23:04
20/4/2010

Z udostępnionych przez Google danych wynika, że Polskie służby nie wystosowały do Google’a żadnych żądań dotyczących usunięcia treści z wyszukiwarki, ale aż 86 razy zażądały ujawnienia szczegółowych danych na temat internautów posiadających konto w serwisach należących do Google. Wygląda więc na to, że w polskim internecie cenzury brak a wolność słowa naprawdę istnieje — niestety z zachowaniem prywatności mogą już być problemy…

Google Government requests

Google udostępniło mapkę, na której zobrazowano liczbę żądań jakie dany kraj wysyła do wyszukiwarki Google i serwisu YouTube. Statystyka jest dość poglądowa, bo reprezentuje okres od lipca do grudnia 2009r, a jedno żądanie może dotyczyć kilkunastu URL-i lub użytkowników.

Warto podkreślić, że dane dotyczące Chin pozostają zagadką — wg chińskiego prawa, są muszą pozostać objęte tajemnicą.

Usunięcie treści

W żądaniach dotyczących usunięcia treści z serwisów Google’a przodują Brazylia, Niemcy i Indie, …a Polska o nic nie prosiła. Cenzura nam nie grozi? A może polskie agencje rządowe nie wiedzą, że mają taką możliwość? Albo nasze służby wysyłają tego typu żądania poprzez formularz kontaktowy? Google przyznaje, że w powyższych statystykach nie uwzględniło żądań z formularza, żądań dot. dziecięcej pornografii i materiałów objętych prawem autorskim.

Prośba o dane użytkownika

Jeśli zaś chodzi o kraje, które zainteresowane są inwigilowaniemszczegółowymi danymi swoich obywateli, to w czołówce znalazły się Brazylia (3663), Stany Zjednoczone (3580) i Wielka Brytania (1166). Polska, ze swoimi 86 żądaniami uplasowała się na [aż|dopiero] 11-tym miejscu.

Co Google udostępnia Policji?

Szkoda, że Google nie opublikowało danych na temat tego, kogo dotyczyły żądania o udostępnienie szczegółowych informacji i co dokładnie wchodzi w skład udostępnianych o użytkowniku danych. Adresy IP? Czasy logowań? Treść e-maili? Historia wyszukiwanych fraz?

Przeczytaj także:



23 komentarzy

Dodaj komentarz
  1. w sumie biorąc pod uwagę fakt wypływających co jakiś czas afer z “nagraniem filmiku i umieszczeniem go w internecie” taka liczba nie dziwi. bardziej szokuje mnie Brazylia, która przebiła USA :)

  2. O co chodzi z tą liczbą żądań?

  3. Piotrze, a czego dokładnie nie rozumiesz ? :-)

  4. Wszystkiego… Na czym tot polega

  5. To proste. Po prostu Policja prosi Google o udostępnienie jakichś danych osoby, która podejrzewana jest o przestępstwo. jakie to sa dane – nie wiemy. Tak Piotrek pisał, zapewno może to być Adres IP, lista wyszukiwanych fraz czy też nawet korespondencja (choć z tego co się orientuję, w tym wypadku służby nie mogą od tak sobie prosić o udostępnienie takich rzeczy, jak w przypadku danych osobowych… )
    Mapka wspomniania w artykule, obrazuje nam ile służby danego państwa zgłaszały żądanie udostępnienia takich danych.

  6. Aha. Dzięki…
    Ale ja ‘gópi’ jestem…

  7. O tej godzinie kazdemu sie moze zdażyć ;)

  8. To, jakie dane były udostępnione, zależy od bardzo prostego pytania – czy policja zwracała się do Google Polska (lub jakkolwiek może się polska spółka nazywać) czy do Google międzynarodowego. Jeśli do Google Polska, to kolejne pytanie – czy Google Polska jest operatorem telekomunikacyjnym. Jeśli jest (chętni mogą poszukać w rejestrze na stronach UKE) to w oparciu o Prawo Telekomunikacyjne (art. ok 170-180) ma obowiązek gromadzić i udostępniać konkretne dane, jednocześnie ma zakaz gromadzenia i udostępniania innych kategorii danych. Lista “danych retencyjnych” jest zamknięta i tylko o te dane “wstecz” mogła prosić Policja w ramach zapytań retencyjnych. Spodziewam się jednak, że tak jak w 95% przypadków pytali o listę adresów IP z których użytkownik łączył się z daną skrzynką by odebrać/wysłać pocztę. To jeśli chodzi o Policję, bo “government requests” nie musi się do Policji ograniczać. Sąd może na przykład wydać postanowienie o zabezpieczeniu zawartości skrzynki na moment otrzymania postanowienia lub o kontroli korespondencji (sławne “podsłuchy”). Do tego dochodzi jeszcze 8 czy 9 innych służb o podobnych do policyjnych uprawnieniach. Wygląda więc na to, że jeżeli to polska spółka otrzymywała zapytania, to było ich bardzo mało – samo Allegro pewnie ma tyle dziennie, jeśli nie więcej, a przecież z usług Google, w szczególności poczty korzystają tłumy Polaków. Inna sprawa, jeśli zapytania otrzymywała spółka amerykańska (lub jakakolwiek inna zagraniczna), to wtedy to chyba spora liczba, bo każde takie międzynarodowe zapytanie musi pokonać skomplikowaną, biurokratyczną ścieżkę przez Komendę Główną, potem odpowiednika służby po drugiej stronie granicy itd. Trwa to czasem i kilka miesięcy i zazwyczaj mało komu chce się w to bawić.
    Tak czy inaczej, informacja ciekawa, ale ze względu na różne obwarowania prawne bardzo ogólnikowa i nic z niej nie wynika oprócz punktu odniesienia do innych krajów.

  9. Przynajmniej kilku-kilkunastu podbiciom tego licznika żądań jestem winny osobiście, jako jeden z współtwórców forum pomocy Google ;-)
    Policja zawsze prosi Google o dane konta, gdy na komisariat przyjdzie ktoś z płaczem, że jacyś niedobrzy hakerzy włamali się mu konto (najczęściej Gmail). Standardowa procedura, biedakowi trzeba przecież pomóc, a bez danych od Google się nie da.
    Nie wszystkie zatem tych 86 żądań polskiej Policji o “szczegółowe dane obywateli” to jakieś knowania służb specjalnych z Google. Dobrze?

  10. Zamiast rankingu wg gołej ilości żądań bardziej merytorycznie byłoby to przeliczyć na liczbę ludności. Albo, jeszcze lepiej, uwzględnić jeszcze internetową aktywność w danym kraju, chociaż tu już trudno zdefiniować i policzyć.
    W sumie duży wpływ powinno mieć ustawodawstwo danego kraju, np w USA odpadają ewentualne żądania co do stron propagujących faszyzm, bo obejmuje je wolność wypowiedzi (u nas już nie).

  11. [cyt] dane dotyczące Chin pozostają zagadką — wg chińskiego prawa, są muszą pozostać objęte tajemnicą.[/cyt] Korekta. Gdzie jest korekta?

  12. A czy takie dane, jeśli zostałyby udostępnione policji dotyczą tylko konkretnych osób – dajmy na to w których sprawie jest prowadzone jakieś śledztwo? Czy może całej grupy internautów z danego okresu czasowego? Jeśli to drugie, czy zwykły zjadasz chleba, korzystający z poczty Googla, z Youtuba czy choćby Google Docs ma się o co bać?

    Offtop:
    Ja tu ledwo co przebudzony czytam newsa, następnie komentarze. Widzę, że ktoś czegoś nie rozumie a drugi z marszu go bluzga… wróć! *a drugi grzecznie wyjaśnia o co chodzi! Panowie, przywróciliście mi wiarę w ludzkość. Dzięki!

  13. (…)Chińskiego prawa, są muszą pozostać(…) są muszą ? Polska język trudny

  14. A może “są i muszą”?

    (trzyma kciuki za obsługę htmla)

  15. @middleofdreams: w Polsce to pewnie konkretnych osób, w USA masz PATRIOT Act i National Security Agency dataminującą jak w zbożu. Pewnie w oparciu o międzynarodowe umowy o komunikacji krajów Commonwealth (które wspominane są w związku z ECHELON) różne dane fruwają do UK, Australii itd.

    @Adam: to rozdzielanie Google z Mountain View i Google z Krakowa to dobre prawne ćwiczenie intelektualne, ale Google bardzo chce przestrzegać praw lokalnych byleby bez konfliktów politycznych gładko móc wyświetlać reklamy lokalnym populacjom i udostępnia interfejsy do uzyskiwania danych na temat internautów niezależnie od tego, że accesslogi gromadziłyby się w USA. Pewnie na cryptome.org znalazłoby się jakieś “Google Lawful Spying Guide” precyzujące, jakie dane śledzą, mają, udostępniają, jakich dokumentów do wydania danych wymagają.

  16. można użyć https://ssl.scroogle.org/ i nie mamy nic wspólnego z google? ;)

  17. @Jurgi: ech, lubisz mierzyć i porównywać te promile ;DDD (co do proporcji populacji) Oczywiście rozumiem, o co Ci chodzi, ale pewnie od wielu czynników można by wyprowadzać zależności – wskaźniki przestępczości, liczebność służb porządkowych i ich dywizji wyspecjalizowanych w nowoczesnych technologiach, dominująca religia/system etyczny/system wartości, ilość odwiedzin Google (różnych usług). Bardzo różne liczby można chcieć porównywać w zależności, jaka wiedza jest Ci potrzebna.

  18. @poiu: ta rozdzielnośc bynajmniej nie wystepuje na poziomie przekazywania zyskow :)

  19. Wygląda na to że najbezpieczniej hakować z Afryki ;)

  20. yahoo nic nie udostepnia ,nawet po smierci

  21. yahoo nic nie udostepnia […] Yahoo! jest na sprzedaż, więc to się może zmienić. Co do tego, czy Polska nie prosiła dotąd o nic to mam wątpliwości – w wyniku pozycjonowania swego czasu fraza Kretyn kierowała na pewien zaszczytny adres w sieci, potem z dnia na dzień przestała.

  22. […] I na koniec statystyka: polskie służby i policja sięgają po dane od teleoperatorów 1,3 mln razy w ciągu roku i jak zauważa Siedlecka, tylko policja ma obowiązek niszczyć pozyskane w ten sposób dane, jeśli nie przydadzą się one w trakcie śledztwa. Na marginesie, polskie służby wysyłają także żądania o dane do Google. […]

  23. Tak się zastanawiam, jest jak jest, i może niektóre przypadki da się uzasadnić takiego sięgania danych przez policję (nie bronię – tak tylko sobie rozmyślam). Ale powinien być bezwarunkowy obowiązek poinformowania użytkownika że jego dane zostały gdzieś “udostępnione”. To dałoby trochę poczucia wstydu czy nie wiem czego tam takim służbom które faktycznie sięgają po taką możliwość… A tak nikt nigdy się nie dowie co jakaś tam organizacja o userze sobie bierze…

Twój komentarz

Zamieszczając komentarz akceptujesz regulamin dodawania komentarzy. Przez moderację nie przejdą: wycieczki osobiste, komentarze nie na temat, wulgaryzmy.

RSS dla komentarzy: