dystansie na pewno go nie dogonią. Przyspieszył. Motor zadziwiająco dobrze zniósł kolejną zmianę prędkości. Janusz w duchu zastanawiał się, czy zdążą rozłożyć kolczatki przy bramkach.

Zdążyli.

Lewo, prawo – płot, z tyłu trzy radiowozy, z przodu 3 radiowozy i kolczatka. Z góry… w sumie to bez znaczenia, co było z góry… To koniec jego bohaterskich planów. Wizja zakończenia pościgu była dokładnie taka jak większość jego randek: krótka, cicha i bez happy endu.

Zrezygnowany zatrzymał motor. Z przodu i z tyłu podeszli do niego panowie w niebieskich mundurach, trzymający broń na wysokości oczu. „I’m the men in the middle” uśmiechnął się przez łzy do własnych myśli. Nawet w tym momencie żarciki branżowe nie chciały opuścić jego głowy.

Był skończony. Zrezygnowany zszedł z motocyklu, położył się na ziemi i założył ręce na kark. Akurat część zatrzymania była dokładnie taka jak w większości filmów akcji. Jedna różnica była taka, że Janusz za swoją grę dostanie wyrok zamiast Oskara.

* * *

Co się działo od momentu złapania do czasu dostarczenia go na posterunek? Z tego Janusz nie bardzo zdawał sobie sprawę. Adrenalina, stres zrobiły swoje. Jedno było pewne. Miejsce, w którym siedział dalekie było od przyjemnego pokoiku wypełnionego drogim elektronicznym sprzętem. Właściwie jedynym urządzeniem w pokoju był zegar na ścianie.

Janusz spojrzał na niego i zaczął liczyć sekundy. Od razu zauważył, że czas na zegarze płynie szybciej niż w rzeczywistości. Wszystko to, aby sprawić wrażenie, że jest przesłuchiwany bardzo długo. Typowy chwyt Amerykanów. Pewnie zaraz wejdzie dwóch detektywów i zaczną grać dobrego i złego glinę. Stare utarte schematy, które nie robią na nim żadnego wrażenia. Naprzeciwko niego było lustro, nie trzeba dodawać, że weneckie. Pewnie przycisną go trochę, zaoferują jakiś układ, po czym on się nie zgodzi, a oni wyjdą ustalać z szefem jak by tu inaczej rozegrać socjologiczną partyjkę. Na to też był przygotowany. W końcu specjalizował się w socjotechnice. Skoro potrafił namówić ludzi do podawania mu numerów kart, to z pewnością namówi też…

Jak się masz Januszku? — z kłębka myśli wyrwał go wchodzący do pokoju sierżant Grahamka. — Powiem krótko, młody wszystko nam wyśpiewał — kontynuował — Mamy jego komórkę i zeznania, kwestia godzinki i będziemy mieć nakaz przeszukania Twojego mieszkania.

Grahamka przysunął krzesło w stronę Janusza i siadł na nim tak, aby widzieć jego twarz.

Właściwe to nic od Ciebie nie chcę. To, co mamy i to co najdziemy wystarczy, abyś szybko nie wyszedł z pudła. Jak dla mnie możesz nic nie mówić. I tak, nie mam zamiaru cię słuchać. Jesteś skończony. Bywaj — Grahamka pożegnał się wiedźmińskim powiedzeniem, po czym opuścił pokój, nie dając nawet dojść do słowa zdezorientowanemu Januszowi.

Zrezygnowany Janusz spojrzał na zegar. Przesłuchanie, jeśli można to tak nazwać, trwało 3 minuty.

Może w pierdlu nie jest tak źle? Pocieszał sam siebie. Jakoś to chyba będzie. Jakoś…

Ciekawostki z pozostałych prac

Pozwólcie, że na koniec, zacytujemy co ciekawsze fragmenty z pozostałych prac. Mateusz w swoim zakończeniu wykorzystał atak SQLi na bramownice wzdłuż A4:

Janusz doskonale wiedział o dziurze w systemie zarządzania autostradą (…) Zalogował się do aplikacji webowej wykorzystując stare dobre SQL Injection. (…) Wykorzystując exploita przygotowanego specjalnie na taką okazję rozesłał, z odpowiednim opóźnieniem, wiadomość do wszystkich bramownic znajdujących się na autostradzie, informującą że właśnie je przekroczył. (…)
— Grahamka! Te bramownice chyba się spieprzyły. Właśnie otrzymaliśmy informację, że zostaliśmy wyminięci przez motor Janusza, jednak nikt tutaj nie przejeżdżał… — zaraportował Grahamce jeden z policjantów.

Krzysztof z kolei ciekawie rozwinął wątek przejętego przez policję iPhona Młodego:

Tymczasem na komisariacie „rysik” przyklejony do gramofonu pracowicie rysował kółka w programie graficznym, celem utrzymania stanu odblokowania telefonu. Jednak wgrany podczas jailbreaka „dodatek”, po otrzymaniu właściwego ciągu alfanumerycznego od Janusza w SMS-ie, nie tylko uśpił iPhona, ale wcześniej ustawił mu datę na 1 stycznia 1970, co zmieniło telefon w przycisk do papieru.

Sławomir w swoim zakończeniu wprowadził policyjne drony, a Marcin wskazał ciekawy sposób na szybką zmianę pojazdu na autostradzie i zgubienie ogona:

Zjechał na MOP i rozejrzał się za samochodami w których ktoś był. Jest. Podszedł do tego w którym para szykowała się do odjazdu.
— Przepraszam, właśnie pokłóciłem się z moją dziewczyną. Poszedłem ochłonąć, a ona mnie tu zostawiła. Nie mam przy sobie nawet telefonu, by wezwać kogoś znajomego. Proszę tylko by podrzucić mnie na autobus lub pociąg. Dalej sobie poradzę.
Kierowca był raczej nie ufny, ale współpasażerka słysząc tę historię od razu zaproponowała Januszowi miejsce z tyłu.

Przemysław natomiast przedstawił zakończenie, w którym Janusz po chłodnej kalkulacji zysków i strat postanawia się poddać, odsiedzieć wyrok i wyjść na wolność, aby spokojnie korzystać ze skradzionych do tej pory pieniędzy:

Rozsiadł się wygodnie i z rozbrajającym uśmiechem powitał nadjeżdżający wóz policyjny. Cóż, trzeba jakoś znieść upokarzające zdjęcie w „amerykanach” i trochę niewygód, ale 4 bańki plus dochody z pobocznych interesów leżące już dawno na bezpiecznych kontach, po pewnym czasie wynagrodzą wszystko. Za kilka lat znów wróci się do gry. Tylko tym razem z lepiej dobranym współpracownikiem.

To już jest koniec

Na koniec, chcieliśmy bardzo podziękować Wam, czytelnikom, którzy w trakcie ostatniego roku dopingowali nas w pracy nad poszczególnymi odcinkami, z utęsknieniem wyczekując, co zmajstruje Janusz. Dziękujemy także tym z Was, którzy zauważając prosty język opowiadań, wielokrotnie prosili nas o zgodę na przedruk tych artykułów do firmowych intranetów — mamy nadzieję, że dzięki nim Wasi pracownicy zwrócili uwagę na kilka zagrożeń, przez co macie mniej pracy.

I wreszcie, dziękujemy F-Secure za ten odważny i niecodzienny pomysł na “niestandardową” reklamę. Ale największe podziękowania składamy Annie Janiszewskiej (która z ramienia agencji Vision Group, obsługującej F-Secure, pilotowała ten projekt od strony organizacyjnej) — za zaufanie i cierpliwość do naszych pomysłów.

Cykl chyba wyszedł całkiem nieźle, prawda? Gdybyście chcieli sobie go odświeżyć, tutaj znajdziecie wszystkie artykuły z serii.

PS. Uważajcie na hakerów Januszy, oni wciąż czają się w cyberprzestrzeni… ;)

Przeczytaj także:

35 komentarzy

Dodaj komentarz
  1. Dajcie wszystkie zakończenia, jeśli możecie :-)

    • Popieram.

    • Również bym sobie chętnie poczytał wszystko :)

  2. Muszę przyznać, że serię naprawdę całkiem przyjemnie się czytało :)

  3. przenieście swoje opinie na koniec bo spoliery motzno

  4. Świetne prace, część niestety pesymistyczna. Też proszę o wszystkie :D Taka forma reklamy, którą z przyjemnością się czyta i ma puentę to jednak geniusz, śledziłem od początku ;)

    • “część niestety pesymistyczna” – dla Janusza pewnie tak, dla poszkodowanych przez Niego to raczej optymistyczne …

  5. Fajnie się czytało ale niestety dla mnie iluzja została rozbita przy NR 3. ‘Statkiem handlowym do Afryki’ to absolutnie niewykonalny plan ucieczki. Może 20 lat temu to by się udało ale dzisiaj takie rzeczy to fikcja.
    Co mogłoby się udać to złapanie ‘jachtstopa’. Dla kogoś z dobrą gadką to całkiem wykonalny plan nawet przy zerowych umiejętnościach żeglarskich. Udawanie ‘podróżnika – autostopowicza’ byłoby pewnie dość proste a jeżeli ma się trochę pieniędzy to i na Karaiby można by się załapać. Jedyny problem to czas potrzebny na załapanie się gdzieś – możliwe że trzeba by takiej ‘okazji’ szukać przez wiele dni. Załogi jachtów są oczywiście kontrolowane przy rejsach międzynarodowych ale raczej pobieżnie, szczególnie w krajach zachodniej Europy.

  6. Najlepszych zakończeń nie wysłali :>

  7. Z tym pociągiem to jednak słabe nawiązanie do realnych możliwości:
    – jak wsiadł do pociągu, przez okno? Bo drzwi w pociągach pasażerskich można otworzyć tylko na przystankach.
    – pasażerowie mogli nie zapamiętać ale konduktor raczej zapamietał, zwłaszcza jeśli zgłosił się po bilet pasażer, którego nie widział wsiadającego na żadnej stacji
    – jeżeli zwarł szyny to pociąg dostał zakaz wjazdu na ten odcinek, nawet zakładając że akcja toczy się na granicy dwóch odcinków to pociąg zatrzymał(ywał) się zbyt daleko by z miejsca wskakiwania dorzucić kamieniem do kabelków

    Z gościem, który bierze motocykl od obcej osoby bo wierzy, że ta się chce ścigać (choć z góry widać że stawia się na przegranej pozycji) też trochę naciągane.

    • @pirat: Na trasach są semafory blokowe, to znaczy że pociąg by się nie zatrzymał na czerwonym sygnale, bo może jechać z prędkością 20km/h(jeśli to trasa dwutorowa i jedzie po swoim). Dodatkowo gdyby zaświeciłby mu się czerwony sygnał nagle, a wcześniej byłby zielony(jazda z największą dozwoloną prędkością), to by to zgłosił do dyżurnych.
      Nie wiem z kolei czy by nie musiał pytać o zezwolenie na wjazd poza semafor w przypadku podejrzenia uszkodzenia sygnalizacji.

    • Zależy, czy to był semafor SBL czy zwykły. Przy SBL (ten, którego właśnie można “zhackować” na zwarcie szyn, bo zajętość toru jest badana impedancją międzyszynową) wolno na czerwonym kontynuować jazdę z prędkością ograniczoną do 20 km/h “na widok”, na zwykłym maszynista ma obowiązek się zatrzymać, a może jechać dalej 20 na widok, jeżeli nie udało mu się nawiązać kontaktu radiowego z najbliższym dyżurnym ruchu/dróżnikiem/inną stacją kontrolną przez określony czas lub też dostał takie polecenie od tegoż. Jedynym sygnałem, za który nie wolno wyjechać bez wyraźnego polecenia pracownika PKP, jest M1 na torach manewrowych – bo bezpośrednio za sygnałem może stać wykolejnica (choć powinien być przed nią jeszcze Z1wk) i taki pociąg już dalej potem nie pojedzie.

    • Przyjmując że na wspomnianej linii kolejowej działa czterostawna samoczynna blokada liniowa, zwarcie szyn na danym odstępie SBL spowoduje, że na semaforze stojącym przed tym odcinkiem zapali się sygnał S1 (czerwony, stój), na wcześniejszym S5 (pomarańczowe, następny pokazuje stój) a na jeszcze wcześniejszym S3 (mrugające zielone, przy następnym pokazującym pomarańczowe max 100 km/h). Po zatrzymaniu pod semaforem SBL (szary słup) można ruszyć z prędkością 20 km/h do następnego, jednak wyluzowanie hamulca chwilę trwa tak więc w trakcie tego krótkiego postoju bez problemu można wsiąść. A w sprawie drzwi – większość pociągów ma tylko blokadę w ruchu, drzwi odblokowywane z pulpitu maszynisty mają tylko niektóre wagony z interfejsem UIC oraz nowe i stare jednostki trakcyjne (SZT, EZT). Do znacznej większości wagonów można wsiąść i z nich wysiąść na każdym postoju. W sprawie reszty przepisów kolejowych radzę zerknąć do instrukcji Ie-1 (google) albo do Wikipedii: https://pl.wikipedia.org/wiki/Semafor_(kolejnictwo) . Poza tym, prędkości na linii kolejowej biegnącej równolegle do A4 nie są w tej chwili zbyt wysokie. Warto też zapamiętać sygnał D2 podawany ręcznie, może się kiedyś przydać w razie “emergency”.

    • Myślę że pojęcie o pracy kierownika pociągu lub konduktora masz niewielkie, mają oni tyle obowiązków że naprawdę trudno zapamiętać każdego, zwłaszcza przy dłuższym składzie (powiedzmy 12 wagonów, zdarza się na ekspresach czy pośpiechach).

    • @Lukasz032: Jest odwrotnie, jedynym sygnałem który WOLNO minąć bez wyraźnego polecenia pracownika PKP PLK jest S1 na semaforze SBL. W celu minięcia S1 (bez Sz) na półsamoczynnym trzeba dostać rozkaz pisemny “S” od dyżurnego ruchu, dostarczony w formie pisemnej lub podyktowany przez radio – wyobraź sobie że mijasz S1 na półsamoczynnym a tu droga przebiegu idzie na kozioł albo pod pociągiem dyżurny przekłada Ci zwrotnicę, SBLki nie osłaniają rozjazdów to nie ma tego problemu. Jeżeli chodzi o manwery, nie istnieje sygnał M1, jest tylko Ms1, do jego pominięcia wystarczy ustne pozwolenie dyżurnego przez radio – manewry wykonuje się z prędkością maks. 25 km/h, w niektórych przypadkach 40 km/h. Przy wjeździe na rozkaz obowiązuje prędkość 40 km/h.

  8. ad.1 jak si e nie da jak się da: http://nasygnale.pl/kat,1025347,title,Jadac-nad-morze-wypadl-przez-ostatnie-drzwi-pociagu,wid,14794151,wiadomosc.html?ticaid=617f7b

    ad. 2 czym mniej świadków tym lepiej, zresztą konduktor widział go tylko przez chwilkę, nie wszystkiemu da się zapobiec. Na 100% konduktor pamięta wszystkich wsiadających na stacji. Najzabawniejszy moment jest podczas kontroli biletów: “Czy ktoś z Państwa dosiadał się na ostatniej stacji?”

    ad. 3 a to nie jest tak iż pociąg dojeżdża do semafora i pod nim stoi? Więc jeśli nawet Janusz ukryty był 100m dalej, to po całkowitym zatrzymaniu pociąg potrzebuje jakieś 300s do setki ;), więc spokojnie mógł do niego się władować.

    W sumie nie wiem w jakich ubraniach jechał tym motocyklem, więc jeśli wpakowałby się w kombinezonie motocyklowym to raczej z tego powodu by go zapamiętał konduktor.

    ad. 4 – tak trochę naciągane to z tym wyścigiem. Na pewno młodzik przekroczyłby granice na nie swoim moto bez dokumentów. I uwierzył że ktoś tak dla jaj oddaje cenną rzecz w ręce obcej osoby. Zresztą z motocyklem jest jak z kobietą, nawet kumplowi nie pożyczysz ;)

    A teraz atak personalny: przestań marudzić i hajtować innych, trzeba było samemu napisać jakieś sensowne zakończenie

  9. Pierwsze to fejk, jestem z Gogolina, na żadnej z wylotówek nie ma żadnego komisu :D

    • pewnyś? sprawdź DK44 w stronę Mikołowa. może komis to to nie jest, ale auto zakupisz :)

    • @P4 DK44 leci z Gliwic, a nie z Gogolina…

  10. Gratulacje dla zwycięzców jednak wg mnie brakuje w nich tego co miało oryginalna historia Janusza tj. odpowiedniej oprawy. Nie znam w całości opowiadań pozostałych uczestników ale moim zdaniem niektórzy z nich, jak na przykład autor poniższego cytatu, fantastycznie ujęli opisy danych sytuacji, zdarzeń, ludzi, otoczenia, etc.

    “— Nie wiem Janku. W końcu obrabował bank, to nie w kij dmuchał zwykły przestępca, na pewno ma w zanadrzu jakiś pomysł na ucieczkę — wycedził, strzepując w międzyczasie drobinki lukru z pączka, którego jak co dzień zamawiali w ilości 12 sztuk w pobliskiej cukierni. — Oby tylko nie próbował uciekać na piechotę, bo góra będzie miała do nas pretensje za to, że nie złapaliśmy go po pościgu — skończył opychać się słodkościami i w czasie, gdy z kącika ust czubkiem języka zlizał sobie resztkę różanej marmolady, usłyszał w Radio:”

    • Szkoda, że nie miałem więcej czasu aby posiedzieć nad moją wersją :/

      “Jak tylko minął niebieski znak oznaczający autostradę, odkręcił do końca manetkę gazu, opór powietrza niemal spychał go z motocykla, docisnął nogami motocykl, jak dżokej konia w galopie, pochylił się przylegając kaskiem do baku i pomknął nie oglądając się za siebie. W jego głowie kłębiła się teraz tylko jedna myśl “jak daleko zdołam uciec i czy przy kolejnym zjeździe nie będzie na mnie czekał komitet powitalny…?”. Nikt jednak na niego nie czekał. Słońce już chyliło się ku zachodowi kiedy dojechał do kolejnego miasta. “Cholera, kontrolka paliwa daje znać o sobie, trzeba gdzieś zatankować” pomyślał. Czekała go jeszcze długa podróż…”

  11. Nie wiem jak mocno trzeba by być wyluzowanym, by wziąć od obcego motocykl bo on chce się założyć kto pierwszy. Takiej osobie wizyta ufo by nie zdzwiła. Ja bym od razu na policje dzwonił, że chyba po marihuijanie jezdzi ;]

  12. bardzo fajne zakonczenia. swietnie sie czytalo! dobre zakonczenie serii.

  13. Scenariusz godny Patryka Vegi – PUTBULL Cyber niedługo :D

  14. A kiedy sam Niebezpiecznik opublikuje obiecywane zakończenie własnej historii z fake’owym wirusem, którą onegdaj “przetestował” na własnych czytelnikach?

  15. “ładujesz motor na przyczepę-puszkę Faradaya w stylu NightRidera i handlujesz częściami na czarnym rynku :D”

    @P4 a teraz czasem nie ma w lepszych sprzętach jakiś innych urządzeń trackingowych które działają podobnie jak Gps ale zwykłą kratką Faradaya nie da się ich zaekranować?

  16. Ponieważ drugie zakończenie jest bazowane na “FAKTACH AUTENTYCZNYCH” ;) to tutaj materiał wideo do ostatniego akapitu:
    https://www.youtube.com/watch?v=W-bXPhUwldc

  17. “Hultaj, gna na tym swoim motocyklu dobrze ponad 150 na godzinę Marian”
    Jazda na takim motocyklu 150 i nazywanie kogoś takiego hultajem brzmi bardzo naiwnie. 150 to jakby podrasowanym Rometem jechał a tekst sugeruje GSX-R1000 ;-)

  18. “Wybrał prawie pełny przedział ze staruszkami, licząc na to iż w razie przesłuchiwań, nie będą oni pamiętali z kim odbywali podróż.”
    Błąd. Wystarczy, że Janusz nie powie “dzień dobry”, albo wymsknie mu się jakieś brzydkie słowo, np. “aborcja”, “gender”, a od razu zostanie zapamiętany i stanie się tematem plotek “jaka to dzisiejsza młodzież”. Lepiej byłoby wsiąść do przedziału z “tą młodzieżą”, wgapioną w te swoje srajfony, która na pewno nie zainteresuje się nowym współpasażerem.

    • No chyba że akurat zrobią 1000 samojebek z Jankiem w tle ;)

  19. Dlaczego sa 2 mikrofony w laptopach?nie jest tak ze ten “drugi” sluzy jako backdoor?wyjalem jeden,drugi jest chyba do inwigilacji bo nie widze zastosowania innego:/ specjalnie zeby latwo bylo myslec ze jest tylko jeden…czy nalezy byc pewnym ze taki laptop juz obecnie w 2016/2017 roku bedzie wszystko nagrywal i podawal do rzadow i korporacji wszystko?

    • Nie wiem co brałeś, ale się podziel info. Nie zatrzymuj zabawy tylko dla siebie.

  20. To teraz uwolnijcie Charyzjusza; )

  21. Ech, gdyby taka kaska wpadła w moje ręce, stopniowo wpłacałbym na portfele kryptowalutowe do darowizn dla Free Software Foundation i szczególnie ważnych dla mnie projektów wolnego oprogramowania. Freetarda poniosła wyobraźnia :P

Twój komentarz

Zamieszczając komentarz akceptujesz regulamin dodawania komentarzy. Przez moderację nie przejdą: wycieczki osobiste, komentarze nie na temat, wulgaryzmy.