21:02
23/12/2013

Oto kolejny odcinek naszego cyklu “poniedziałek z prawnikiem“. W poprzednich odcinkach Jarek Góra udzielał porad związanych z nieautoryzowanym wykonywaniem testów penetracyjnych a następnie odpowiadał na wasze pytania. W tym tygodniu poruszamy temat tzw. “piractwa”.

Na pytania odpowiada Jarosław Góra – prawnik, szef departamentu Nowych Technologii i IP w kancelarii Ślązak, Zapiór i Wspólnicy, autor ipbloga.

Niebezpiecznik: Wiele mówi się o nielegalnych treściach, które internauci ściągają na swój komputer. Kiedyś opisywaliśmy głośny artykuł Policji, w którym funkcjonariusze stwierdzili, że pobieranie filmów jest OK (potem jednak usunęli ten tekst ze swoich stron internetowych). Jak to więc jest, można pobrać filmy albo mp3 z sieci? 

Jarosław Góra: W dużym skrócie – jeżeli pobieranie utworów chronionych prawem autorskim nie odbywa się przy ich równoczesnym rozpowszechnianiu, to takie działanie nie narusza prawa.

Tego rodzaju korzystanie z utworów oparte jest na tzw. dozwolonym użytku prywatnym, zgodnie z którym bez zezwolenia twórcy (uprawnionego z tytułu autorskich praw majątkowych) wolno nieodpłatnie korzystać z już rozpowszechnionego utworu w zakresie własnego użytku osobistego. I nie jesteśmy przy tym zobowiązani do sprawdzania, czy treści, które są w Internecie rozpowszechniane (dostępne) są udostępniane legalnie, czy nie.

Problematyczne mogłoby być jednak np. pobieranie filmów, które nie są jeszcze dostępne (np. jeszcze przed premiera na DVD, czy on-line) – wtedy bez żadnego sprawdzania powinniśmy wiedzieć, że treści zamieszczono nielegalnie.

Rozpowszechnianie generalnie nie mieści się w granicach dozwolonego użytku, jeśli udostępniamy utwór poza krąg osób pozostających z nami w związku osobistym. Z tych względu przy ściągania treści z Internetu problematyczna może być technologia p2p (torrenty itp.). Warto zwrócić również uwagę na to, że inaczej sprawa wygląda w przypadku programów komputerowych, z których nie można korzystać bez odpowiedniej licencji przypisanej do programu.

Co nam grozi za pobieranie muzyki z sieci?

Dopóki pobieranie muzyki, filmów, książek itp. odbywa się bez ich rozpowszechniania, nic nam nie grozi.

A może taką pobraną mp3 trzeba skasować po odsłuchaniu?

Żaden przepis nie nakazuje kasować plików z muzyką, filmami itp. ściągniętych z Internetu. Dopóki nie wykraczamy poza ramy dozwolonego użytku możemy przechowywać pliki na naszym dysku.
 
Jaka jest różnica pomiędzy pobieraniem muzyki i filmów a oprogramowania?

Podstawowa różnica polega na tym, że z utworami muzycznymi i filmami można się zapoznać, bez konieczności uzyskania zgody uprawnionego z tytułu praw autorskich. Natomiast korzystanie z programu komputerowego lub gier wymaga najczęściej nabycia odpłatnej licencji.

Samo ściąganie muzyki i filmów mieści się w dozwolonym użytku prywatnym, natomiast pobieranie oprogramowania już nie. Już bowiem samo uzyskanie programu komputerowego bez zgody osoby uprawnionej (bez odpowiedniej licencji) stanowi przestępstwo z art. 278 § 2 kodeksu karnego.

Komu zatem możemy udostępniać pobrane z internetu utwory?

Dozwolony użytek prywatny (osobisty) obejmuje korzystanie z pojedynczych egzemplarzy utworów przez krąg osób pozostających w związku osobistym, w szczególności pokrewieństwa, powinowactwa lub stosunku towarzyskiego. Problemy sprawia interpretacja tej ostatniej grupy, a więc osób pozostających w stosunku towarzyskim. W uproszczeniu osoby z tego kręgu muszą się znać i utrzymywać kontakt.

Na koniec, lekko przestrzegając użytkowników przed “naginaniem prawa” wskażmy kilka sygnatur wyroków, w których ktoś odpowiadał za przestępstwa, o których dziś rozmawialiśmy.

Wyrok Sądu Apelacyjnego w Krakowie z dnia 8 lipca 2009 r. II AKa 98/09
Wyrok Sądu Apelacyjnego w Katowicach z dnia 24 stycznia 2013 r. II AKa 495/13

Jarosław Góra

Jarosław Góra

Jarosław Góra, absolwent UJ, fascynat kwestii związanych z twórczością i nowymi technologiami. W pracy zawodowej rozwija specjalizację IP oraz zajmuje się prawem funkcjonującym w otaczającej nas cyberprzestrzeni i kwestiami związanymi z dowodami elektronicznymi i informatyką śledczą. Stara się burzyć utarty do przesady poważny i nudny obraz adwokata.

PS. Standardowo, jeśli macie jakieś pytania związane z poruszoną tematykę — zapraszamy do ich zadawania w komentarzach. Postaramy się za tydzień zrobić “dogrywkę” :-)


Przeczytaj także:



125 komentarzy

Dodaj komentarz
  1. co jeśli pobieramy muzykę a potem umieszczamy jej w swojej własnej chmurze? np w Google Music? pliki wtedy nie są już fizycznie tylko na moim dysku ale niejako udostępnione dalej z tym, że teoretycznie tylko ja mam do nich dostęp z różnych urządzeń.

    • Musi wypowiedzieć się prawnik, ale na pewno znaczenie ma czy plik jest udostępniony publicznie, czy też nie. Teoretycznie właściciel praw autorskich może się czepić faktu udostepnienia (choć w tym wypadku tylko dla siebie na różne urządzenia). Oczywiście w przypadku zakupu plików w iTunes lub Google Play Music i innych podobnych serwisach nie ma tego problemu. Słyszałem też, że w iTunes można wgrać do chmury iCloud zawartość swoich płyt (po co drugi raz płacić w iTunes Store mając już kupioną legalnie płytę), ale tu nie widzę problemu, bo w iCloud udostępnia się dane tylko dla siebie (w tym przypadku głównie dla urządzeń Apple i ewentualnie programu iTunes na PC).

    • Ja swoje pliki trzymam na chomiku (dziala w sumie jak
      chmura wiec czemu nie, tylko nie wspolpracuje z urzedzeniami) i
      kilka moich plikow wydawcy sie uczepili i za zaznaczone czerwonym
      kolkiem C ze plik jest dalej na moim koncie ale inni go nie widza,
      robi sie to automatycznie jak chomikuj dostanie jakies oskarzenia
      od wydawcy,

  2. Posiadam dajmy na to własną strone WWW i baze danych z użytkownikami.
    Czy jeżeli sprzedam E-maile tych użytkowników,to coś mi grozi?

    • Adresy e-mail to są dane osobowe. Jeśli użytkownicy nie wyrazili zgody na ich sprzedaż jest udostępnianie ich danych bez ich zgody co jest przestępstwem.

      Przynajmniej z tego co wiem.

    • @Robert, chyba jednak nie.
      Z tego co ja wiem, to sam adres email nie jest traktowany jako “dane osobowe”.

    • Adres email nie musi być daną osobową, bo np.
      stokrotka@wp.pl nie koniecznie pozwala (bez nadmiernych nakładów)
      zidentyfikować właściciela tego adresu, z drugiej strony np.
      jan.kowalski@jakaśfirma.pl już jak najbardziej identyfikuje osobę.
      A zatem w ogólności zbiór emaili powinien być traktowany jako zbiór
      danych osobowych. Inny przykład (z tą samą “stokrotką”) – jeśli po
      wpisaniu “stokrotka@wp.pl” do google wyświetli mi się na pierwszym
      miejscu profil na naszej klasie Anny Kowalskiej z Siemiatycz
      Śląskich, to też w myśl przepisów należy to uznać za daną osobową
      (bo pozwala na zidentyfikowanie konkretnej osoby, bez nadmiernych
      kosztów).

    • jan.kowalski@costam.pl też nie jest daną osobową. Jest “milion Janów Kowalskich”. Dane osobowe to takie, jednoznacznie identyfikujące – np. Imię Nazwisko Adres lub Imię Nazwisko PESEL etc.

    • @BloodMan Matja ma rację. Jest od zatrzęsienia Janów
      Kowalskich to prawda, ale tylko jeden Jan Kowalski może mieć e-mail
      jan.kowalski@ziom.pl i to jak najbardziej są dane osobowe, gdyż te
      dwie informacje określają konkretną osobę w myśl art. 6 ustawy o
      ochronie danych osobowych. W przypadku takiego adresu e-mail
      najbezpieczniej założyć, że posiada się dane osobowe. Poza tym samo
      imię i nazwisko nie są danymi osobowymi, ponieważ nie określają
      tożsamości konkretnej osoby w myśl przepisu art. 6 ustawy o
      ochronie danych osobowych, nie są także danymi osobowymi sam adres,
      bo pod wskazanym adresem może mieszkać kilka/kilkanaście osób. Inna
      sytuacja jest gdy mammy imię i nazwisko + adres wtedy jak
      najbardziej mamy do czynienia z danymi osobowymi. Identyczna
      sytuacja jest z adresem e-mail. Tak długo jak zawiera pełne imię i
      nazwisko należy przyjąć, że są to dane osobowe ;)

  3. Czyli jeśli ja posiadam grę legalnie zakupioną w pudełku a następnie stracę i nośnik gry i całą dokumentacje z nią związaną (np pożyczyłem koledze a on zgubił, nie oddał) a nie posiadam paragonu to gdy pobiorę tą samą grę i scrackuje to grozi mi odpowiedzialność karna?

    • 1. Jeśli pożyczyłeś to chyba nie jesteś właścicielem
      2. Crackowanie to jest modyfikowanie bez zgody autora co jest niezgodne z prawem nawet jakbyś miał grę przy sobie w pudełku.

    • Jeśli straciłeś dokumentację to nie udowodnisz, że miałeś te grę.

  4. A co z tzw. ‘crackami’, czyli ominięcie potwierdzenia oryginalności jakiegoś oprogramowania?

    • z crackami sprawa mysle ze dosc prosta, bo pewnie jest paragraf ktory mowi o modyfikowaniu softu celem uzyskania licencji or smth like that.
      ALE
      co z keygenami lub emulatorami serwerow licencyjnych? – one nie modyfikuja aplikacji…
      i moje drugie pytanie co z mod’ami do appek/gier, w licencji na ktora sie zgadzamy, czesto jest zapis o niemodyfikowaniu danej aplikacji/gry. Czy to oznacza ze coffee mod do gta podchodzi po paragaf z KK? ;)

    • Crackowanie to modyfikacja programu, więc to jest zabronione (łamanie licencji).

  5. A co jeśli korzystam z torrenta na autoryzowanym trackerze do którego dostęp ma określona grupa na podstawie zaproszeń. Utrzymujemy stosunki towarzyskie i jesteśmy siecią znajomych?

    • Nadinterpretacja typu “kocham cały świat”. Nie przejdzie nawet jak sędziemu czołg po nosie pojedzie. Nie chodzi o stosunki towarzyskie – tylko o najbliższe. I nie udowodnisz (w razie co) że ich znasz prywatnie.

  6. Nie piracę, wszystko mam za free bo korzystam z otwartej kultury :D

  7. Co z serwisami typu Chomikuj.pl lub Dropbox? Teoretycznie chomikuj to internetowy dysk, jednak można też z niego pobierać pliki od innych użytkowników. Jak to wygląda od strony prawnej?

    • Czytanei ze zrozumieniem – jeśli dostęp poza tobą do tych materiałów mają inne osoby (poza wymienionymi w artykule) to niczym się to nie różni od P2P. W skrócie – mogą cię ścigać i bekniesz za to.

    • @Torwald, czytaj ze zrozumieniem, pobieranie z chomika niekoniecznie musi oznaczać dodawanie do własnego chomika.

    • Pobieranie jest ok, udostępnianie już nie. Nie wiem jakby to było gdybyś udostępnił i napisał że pobrać może tylko XXX, YYY (np. rodzeństwo), to czy wtedy jak ktoś inny to pobierze to chyba łamie twoje zasady, a Ty nie udostępniasz czy coś…

    • @Robert
      Spodziewałbym się jednak zarzutów, bo samo napisanie, że pobrać mogą określone osoby nie gwarantuje, że inni tez nie pobiorą. musiałyby być podjęte inne kroki np. widoczność pliku jedynie dla uprawnionej osoby X lub wymóg podania kodu, który tylko ona zna. Nie wiem, czy Chomikuj taka opcje udostępnia. Prywatny FTP z loginem i hasłem znanym tylko znajomym już prędzej ogranicza dostęp (są rutery z możliwością podłączenia nośnika do gniazda USB i konfiguracji prostego serwera FTP).

      Zasadniczo jednak byłby problem z udowodnieniem, że udostępniasz plik jedynie osobom, z którymi masz bliskie kontakty towarzyskie i pewnie w razie sprawy o nielegalne udostepnienie plików w jakiś sposób musiałbyś tę bliskość udowadniać. Inaczej każdy mógłby się tłumaczyć utrzymywaniem kontaktów towarzyskich po udostepnieniu plików osobie ledwo poznanej na fejsie, a w praktyce nawet nie widzianej w rzeczywistości.

  8. Kochany Niebezpieczniku, piractwo wygląda tak:
    http://www.youtube.com/watch?v=llR8NafXp8k

    • +1

      Naruszanie praw autorskich to nie piractwo!

    • (Y)

      Poza tym – bardzo nie podobają mi się tłumaczenia w rodzaju “zgubiłeś fakturę, będziesz musiał udowadniać że masz licencję”.

      A czy przypadkiem to nie mi mają w takiej sytuacji udowodnić że nie mam licencji? To nie jest żadne wymyślanie. Co na przykład z udostępnionym niedawno przez pewien sklep za darmo Falloutem 1 i 2?. Mam licencję? Mam. Nie mam faktury? Nie mam. Jak mam udowodnić że pozyskałem program zgodnie z prawem?

  9. Ja mam pytanie odnośnie filmów/seriali.
    Ekspert pisze: “Problematyczne mogłoby być jednak np. pobieranie filmów, które nie są jeszcze dostępne (np. jeszcze przed premiera na DVD, czy on-line) – wtedy bez żadnego sprawdzania powinniśmy wiedzieć, że treści zamieszczono nielegalnie.”

    Mówimy o premierze w dowolnym miejscu na świecie ? Bo w większości przypadków premiery mają miejsce dużo wcześniej w USA niż u nas. Często w Polsce wcale się nie pojawiają…

    • Jeśli ściągasz w języku/wersji która miała już premierę gdziekolwiek, jest ok. Co innego jeśli ściągniesz np. polską wersję filmu, który miał premierę obcojęzyczną, ale wersja polska jeszcze się nie ukazała. Wówczas jest to nielegalne.

    • Jeśli polonizacja nie jest oficjalna,a produkt ukazał się poza polską to jest ok. Chyba że jest to coś coś oficjalnego co dopiero ma mieć premierę.

    • Nawet jeśli polonizacja jest “nieoficjalna”, ale nie ukazała się jeszcze – nie jest ok. “Oficjalność” nie ma tutaj nic do rzeczy, daty ściągnięcia i publikacji mają.

  10. A propos torrentów. Nie wolno udostępniać całego utworu – to wiadomo. Ale podczas pobierania automatycznie udostępnia się jego fragment – czy to też jest zabronione? Przecież taki fragment jest bezużyteczny.

  11. A co z tworzeniem publicznej playlisty na serwisie YouTube? Dajmy na to utworzę sobie tam playlistę z ulubionymi utworami, która będzie publiczna. Utwory udostępnił ktoś inny (mam nadzieję że legalnie, ale pewny nie jestem) ja ich tylko skompletowałem. Wiem, że YouTube przeszukuje filmiki w poszukiwaniu tych z nielegalną muzyką, ale jeśli w playliście znajdzie filmik, którego autor nie ma licencji? Czy mi jako autorowi playlisty (ale nie autorowi filmiku) może coś grozić?
    Pozdrawiam

    • Playlista to nie utwór, więc chyba jest ok.

    • Co do jednego nielegalnego utwory – najwyżej wyciszą/skasują ten jeden utwór, a playlistę zostawią.
      Znam taką playlistę z wyciszonym jednym lub dwoma utworami. W przypadku wyciszenia głupio się to słucha, bo masz (czyjąś, bo ze swojej takie wywalisz) playlistę, słuchasz, słuchasz, a w którymś momencie parę minut ciszy, a potem kolejny utwór i normalnie już (oczywiście można przewinąć, ale wtedy trzeba przerwać to, co się akurat robi).

  12. Mnie bardzo interesuje podstawa prawna (i czy jest ona solidna) na której swoją działalność opierają takie serwisy jak iitv info czy weeb tv. W sprawie np. iitv, to nie hostują plików na swoich serwerach, tylko linkują do zewnętrznych serwisów, ale mimo wszystko dosyć podejrzane (linkowanie do pirackich treści)? A może jestem przewrażliwiony? W przypadku weeb.tv jednak mamy już do czynienia z rozbudowana architekturą i sporymi kosztami. Podejrzewam, że za weebtv stoi jakaś duża medialna korporacja i po prostu testuje nowy sposób dotarcia do klienta. Bo nie widzę innego sposobu, żeby tak długo serwować treści bez odpowiednich licencji. W każdym razie chętnie się dowiem, co na to przepisy prawa i dotychczasowe wyroki. Dzięki z góry ;)

  13. Przydałoby się żeby termin “rozpowszechnianie” został dokładnie określony, bo co w sytuacji gdy pobieram film mający np. 4,7GB poprzez torrenty z ograniczoną prędkością wysyłania, w efekcie udostępniając nie więcej niż kilka MB, czy to już jest rozpowszechnienie, nawet jeśli materiał udostępniony przez nas do niczego się w praktyce nie nadaje?

    • nie ważne czy te kilka mb się do czegoś nada, przyczyniasz się do rozpowszechniania więc resztę sobie dopowiedz

  14. Czy fakt uiszczenia opłaty (np. wykupienie konta premium w serwisie) zmienia cokolwiek w kwestii legalności ściągania bez udostępniania?

    • Jeżeli płacisz za pobieranie to jest już paserstwo a na to
      są paragrafy.

  15. Co ze sporzadzaniem lub sciaganiem napisow do filmow? Czy udostepnienie polskiego tlumaczenia ktore sam sporzadzilem (bez samego filmu, tylko napisy) tez jest nielegalne? Czy sciaganie napisow tak jak w przypadku samych filmow tez jest legalne?

    Czy jezeli nie udostepniam filmu sam, ale np. na mojej stronie zamieszczam publicznie dostepne linki do plikow (zamieszczonych w sieci przez kogos innego) to popelniam przestepstwo? Czy skala tego zjawiska ma znaczenie? np. Link do jednego filmu ktory np. bardzo lubie bedzie traktowany inaczej niz baza danych linkow zawierajaca tysiace utworow (sa takie strony).

    • Jeśli zrobiłeś tłumaczenie ze słuchu to jest to legalne, a Ty jesteś autorem i możesz robić co chcesz z tym.

    • @Robert
      Jeżeli chodzi o tłumaczenia to prawa autorskie ma jedynie osobiste.
      Prawa do utworu (czyli “tego, co jest w jakiś sposób zapisane”) nadal należą do autora filmu/scenariusza.
      Podobnie ma się sprawa z opracowaniami i streszczeniami książek.

  16. Chciałem zapytać jak sprawa się ma ze stronami typu exsite.pl, megawarez.eu. peb.pl czy podobne, które w zamierzeniu nie umożliwiają z nich pobieranie jakiś plików, tylko oferują możliwość wstawiania przez użytkowników linków do przeróżnych hostingów w celu ściągnięcia przez użytkownika filmów, plików pdf, książek, płytki windowsa itp. jako tzw. kopie zapasowe tych plików, programów… z wspomnianych hostingów. Czy działalność takiej strony jest nielegalna, narusza jakieś przepisy? To jest jakaś śliska sprawa, czy ok? (Wiadomo, gdy np. ktoś wystąpi z prośbą, że zamieszczone tam linki trzeba usunąć to się je wywali będąc adminem tej strony).
    A po II – swoją drogą – osoby zamieszczające te tzw. kopie programów, gier itp. są chyba w gorszej sytuacji, bo są uznawani za tych co rozpowszechniają dane pliki na rożnych hostingach, czyli łamią prawo, prawda?

  17. Pytanie: Jeżeli ktoś pobierze przez www plik mp3 bez udostępniania i tylko na własny użytek bez wiedzy czy jest legalny czy nie, a później dostanie informacje z kancelarii że nielegalnie pobrał i albo pójdzie na ugodę i zapłaci albo będzie wezwanie do sądu, to gdzie będzie rozprawa sądowa, jeżeli firma mająca prawa autorskie jest z Ameryki?

    • W takiej sytuacji zalecałbym nie robić nic. Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych takie działanie kancelarii prawnych (polegające na wysyłaniu wezwań do zapłaty za utwory nielegalnie rozpowszechniane – nacisk na rozpowszechnianie, bo pobieranie jest dozwolone tak długo jak ich nie udostępniasz) uznaje za niezgodne z prawem. Jest to socjotechnika oparta na szantażu: płacisz albo idziemy do sądu. Prawda jest taka, że nadawca takiej wiadomości dysponuje tylko adresem IP i danymi adresowymi (zdobytymi prawdopodobnie podobnymi metodami co w wezwaniu do zapłaty), a trzeba udowodnić, że to konkretna osoba naruszała prawa autorskie, a nie zawsze musi być tak, że ten kto narusza prawo autorskie = adresat takiej korespondencji. Dlatego kancelarie idą na łatwiznę i liczą na to, że ktoś ze strachu zapłaci. GIODO zezwala na udostępnienie danych adresowych tylko w sytuacji, gdy kancelaria przedstawi gotowy pozew sądowy, gdzie brakuje tylko danych adresowych pozwanego, oraz wezwanie sądu do uzupełnienia pozwu o brakujące dane (pozew jako pismo procesowe musi spełniać określone warunki z art. 187 kpc. inaczej nie można skutecznie zainicjować postępowania sądowego). W takiej sytuacji Generalny Inspektor ma pewność, że dane są pozyskiwane dla realizacji prawnie usprawiedliwionego celu, o którym mowa w art. 23 ust. 1 pkt 5 ustawy o ochronie danych osobowych. Jeśli ktoś dostaje samo wezwanie, to należy zakładać, że przetwarzanie danych takiej osoby odbyło się bez udziału GIODO. Kancelaria zapewne uzyskuje dane bezpośrednio od dostawcy usług, bądź za pośrednictwem prokuratora. Ustawa o świadczeniu usług drogą elektroniczną zezwala na udostępnianie danych organom państwowym na potrzeby prowadzonych przez nich postępowań, choć byłoby dziwne wysyłanie wezwań do zapłaty w momencie, kiedy angażuje się prokuratora, który może ścigać przestępstwa przeciwko prawom autorskim na wniosek właścicieli majątkowych praw autorskich. No chyba, że prokurator nie prowadzi postępowania w sprawie przestępstw określonych w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych, a mimo to kancelaria zgłasza się do niego po dane osobowe, a ten je udostępnia. W takim wypadku to się włosy na głowie jeżą.
      Przepraszam, że się rozgadałem, wracając do Twojego pytania. Niezależnie gdzie siedzibę ma podmiot do którego należą majątkowe prawa autorskie, zgodnie z naszym porządkiem prawnym (chodzi w tym momencie o kodeks postępowania cywilnego) sądem właściwym do rozpoznania sprawy jest sąd, na terenie działania którego pozwany zamieszkuje (art. 27 kpc.). No chyba, że będą takie jaja jak w Wielkiej Brytanii, gdzie sąd zezwolił na ekstradycję swojego obywatela do USA za naruszanie praw autorskich. Nie znam finału sprawy, ale dziwić się temu nie przestaję… Niemniej mam nadzieję, że pomogłem ;)

      Jeśli moje wypociny przeczytał Pan Góra to proszę o sprostowanie błędów, jeśli jakieś popełniłem :)

    • @Scio me nihil scire
      No cóż niestety kłaniają się specjalne stosunki UK z USA, choć jak dla mnie nawet to nie tłumaczy wydania lekką ręka obywatela UK do USA, zwłaszcza że nie chodziło o terroryzm. Wychodząc z tematu z tego powodu Roman Polański bał się przyjeżdżać do UK.

  18. Panie Jarosławie, same numery orzeczeń niewiele znaczą, przydałoby się streszczenie i analiza. Ciekawe mnie następujące przypadki:
    1. miałem program legalnie (kupiłem i sprzedałem, etc) pozostał mi na dysku, laptopie itp Dwa przypadki do rozważenia:
    1A. pozostał przypadkiem, nie używam go bo np zmieniłem branżę albo jest mi zbędny
    1B. używam go świadomie
    2. pobrałem program w wersji trial/demo i używam cracka, cofam zegar, reinstaluje windowsa itp
    Ciekawi mnie też warunek zawarty w art. 278 § 2 KK, czytałem jakąś opinię prawnika, że korzyść majątkowa w tym przypadku jest równoznaczna z zyskiem ze sprzedaży takiej kopii.

    • 1A. Odpowiadasz, bo nie masz licencji. 1B. Tak samo. 2.
      Ogólnie jest tak, że jak masz coś za free to oznacza, że nie
      musiałeś zapłacić i to jest Twoją korzyścią.

    • do xxx:
      1A i 1B, ale program został uzyskany zgodnie ze zgodą właściciela praw autorskich, co najwyżej dochodzi to do złamania umowy licencyjnej (odpowiedzialność cywilna) a nie KK.
      2, karnistą nie jestem, dla mnie nie jest to jednoznaczne, znasz jakieś wyroki albo orzeczenia na poparcie swoich słów?

  19. O co chodzi z tymi pojedynczymi egzemplarzami utworów? Co podpada pod podwójne, potrójne, etc korzystanie z utworów? Wiemy już, że można plik dźwiękowy odtworzyć dwukrotnie i więcej razy. Zatem czy łamię prawo:
    – kopiując plik piosenka.mp3 do piosenka2.mp3?
    – konkatenując plik piosenka.mp3 sam ze sobą?
    – trzymając plik piosenka.mp3 na niezdegradowanej macierzy RAID1?
    – odtwarzając pliki piosenka.mp3 i piosenka2.mp3 *jednocześnie* w rodzinnym gronie?
    – kopiując plik piosenka.mp3 do pliku piosenka2.mp3 ucinając 1% utworu na końcu?
    – ściągając 11 z 12-tu utworów z jednej płyty?
    – … i przypadkowo potem dociągając 12-ty?
    – ściągając całą dyskografię danego autora w formacie MP3?
    – wypalając 10000 płyt CD z plikami piosenka.mp3 i piosenka2.mp3?

    • Jeżeli masz na dysku jedną bądź dwie kopie jakiegoś utworu – w takim wypadku nic to nie robi, ponieważ taka czynność nie jest określona jako normalne urzytkowanie.
      Wymieniony punkt raczej odnosi się do sytuacji, gdy np. dany utwór wypaliłeś 20 na płycie CD – nie jest to normalne użytkowanie, ponieważ zazwyczaj jak ktoś takie coś odwala to tylko dlatego, by te płyty sprzedać bądź chociażby rozpowszechnić.

  20. Może tu uzyskam odpowiedź na moje pytanie. Bardzo konkretne. Dotyczy pewnej gry, już lekko starej.
    1. Kupiłem kiedyś w sklepie grę. Konkretnie: “Heroes of Might and Magic III – Shadow of Death”. Gra w polskiej wersji językowej. Wydanie standardowe: płytka, pudełko, instrukcja i w zasadzie tyle.
    2. Grałem dość długo (na marginesie: nadal grywam)
    3. Natknąłem się na nakładkę: Wake of Gods. Nakładka (napisana na początku przez Rosjan) jest darmowa, i rozszerza grę o nowe możliwości, ale aby móc użyć nakładki, trzeba dysponować ANGIELSKĄ (lub rosyjską) wersją językową gry.

    I tu pytanie: Czy jako legalny posiadacz gry w polskiej wersji językowej mam prawo “spiracić” (ściągnąć z internetu) grę w angielskiej wersji językowej i jej UŻYWAĆ wraz z DARMOWYM dodatkiem?

    Pomyślmy logicznie: polska wersja językowa (kupiona legalnie w POLSKIM sklepie) to zlokalizowana (spolszczona) wersja angielskiej gry. Czyli: kupując polską wersję, zapłaciłem zarówno tłumaczom, jak i autorom gry (to drugie pośrednio). Więc moralnie chyba nie powinno to być nic nagannego, wszak doceniłem wszystkich zaangażowanych w to, bym ja mógł kupić produkt. Problem jest taki, że ja potrzebuję specyficznej wersji produktu; specyficznej, bo anglojęzycznej. Teoretycznie mógłbym kupić grę w wersji angielskiej, np. na ebayu. Ale po pierwsze, dla mnie mniej opłacalne (przesyłka kosztuje), a po drugie kupując polską wersję “wynagrodziłem” za pracę więcej osób, niż w przypadku, gdybym kupił tylko wersję angielską.

    Jestem ogromnie ciekaw, jak ten przypadek wygląda pod względem prawnym…

    • A, nadmienię jeszcze bo mi umknęło: w polskich sklepach (takich tradycyjnych) była tylko polska wersja językowa, angielska wersja nie była dostępna.

    • “Pomyślmy logicznie”, “moralnie (…) nic nagannego” — w ogóle źle to rozpatrujesz. Albo traktujesz sprawę logicznie lub moralnie albo prawnie. W Twoim przypadku liczy się tylko prawo państwowe i umowa cywilna (licencja na oprogramowanie). Jeśli je łamiesz, to logika czy moralność nie ma tu nic do rzeczy.

    • Zobacz co na to steam. Jeżeli jest tam Twoja gra, to dodaj swój klucz, zmień język gry na angielski i legalnie zainstaluj wersję angielską. Dla większości gier to działa. Niektóre mają ograniczenia.

    • To zalezt, czy licencja obejmuje tylko wersję polską, czy także angielską. Jeśli tylko wersję polska to moim zdaniem klops i popełnisz przestępstwo ściągając tę samą lewą grę w innym języku.

  21. mam kolekcję płyt z różnymi windowsami. każda płyta jest wierna oryginałowi, tzn. nie jest crackowana lub jakkolwiek modyfikowana. używam ich to instalowania windowsa moim klientom (serwis/pogotowie komputerowe) używając zawsze tylko i wyłącznie legalnego klucza należącego do klienta, np. z nalepki na spodzie laptopa. instaluje oczywiście tylko tę wersję, na którą licencję posiada klient. płyty ściągnąłem z internetu nie udostępniając ich jednocześnie (chomik, fora itp). czy za to coś mi grozi? mogę to robić?

    • Proszę o odpowiedź, również ciekawi mnie ta sprawa

  22. A co z oprogramowaniem do ściągania filmów/muzyki? W szczególności myślę tu o umożliwieniu pobierania materiałów nie zabezpieczonych żadnymi specjalnymi metodami, np. filmów/filmików umieszczonych na stronach w różnych playerach, które nie zabezpieczają materiałów żadnym DRM, ale przykładowo zawierają w kodzie strony pełny link do filmu. Czy program, który umożliwia użytkownikowi na pobranie (lub odtworzenie, ale np. z pominięciem reklam) materiałów np. z jakiegoś portalu informacyjnego lub innej strony może w jakiś sposób naruszać prawo? Myślę o wszelkiej maści dodatkach do przeglądarek, downloaderach o takiej funkcjonalności itp.

    • (IANAL) I tak technicznie ten plik/strumień trafia na Twój komputer (często się nawet cache’uje na dysku), gdy korzystasz z niego zwykłą metodą, więc jeśli downloader byłby nielegalny, to zwykła metoda też powinna. IMO to jak z nagraniem programu TV na VHS — w granicach dozwolonego użytku.

  23. “pobieranie utworów chronionych prawem autorskim nie odbywa
    się przy ich równoczesnym rozpowszechnianiu”: jeżeli JA pobieram
    (od kogoś) to ten KTOŚ rozpowszechnia (bo umieścił to coś
    “chronione” prawem). Byłbym wdzięczny za wyjaśnienie.

    • No i ten “ktoś” popełnia prawdopodobnie przestępstwo, a Ty nie, ponieważ działasz w dobrej wierze i jesteś święcie przekonany, że ściągasz legalnie udostępnione materiały :D

  24. Kupiłem film/serial na DVD w jednym odcinku/ w filmie. W
    tym filmie/serialu jest specjalnie wykonana piosenka (lub remix
    piosenki) nie dostępny nigdzie indziej, nawet na (lub nie ma)
    Płycie z muzyką z filmu. Sytuację są dwie: a)W Filmie jest remix
    innej piosenki, niedostępny na płycie Audio z muzyką z filmu. Jest
    on tylko dostępny jako część ścieżki dźwiękowej filmu, oraz b)W
    jednym z odcinków serialu bohaterowie śpiewają piosenkę specjalnie
    skomponowaną na potrzeby odcinka i nie jest ona nigdzie dostępna,
    kolejnym problem jest, że w odcinku nie ma całości utworu, a są
    jego fragmenty. Czy mogę w punkcie “A” wyciąć z filmu fragment
    ścieżki dźwiękowej i słuchać do celów prywatnych takiej piosenki
    oraz czy mogę w punkcie “B” powycinać fragmenty piosenki, złączyć w
    całość i słuchać dla celów prywatnych jako cała piosenka. Czy ma
    znaczenie, że płyty kupiłem za granicą i a niektóre filmy nie mają
    wersji polskiej i nie były wydane w Polsce. —– Kolejne pytanie
    to sama kwestia kupowania filmów za granicą. Kupuje filmy za
    granicą i oglądam te filmy w oryginalnej wersji dźwiękowej. Jednak
    nie wszyscy w rodzinie znają ten język. I część filmów chciałbym
    “stuningować” tworząc na potrzeby własne płytę DVD z filmem oraz
    polskimi napisami, oraz w razie możliwości tam gdzie jest to
    możliwe (była emisja filmu w PL.TV i mam zgrany film) storzyć kopię
    filmu, z polskim audio. (Może posiadanie kopii filmu na DVD z np.
    Canal+ jest legalne samo w sobie?) —– Ostatnie ode mnie pytanie.
    Mam własny serwer Media Center, czy posiadając legalne płyty DVD z
    filmami oraz muzyką. Mogę na komputerze Media Center zrobić kopię
    tych filmów i następnie oglądać je z takiej komputerowej mediateki.
    System posiada funkcję udostępniania filmów, ale może je oglądać
    ograniczona liczba osób. (np. Rodzice + Ja. Ja, mieszkam również w
    osobnym mieszkaniu i muszę przez internet “streamować” te filmy).
    Pozdrawiam, I dziękuje za ew. odpowiedzi. P.S. Przy okazji:
    “Wesołych Świąt!”

  25. A co jeśli udostępnię publicznie link do strony (nie mojej) zawierającej treści nielegalnie udostępnione?

    • Obawiałbym się, że znalazłby się sędzia, który uznałby, że
      samo linkowanie to już udostępnianie. Tak było w wyroku Sądu
      Apelacyjnego w Krakowie z dnia 20 lipca 2004r. (I ACa 564/04, TPP
      2004/3-4/155). Sędzia uznał tam, że “zachowanie strony pozwanej
      (zamieszczenie linku do witryny, na której znajdował się wizerunek
      powódki) spełniało zatem cechy publicznego udostępnienia tego
      wizerunku”.

  26. Bazy danych osobowych – kiedy zgłąszać do GIODO? Czy mam
    zgłaszać jeśli mam: – forum dla zawodników sportowych i każdy
    użytkownik przedstawia się z Imienia, Nazwiska i numeru licecji
    (wymóg forumowy) – zapisy internetowe do turnieju biorąc od ludzi
    imię, nazwisko, nr licencji – listę mailingową z publicznie
    dostęoną listą użytkowników wraz z imionami i nazwiskami

    • IANAL, ale raczej tak. Znam interpretacje że e-mail to już dana osobowa, nie mówiąc o Imieniu i Nazwisku i unikalnej licencji.

      Dodam też że oprócz zgłoszenia musisz spełnić idiotyczne wymogi zapisane w ustawie ;)

  27. W artykule napisano, że korzystanie z pirackiego oprogramowania jest nielegalne, a czy nielegalne jest posiadanie pirackiej kopii, która nie została zainstalowana? Licencja dotyczy korzystania z oprogramowania, a więc tej kopii jeszcze nie dotyczy.

    • Czytaj ze zrozumieniem. W artykule jak byk stoi: “samo
      *uzyskanie* programu komputerowego bez zgody osoby uprawnionej (bez
      odpowiedniej licencji) stanowi przestępstwo”. Co w tym zdaniu
      wymaga wyjaśnienia?

    • Samo posiadanie jest nielegalne bez znaczenia jest to czy
      korzystasz.

    • Akurat w tym miejscu artykułu pojawiła się nieprawda.
      Wspomniany art. 278 § 2 kodeksu karnego mówi: “§ 2. „ (…) karze podlega, kto bez zgody osoby uprawnionej uzyskuje cudzy program komputerowy w celu osiągnięcia korzyści majątkowej.”
      Więc, śmiało, można pobierać i trzymać na dysku instalki wszystkich programów.
      Inna sprawa to używanie tychże.

    • Skoro tak jest, to i używanie jest dozwolone – o ile nie w celu uzyskania korzyści majątkowych. ;d
      No chyba że ktoś mi wmówi że uruchamiając photoshopa zarabiam pieniądze – pytanie gdzie one są i dlaczego nie mam do nich dostępu ;p
      Oddawać moją kase!

  28. Panie prawniku, szkoda że nie odniósł się pan do art. 35
    ustawy, który mówi, że dozwolony użytek nie może “godzić w słuszne
    interesy twórcy”, bo to dość szerokie sformułowanie (podobnie jak
    stosunek towarzyski). I żeby było pytanie: czy słyszał pan, aby
    komukolwiek, kto pobierał już rozpowszechnione utwory z sieci,
    zarzucono godzenie w słuszne interesy twórcy? Zaznaczam, że chodzi
    wyłącznie o pobieranie, bez rozpowszechniania, bez P2P.

    • Nie musiał ;) Przepis brzmi: “Dozwolony użytek nie może naruszać normalnego korzystania z utworu lub godzić w słuszne interesy twórcy.” Przepis jest skonstruowany za pomocą alternatywy “lub”. Oznacza to, że jedna z sytuacji musi być spełnionych, aby korzystać z dozwolonego użytku. Czyli tak długo jak nie przekroczysz normalnego korzystania z utworu, nie musisz się przejmować godzeniem w słuszne interesy twórcy. Inna sytuacja byłaby gdyby przepis wyglądał tak: “Dozwolony użytek nie może naruszać normalnego korzystania z utworu i godzić w słuszne interesy twórcy.” W takiej sytuacji mielibyśmy do czynienia z koniunkcją i oba te elementy musiałby być spełnione łącznie (normalne korzystanie z utworu i niegodzenie w słuszne interesy autora). Nie trzeba być orłem, żeby domyślić się, że taki zapis eliminowałby możliwość stosowania dozwolonego użytku ;)

  29. Wobec tego, z jakiego tytułu ZAIKS chce (i prawdopodobnie
    będzie) pobierał haracz od smartfonów i tabletów za słuchanie na
    nich muzyki, lub oglądanie filmów?

    • Z takiego samego tytułu, z jakiego pobiera opłaty od płyt, dysków twardych, kserokopiarek, skanerów ;) To są meandry romansów organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi i Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Niech mnie ktoś poprawi jeśli się mylę.

    • @ Scio me nihil scire – nie myslisz sie, probuja dostosowac przepis dot. ‘czystych nosnikow’ (ktory sam w sobie jest absurdalny) do zmieniajacego sie rynku. Co jest dosc smieszne, idac tym tropem, do ceny nozy kuchennych na poziomie ustawodawczym, powinna byc doliczana oplata abonamentowa od producentow nozy dla NFZ, bo przeciez mozna takim nozem komus obciac palec ;)

  30. Jeszcze torrenty. Ponieważ plik (dowolny) to udostępnianie jednego bitu (dajmy na to 1) jest udostępnianiem fragmentu KAŻDEGO dowolnego utworu (nie tylko takiego, ktory jest przed premierą, ale nawet tych jesszcze nie nakręconych…) – i można za to beknąć?

    • Moim zdaniem udostepnienie nawet fragmentu to już przestępstwo. Także torrentów raczej nie radzę używać i firmy robią słuznie blokując ruch torrentowy, żeby pracownicy nic nie ściągali jednocześnie udostępniając choćby tylko mały fragment.

  31. Dla upewnienia: taką legalnie ściągniętą muzyką, dzięki zasadzie dozwolonego użytku, mogę dzielić się ze znajomymi? Jeśli tak, to jak zdefiniowana, jeśli w ogóle, jest znajomość? Są np. osoby, które znam “przez internet” od ~10 lat, nie widziałem ich na oczy, a są mi bliższe niż koledzy z liceum.

  32. Ja też za bardzo nie rozumiem pojęcia “przy jednoczesnym rozpowszechnianiu”. Przecie można na torrentach pobierać pliki i nie wysłać przy tym ani jednego bita. Co w takim przypadku? W jaki sposób dowieść czy wysłałem cokolwiek komukolwiek? Co w przypadku gdy nie mam danego dzieła na dysku? Ktoś mnie oskarża, że udostępniałem coś ale nie jest w stanie wykazać, że kiedykolwiek znajdowało się to na moim dysku?

    Druga sprawa, jeśli wyślę komuś szereg bitów, to czemu ktoś trzeci rości sobie prawa do nich? Bity w plikach są jak słowa w tekście — jest pewne, że im mniejsza część pliku tym występuje gdzieś w innych materiałach, przykładowo, załóżmy że mamy 2 bity danych i ktoś rości sobie prawa do… ułożenia tych dwóch bitów w jakiejś kolejności, bo ma dzieło o długości dwóch bitów, do którego zastrzegł sobie prawa autorskie. Teraz ja przesyłam komuś większy plik, nawet mojego autorstwa i przecie on może, i jestem zdania że zawiera, ciągi 01, 10, 00, 11. Czy jeśli prześlę komuś plik zawierający, dajmy na to, ułożenie 00, do którego kolo sobie rości prawo, to zostanę oskarżony o nielegalne kopiowanie czyjegoś dzieła? To się tyczy głównie rozpowszechniania części pliku, przykładowo, mam udostępniony plik chroniony prawem autorskim (na torrencie) i ktoś pobierze ode mnie tylko 2 bity danych. Czy to jest piractwo? Jeśli tak to z powodzeniem można oskarżyć każdego człowieka o nielegalne posiadanie danej sekwencji bitów. No bo skoro ktoś twierdzi, że złamałem prawo wysyłając komuś jakieś dane, znaczy że rości sobie prawo do konkretnej sekwencji bitów.

    Co w przypadku usunięcia nagłówków danego pliku, co czyni dane nieczytelnymi — zwykły zlepek zer i jedynek, podobny do tego z /dev/urandom ? Czy w przypadku udostępniania takiej zawartości podlega to czemuś?

    Na jakiej zasadzie się określa czy ktoś rozpowszechnia utwór chroniony prawem autorskim? Po sumach kontrolnych plików? Po zawartości dysku? Po nazwie pliku? Po sekwencji bitów przesłanych przez sieć? Po podłączeniu się do trackera na torrencie? Po pokazaniu listy plików, które mamy na dysku i jesteśmy w stanie przesłać, niekoniecznie to robiąc?

  33. W artykule czytamy: “Samo ściąganie muzyki i filmów mieści się w dozwolonym użytku prywatnym, natomiast pobieranie oprogramowania już nie. Już bowiem samo uzyskanie programu komputerowego bez zgody osoby uprawnionej (bez odpowiedniej licencji) stanowi przestępstwo z art. 278 § 2 kodeksu karnego.”

    A tymczasem wspomniany §2 brzmi: „Tej samej karze podlega, kto bez zgody osoby uprawnionej uzyskuje cudzy program komputerowy w celu osiągnięcia korzyści majątkowej.”

    Więc może szanowny pan prawnik najpierw przeczyta akt prawny na który się powołuje, zamiast siać zamęt.

    • Czytaj ze zrozumieniem ;)

  34. Kupując grę lub sam klucz przez internet muszę mięć dowód zakupu, co jesli nie mam rachunku?

  35. Pan ekspert sam sobie przeczy

    “I nie jesteśmy przy tym zobowiązani do sprawdzania, czy treści, które są w Internecie rozpowszechniane (dostępne) są udostępniane legalnie, czy nie.”

    A tuż pod:

    “Problematyczne mogłoby być jednak np. pobieranie filmów, które nie są jeszcze dostępne (np. jeszcze przed premiera na DVD, czy on-line) – wtedy bez żadnego sprawdzania powinniśmy wiedzieć, że treści zamieszczono nielegalnie.”

    Czyli rozumiem co do cytatu 2, jeżeli wiemy, że coś jest zamieszczone nielegalnie to łamiemy prawo, inaczej nie wiedzę sensu w drugim cytacie, a bezpośrednio przeczy on pierwszemu, który mówi jak byk, że nic nas to nie musi obchodzić.

    Piszę to dlatego gdyż uważam, że pan ekspert się myli, jak większość w naszym kraju i jeżeli chodzi przynajmniej o filmy to ich pobieranie jest nielegalne.

    Ustawa mówi o rozpowszechnieniu, które musi być legalne, o czym sugeruje też cytat 2, no to film aktualnie w kinie nie jest rozpowszechniany inaczej, bynajmniej publicznie, to prywatny seans za pewną kwotę.

    Wobec czego wszelkie jego pozyskanie z internetu automatycznie implikuje to że jest nielegalny, zwłaszcza wersje CAM i podobne.

    Publiczne legalne rozpowszechnienie filmu następuje tylko w publicznej tv zazwyczaj kilka lat po premierze kinowej, jedynie taki film podpada pod ustawę i możliwość legalnego jego ściągnięcia z internetu z uwagi na to, że każdy mógł go nagrać.

    Natomiast wszelkie inne rozpowszechnienie jest nielegalne i niepubliczne, jak wersja CAM, SCR, rip br/dvd, zgranie z płatnej tv sat, wersja cyfrowa płatna, to wszystko nielegalne albo PRYWATNE rozpowszechnienie.

    Niech mi ktoś nie mówi, że jak film jest w kinie to można go piracić ile wlezie, nawet jak to jest wersja CAM, bo go rozpowszechnili, nie można i ustawa jasno o tym mówi, gdyż w takiej sytuacji jak i tych co wymieniłem żaden materiał nie jest rozpowszechniany publicznie przez właściciela praw do filmu – tym samym wszelkie inne formy są nielegalne.

    Cała ta ustawa ma sens właśnie tylko w takim przypadku, gdy podmiot mający prawa do licencji decyduje się rozpowszechnić materiał publicznie, wtedy wszystko gra, muzykę możemy pobierać, bo leci w radiu, tv, każdy może to nagrać, więc można i równie dobrze pobrać wersję która ktoś nagrał, wyręczył nas, tak samo z filmem w tv publicznej, każdy mógł go zobaczyć i sobie nagrać, to ma wtedy sens.

    Kompletnie nie ma sensu ściąganie CAMa lub dowolnie innej nielegalne pozyskanej wersji lub udostępnianej tylko prywatnie (za opłatą) i twierdzenie, że jest to legalne i publiczne, bo nie jest, to absurd, wydawca na pewno na takie coś się nie zgodził, to jest pozbawianie go zysków, ktoś by napisał kolokwialnie “kradzież”, no, ale oglądanie czyjejś pracy nie płacąc mu na to wskazuje.

    Filmy są opcjonalne, że kogoś nie stać na kino/tv sat/bluray to żaden argument, po prostu nie oglądajcie.

    Czy pan ekspert może się do tego odnieść i dodatkowo dlaczego w naszym kraju ustawa ta jest maksymalnie wypaczana na korzyść piratów?

    Dlaczego tłumaczy się to tak, że ustawa to właściwie przyzwolenie na “okradnie” twórców filmu od momentu jego dowolnej publikacji, choćby za opłatą w kinie?

    Czy nie sądzicie, jeżeli się mylę co do ustawy, że jest ona po prostu chora i nieuczciwa, jak wy byście się czuli gdybyście wykonali pewną pracę na której chcecie zarobić, a duża cześć po prostu by wam ją “ukradła” i nie zapłaciła nic.

    To tak jakby piekarz upiekł chleb, a ludzie by przychodzi i go brali za darmo, i piekarza i wytwórnię filmową wytworzenie produktu kosztowało czas i pieniądze, a wy chcecie zasłonić się ustawą, aby nie płacić.

    Panie ekspercie, co pan na to?

    • Łuuh wyszedł z tego niezły bełkot, bo naprawdę nie
      poukładałeś swoich myśli przelewając je do formularza tego postu…
      Pan Góra nie zaprzecza sobie. Dozwolony użytek pozwala na pobranie
      utworu i nie nakłada obowiązku badania legalności udostępnienia
      utworu przed jego pobraniem. Pan mecenas zaznaczył jednak sytuację
      w której np. polski film mający premierę 31 grudnia 2013 ląduje na
      dyskach różnych osób 10 listopada 2013, co może stanowić pewien
      wyjątek. Choć przyznam się, że o niczym takim nie słyszałem ani nie
      wyczytałem. Wobec tego jeśli Pan Góra czyta mój komentarz, to
      chciałbym poznać podstawę prawną zakazywania mi pobrania utworu nie
      będącego aplikacją (bez jego jednoczesnego udostępniania) nawet
      jeśli jego oficjalna premiera ma miejsce później niż jego ukazanie
      się w sieci. Z góry dziękuję. “Piszę to dlatego gdyż uważam, że pan
      ekspert się myli, jak większość w naszym kraju i jeżeli chodzi
      przynajmniej o filmy to ich pobieranie jest nielegalne. Ustawa mówi
      o rozpowszechnieniu, które musi być legalne, o czym sugeruje też
      cytat 2, no to film aktualnie w kinie nie jest rozpowszechniany
      inaczej, bynajmniej publicznie, to prywatny seans za pewną kwotę.
      Wobec czego wszelkie jego pozyskanie z internetu automatycznie
      implikuje to że jest nielegalny, zwłaszcza wersje CAM i podobne.”
      Sugeruję sugerować się nie cytatem 2, tylko ustawą z dnia 4 lutego
      1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych, bo to właśnie ten
      akt jest podstawą do nakładania praw i obowiązków na osoby
      znajdujące się na terenie RP, a nie słowa Pana Góry (bez urazy).
      Prawda, podczas seansu, kino (a raczej jego sala) w pewien sposób
      traci element jego publicznej sfery, ale na pewno nie jest to
      prywatny seans (tak krzyczysz o piratach a sam nazywając seans
      prywatnym dajesz możliwość zastosowania dozwolonego użytku i
      rejestrowania filmu, bowiem w przestrzeni prywatnej spotykają się
      ludzie utrzymujący ze sobą stosunki co najmniej towarzyskie).
      Kupując bilet zawierasz umowę: oglądasz film i zgadzasz się
      automatycznie na regulamin jaki panuje w kinie, który zabrania
      korzystania z urządzeń rejestrujących obraz/dźwięk, więc nie można
      nie można nagrywać nie można. Niemniej czy istnieje jakaś inna, niż
      Twoja wyobraźnia, podstawa do twierdzenia, że nielegalnym jest
      pobranie filmu (nagranego w kinie)? No może jest ale na pewno nie
      jest to ustawa o prawie autorskim. Zgadzam się, że film będzie
      udostępniony nielegalnie, ale jego pobranie bez jednoczesnego
      udostępniania jest jak najbardziej zgodne z prawem. “Publiczne
      legalne rozpowszechnienie filmu następuje tylko w publicznej tv
      zazwyczaj kilka lat po premierze kinowej, jedynie taki film podpada
      pod ustawę i możliwość legalnego jego ściągnięcia z internetu z
      uwagi na to, że każdy mógł go nagrać.” o.O? A słyszałeś kiedyś o
      dystrybucji filmów na DVD/BD, kinach, sprzedaży cyfrowej, VOD,
      etc.? To nie jest legalne i publiczne (cokolwiek przez to
      rozumiesz) rozpowszechnianie? Zaprawdę powiadam Ci, jeśli jedynym
      legalnym środkiem rozpowszechniania filmu jest jego emisja w
      publicznej telewizji to środowiska artystyczne naprawdę klepią
      biedę… “Natomiast wszelkie inne rozpowszechnienie jest nielegalne
      i niepubliczne, jak wersja CAM, SCR, rip br/dvd, zgranie z płatnej
      tv sat, wersja cyfrowa płatna, to wszystko nielegalne albo PRYWATNE
      rozpowszechnienie. Niech mi ktoś nie mówi, że jak film jest w kinie
      to można go piracić ile wlezie, nawet jak to jest wersja CAM, bo go
      rozpowszechnili, nie można i ustawa jasno o tym mówi, gdyż w takiej
      sytuacji jak i tych co wymieniłem żaden materiał nie jest
      rozpowszechniany publicznie przez właściciela praw do filmu – tym
      samym wszelkie inne formy są nielegalne.” No i fajnie, nikt nie
      mówi, że można piracić (ciekawe co rozumiesz pod tym pojęciem). Po
      co tyle szumu na dwa akapity? “Cała ta ustawa ma sens właśnie tylko
      w takim przypadku, gdy podmiot mający prawa do licencji decyduje
      się rozpowszechnić materiał publicznie, wtedy wszystko gra, muzykę
      możemy pobierać, bo leci w radiu, tv, każdy może to nagrać, więc
      można i równie dobrze pobrać wersję która ktoś nagrał, wyręczył
      nas, tak samo z filmem w tv publicznej, każdy mógł go zobaczyć i
      sobie nagrać, to ma wtedy sens.” Poddaję się, nie skumałem o co Ci
      tu chodzi :) Jeśli byłbyś łaskaw przekazać tę myśl w bardziej
      zrozumiały sposób, bez błędów językowych i stylistycznych to
      spróbuję się odnieść. “Kompletnie nie ma sensu ściąganie CAMa lub
      dowolnie innej nielegalne pozyskanej wersji lub udostępnianej tylko
      prywatnie (za opłatą) i twierdzenie, że jest to legalne i
      publiczne, bo nie jest, to absurd, wydawca na pewno na takie coś
      się nie zgodził, to jest pozbawianie go zysków, ktoś by napisał
      kolokwialnie “kradzież”, no, ale oglądanie czyjejś pracy nie płacąc
      mu na to wskazuje.” Też wszystkiego nie zrozumiałem, ale nikt nie
      twierdzi, że udostępnienie filmu bez zgody autora/właściciela
      majątkowych praw autorskich do utworu jest legalne, zgadzam się
      też, że pobranie takiego utworu w pewnym sensie jest “nie daniem
      zarobienia”. Niemniej tak długo jak się pobiera utwór i go nie
      udostępnia, taka czynność jest prawnie usprawiedliwiona. Jeśli
      uważasz inaczej no to cóż, odsyłam do ustawy i jej czytania ze
      zrozumieniem a następnie pogodzenia się z faktem, że istnieje
      dozwolony użytek osobisty. I ważna rzecz pobranie pliku z internetu
      nie jest ani kradzieżą (przestępstwo kradzieży jest określone w
      art. 278 § 1 kodeksu karnego i pobranie pliku z internetu w myśl
      kodeksu nie jest kradzieżą) ani nawet piractwem. Piractwem określa
      się proceder odpłatnego rozpowszechniania utworu bez zgody jego
      autora. Jeśli uważasz inaczej, to niestety wpisujesz się w narrację
      organizacji typu BSA lub magazynu CDAction, gdzie wrzuca się do
      jednego wora kradzież, piractwo i pobieranie plików z internetu.
      Jest to socjotechnika mająca na celu wykreowanie w naiwnym
      społeczeństwie nieprawdziwego przekonania, że jeśli coś jest
      pobrane z internetu bez opłaty to nielegalne a jak nielegalne to
      kryminał i za kraty z takimi. “Czy pan ekspert może się do tego
      odnieść i dodatkowo dlaczego w naszym kraju ustawa ta jest
      maksymalnie wypaczana na korzyść piratów?” Po pierwsze dlaczego Pan
      Góra ma przed Tobą odpowiadać za akt prawny, którego on nie wydał?
      Po drugie ja jestem zdania, że zarówno ustawa o prawie autorskim
      jak i ustawa o świadczeniu usług drogą elektroniczną nie tylko nie
      faworyzuje piratów (rozumianych jako osoby odpłatnie
      rozprowadzające utwory bez zgody autora) jak i osoby
      rozpowszechniające utwory bez zgody autora, ale daje narzędzia
      umożliwiające postawienie ich przed sądem (zarówno karnym jak i
      cywilnym). “Dlaczego tłumaczy się to tak, że ustawa to właściwie
      przyzwolenie na “okradnie” twórców filmu od momentu jego dowolnej
      publikacji, choćby za opłatą w kinie?” Pobieranie, a nawet
      udostępnianie bez zgody utworu =/= okradanie. “Czy nie sądzicie,
      jeżeli się mylę co do ustawy, że jest ona po prostu chora i
      nieuczciwa, jak wy byście się czuli gdybyście wykonali pewną pracę
      na której chcecie zarobić, a duża cześć po prostu by wam ją
      “ukradła” i nie zapłaciła nic.” Nie wiem czy jest chora, nigdy nie
      mierzyłem jej gorączki. Mam za to ja pytanie do Ciebie, bo
      wysmarowałeś sporego posta (którego większa część była nawet
      zrozumiała) na temat ustawy o prawie autorskim. A w ogóle miałeś ją
      kiedykolwiek przed oczami, przeczytałeś i skumałeś? Odpowiedź mi
      się nasuwa, niemniej pytanie zadać musiałem. “To tak jakby piekarz
      upiekł chleb, a ludzie by przychodzi i go brali za darmo, i
      piekarza i wytwórnię filmową wytworzenie produktu kosztowało czas i
      pieniądze, a wy chcecie zasłonić się ustawą, aby nie płacić.”
      Porównanie kiepskie, bo nigdy nie zabiera się utworu tylko
      pozyskuje się jego kopię. “Panie ekspercie, co pan na to?” Jeżeli
      ma więcej oleju w głowie ode mnie (a zapewne ma), to Ci nie odpowie
      ;)

    • “Czy nie sądzicie (…) aby nie płacić.”

      Ustawa dba o interes twórców, ponieważ zabrania udostępniania (poza rodziną, itp.). Natomiast w niektórych przypadkach zezwala na ściąganie dlatego, że:
      a) Tłumaczenie przysłowiowej pani Halince co jest legalne, a co nie to syzyfowa praca.
      b) Lepiej, żeby zły (ten udostępniający) chodził wolno, niż żeby dobrego (tą panią Halinkę, która wcale nie chciała nikomu zaszkodzić) karać.
      c) Dlaczego nagrywanie z TV/radia miałoby być dozwolone, a ściągnięcie tego samego materiału z neta zabronione?

      Generalnie w tych sprawach prawo nie może być idealne, bo nie ma możliwości sprawdzenia czyjegoś zamiaru. A “szkodliwość” (z braku lepszego słowa) zależy od zamiarów. Ja przed ściągnięciem zadaję sobie jedno pytanie: “Czy gdybym mógł to zdobyć jedynie za opłatą, zapłaciłbym?”. Jeśli nie, to moje ściąganie nie ma żadnego wpływu na artystę, więc jest moralne. Jeśli tak, to artysta wprawdzie nic nie traci (!), ale nie dostaje też oczekiwanego zarobku, więc tutaj nad klasyfikacją moralną można by już dyskutować.

      IMHO potrzebna jest kultura wspierania ulubionych artystów, a la flattr, gittip oraz więcej akcji “pay what you want” a la Humble Bundle, Radiohead.

    • Pomyłka. :/ Miało być “ten ściągający nielegalnie i
      świadomie”, a jest “ten udostępniający”.

    • Scio me nihil scire

      Nie ma co czytać komentarzy analfabetów, złodziei, piraciarzy, jak nie zrozumiałeś to wróć do podstawówki.

    • @rychu
      How rude! Ok wracam, w sumie może się przydać, ale pod warunkiem, że będę siedział z Tobą w ławce. W końcu od kogoś ściągać muszę ;)

  36. A miałbym bardzo konkretne pytanie podobne do tego co padło, jednak odrobinę inne.
    Istnieje sobie strona X, która umożliwia
    a) pobranie danych testowych np. 5 odpowiedzi na skonstruowane zapytania
    b) abonament miesięczny umożliwiający dostarczanie nieograniczoną ilośc odpowiedzi na zapytania.

    Pytanie brzmi : czy jeśli korzystam z opcji A, wykorzystując proxy, tora i inne rzeczy, a nastepnie przetwarzanie takiej bazy w jakąś inną formę mogę się narazić na pozew ze strony firmy, od której ściągnąłem takie dane?

    Dziekuję z góry za odpowiedź :)

  37. Ja bym prosił o interpretację lub sprecyzowanie – “bo czegoś nie rozumiem”:

    Rzekomo ;) nie wolno pobierać pirackich programów. Natomiast są one publicznie dostępne w internecie – na stronach producentów, serwisów pobierań (mirrorach) itd. I jest ich zezwolenie na pobieranie i udostępnianie. Wolno je pobierać czy nie? Wolno, prawda? “Zwany dalej OGÓLNODOSTĘPNYM”. <- Markujemy.

    Mamy teraz sobie serwis z torrentami który hostuje "piractwo złe i parszywe", w tym te programy które są ogólnodostępne (Zwany dalej OGÓLNODOSTĘPNY). Fakt że ten piracki serwis dodatkowo daje nam małe pliczki .exe (<- markujemy "zwany dalej CRACK") które są łamaczem programu (który jest OGÓLNODOSTĘPNY ale zabezpieczony).

    Dodatkowe pliczki .exe (CRACK) nie są własnością autorów rzeczonego oprogramowania OGÓLNODOSTĘPNEGO – tylko… właściciela CRACKa (kodera, hackera, crackera, whatever). O jakim więc piractwie OGÓLNODOSTĘPNEGO oprogramowania mówimy i o jakim nielegalnym udostępnianiu? Zaznaczam że autor CRACKa również wyraził zgodę na jego rozpowszechnianie i udostępnianie.

    Więc ewentualne złamanie prawa MOŻE nastąpić dopiero po zakończeniu pobierania programu OGÓLNODOSTĘPNEGO, uruchomienia oraz złamania programu CRACKIEM. Więc dlaczego (na wniosek właściciela oprogramowania OGÓLNODOSTĘPNEGO) ściga się osoby rozpowszechniające własność osoby która stworzyła i udostępniła CRACK?

    Według mnie, właściciel oprogramowania OGÓLNODOSTĘPNEGO powinien sobie ganiać za autorem CRACKa – czyż nie? ;d

    Hm?

    • Na stronach producentów i legalnych portalach z programami
      typu Dobreprogramy.pl (uważajcie na oszusta Dobre-programy.pl) są
      zwykle triale lub wersje darmowe. Klucz musisz już kupić sam lub
      zdobędziesz go w promocji producenta lub portalu hostującego
      oprogramowanie, albo np. bloga z promocjami. Niekiedy producenci
      programów nie zgadzają się na ich hostowanie poza swoimi serwerami
      i wtedy portal w stylu Dobreprogramy.pl odsyła do strony
      producenta. Ma się wtedy gwarancje pobrania najnowszego pliku. Co
      do torrentów, a zwłaszcza cracków to sprawa jest śliska i jak dla
      mnie następuje popełnienie przestępstwa (zwłaszcza crack zawsze był
      i jest nielegalny, ale ściągając program też wolałbym nie robić
      tego przez torrenta). Jak dla mnie także keygeny są nielegalne, bo
      pozwalają wygenerować klucz bez płacenia za niego. Swoją drogą
      zdarza się, że producent pozwala czasem na ściąganie przez P2P w
      celu odciążenia swoich serwerów. Mam tu na myśli downloader na
      stronach Asusa pozwalający ściągać sterowniki przez ich P2P (można
      także ściągać tradycyjnie bez downloadera). No, ale to nie to samo,
      co torrent.

    • Paweł Nyczaj: no ok. Ale to nie jest odpowiedź na pytanie.
      Przyjmijmy że oprogramowanie na torrentach to “trial” taki sam jak upubliczniony do przetestowania na stronie producenta i dodatkowo jest mirrorowany na innych publicznych stronach (zresztą w 99% przypadków tak jest). Crack jest “nielegalny” (a w sumie jego używanie) to rozumiem. Mimo wszystko te całe rozumienie/nie-rozumienie nie neguje żadnego argumentu z mojego pytania.

  38. Uprzedzam że nie czytałem artykułu (z braku czasu, ochoty, problem ze wzrokiem etc)
    Mam jedno pytanie
    Skąd mam wiedzieć co ściągam ?
    Czy w przypadku gdy ściągnę sobie archiwum zip opisane jako “zdjęcia cioci jadzi”
    a okaże się że w środku są Filmy mistrza Wajdy to to już będzie podlegać pod złamanie “praw autorskich” czy inne tego rodzaju bzdury

    Osobiście uważam że paradygmat może nie ogólnie sieci ale napewno sieci www ma się nijak do kapitalistycznego kodeksu prawnego i gdyby ktoś chciał to zmienić to
    sieć www w obecnej formie przestała by istnieć

    • Musi wypowiedzieć się prawnik, ale jak dla mnie mógłbyś się wtedy bronić argumentując, że nie miałeś świadomości prawdziwej zawartości pliku. Nie spodziewałeś się więc nielegalnie udostępnionych filmów Wajdy. Nawiasem mówiąc od lat mówi się, że sporym źródłem wycieków są członkowie Amerykańskiej Akademii Filmowej, którzy na jakiś czas przed galą oscarową (nie wiem, z jakim wyprzedzeniem) dostają filmy do oglądania i głosują na wybrane filmy (zdaje się, że na formularzu lub online). Oczywiście mają tym sposobem dostęp do filmów niedostępnych poza USA (słyszałem, ze kilku Polaków jest członkami Amerykańskiej Akademii Filmowej). Oczywiście winowajcami mogą być równie dobrze dzieci tych osób.

  39. http://www.pcworld.pl/news/141721/Sad.udostepnienie.w.P2P.to.jeszcze.nie.piractwo.html
    Pytanie czy analogiczna linia obrony przeszłaby u nas. Druga
    kwestia co w wypadku filmów/ seriali np Azjatyckich gdzie
    dystrybutor nie wie że istnieje taki kraj jak Polska i nie
    udostępnia np wysyłki międzynarodowej już nie mówiąc o wersji
    językowej .

  40. Taka sytuacja: Zakupiłem Microsoft Office 2013 z licencją
    na jeden komputer. Zainstalowałem program na kompie. Za jakiś czas
    komp mi padł. Pytanie brzmi: Czy mogę zainstalować zakupionego
    Office na nowym, zakupionym przez siebie kompie?

    • Według mnie tak, o ile nie jest to OEM kupiony razem z kompem. Jednak sprzedając padnięty komputer jako uszkodzony radziłbym sprzedać bez dysku albo z wyczyszczonym dyskiem, bo inaczej ktoś może tego twojego Office używać na innym kompie lub po naprawieniu tego uszkodzonego (a to już legalne nie będzie). Ewentualnie w razie problemu z aktywacją (wtedy jesteś zmuszony do upierdliwej aktywacji telefonicznej) zgłaszasz, że stary komp padł i instalujesz na nowym.

    • Z tego co wiem, to Office 2013 nawet w wersji OEM można przenosić na inny komputer w firmie, jednak nie częściej niż raz na 90 dni.

  41. IANAL, znam interpretacje wg. których pobranie programu jest korzyścią majątkową w wysokości wartości licencji.

    • poproszę jakieś namiary

  42. Ja mam jeszcze takie pytanie — jak moja przeglądarka zasysa obrazki ze stron (czy jakąkolwiek inna treść) i te obrazki są ocopyrightowane, to można mnie pozwać za naruszanie czyichś praw autorskich? Czy mogę te obrazki dalej wykorzystywać? Np. utworzę sobie serwer proxy i podepnę pod niego drugi komputer — udostępniam mu treść chronioną prawem autorskim — on łączy do mojego pc i pobiera te obrazki ode z mojego dysku (tak samo jak w p2p), a że rozpowszechnianie materiałów chronionych prawem autorskim jest nielegalne, to wychodzi na to, że można by pozwać każdego producenta przeglądarek, serwerów proxy, a nawet googla, który cachuje całą treść stron, kopiując materiały chronione prawem autorskim. Robimy pozew zbiorowy przeciwko googlowi za naruszanie praw autorskich? Jakie to szczęście, że ludzie nie traktują serio tych praw autorskich, bo inaczej trzeba by zdelegalizować chyba cały internet, czy się mylę? xD

    • Materiały chronione to pikuś. Cachują pornografie i pedofilstwo ;)
      I jakoś nikt ich nie pozywa – ale jak ktoś by wlazł po linku na jakiś chory serwis a potem by mu wytrzepali system to by stwierdzili że “miał na dysku pornografie dziecięcą”. Chore i kalekie.

  43. A ja mam następujące pytania:
    1. Czy sprawa dozwolonego użytku prywatnego dotyczy również ebooków? O ile wiem, w Polsce ebook jest usługą, nie towarem. Czy to nie zmienia możliwości jego udostępniania, np. siostrze/bratu?
    2. Czy jeżeli mam prawo do nagrania mp3, w ramach dozwolonego użytku udostępniam go np. bratu, a on umieszcza go np. na Chomiku to sankcje karne grożą tylko jemu czy również i mnie? Bo w końcu to mój plik “wyciekł”.
    3. Czy jeżeli do ściągania z torrentów używam klienta p2p, który ma możliwość ustawienia limitu prędkości wysyłania na 0 b/sek to udostępniam ściągane treści czy nie? Niby udostępniam, bo teoretyczna możliwość jest, ale z drugiej strony nikt nie pobierze ode mnie ani bajta…

  44. Ogólnie całe “prawo własności intelektualnej” jest kulawe i popsute w główke. Kolejne pytania:

    1. Każdy z nas, opłacający abonament radiowo-telewizyjny (przyjmijmy dla przejrzystości że WSZYSCY to robią na terenie RP lub są zwolnieni z tego obowiązku), mamy prawo sobie nagrać i odtwarzać do woli już raz upublicznione (nie mówię o kinie, nie mówię o płatnych pakietach – mówię o publicznym radio i tv) utwory… to pytanie: gdzie tu jest “piractwo” jeśli jeden z nas udostępnia nagrane utwory drugiemu (ten drugi ma do tego prawo przecież), hm?

    2. Jakim cudem są instytucje takie jak ZAiKS, ZPAV, StoART itd. które pobierają wielokrotnie opłaty krzyżowo za to samo? Gdzie jest przepis prawny, i jak brzmi, uprawniający ich wszystkich do pobierania opłaty za te same utwory. Co gorsza próbują pobierać opłaty za utwory nie zgłoszone w ogóle – lub uwolnione z praw autorskich przez autorów. Jakim cudem?
    Dlaczego tak twierdzę? Ponieważ wystarczy robić “większą impreze” aby zgłosiły się te 3 (lub może już więcej) organizacji po kase.

    • 1. Widziałeś w publicznej telewizji “Grę o tron” albo “Skyfall” (uwaga nie pamiętam kiedy ostatnio oglądałem telewizję, więc mogłem nie trafić z tytułami)? No to masz przykład utworów, które możesz tylko pobrać i ewentualnie pożyczyć kumplowi. W przypadku udostępniania takich utworów (osobom nie pozostającym z Tobą w stosunkach towarzyskich) będziesz naruszał prawa autorskie poprzez rozpowszechnianie utworu bez wiedzy i zgody właściciela majątkowych praw autorskich.
      2. Art. 20 i 20(1) ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. To przepisy, które powinny Cię zainteresować. No i 2 rozporządzenia wydane na nich podstawie (uwaga długie nazwy):
      – ROZPORZĄDZENIE MINISTRA KULTURY W SPRAWIE OKREŚLENIA KATEGORII URZĄDZEŃ I NOŚNIKÓW SŁUŻĄCYCH DO UTRWALANIA UTWORÓW ORAZ OPŁAT OD TYCH URZĄDZEŃ I NOŚNIKÓW Z TYTUŁU ICH SPRZEDAŻY PRZEZ PRODUCENTÓW I IMPORTERÓW z dnia 2 czerwca 2003 r. (Dz.U. Nr 105, poz. 991)
      – ROZPORZĄDZENIE MINISTRA KULTURY W SPRAWIE OPŁAT UISZCZANYCH PRZEZ POSIADACZY URZĄDZEŃ REPROGRAFICZNYCH z dnia 27 czerwca 2003 r. (Dz.U. Nr 132, poz. 1232)
      Jeśli chcesz poznać ich treść, po prostu przekopiuj to co jest w nawiasie do googla i znajdziesz treść. Mam nadzieję, że choć częściowo odpowiedziałem na Twoje pytania.

  45. A co jeśli mam oprogramowanie pobrane ze strony typu chomikuj na dysku, ale nie jest ono zainstalowane, ani go nie używam? Co wtedy?

  46. Pytanie do znawców.
    Czy pobranie (bez udostepniania) czyli klasyczne sciągniecie serialu, który nie ukazał sie na DVD lub BlueRay a mial swoja premiere w telewizji lamie prawo autorskie czy nie?
    Dziekuje.

  47. A jak się ma sprawa z umową licencyjną podczas instalowania
    oprogramowania (To coś długiego, czego nikt zazwyczaj nie czyta
    tylko zaznacza, że akceptuje)? Czy jeśli zrobię jakiś program i
    napiszę w tej umowie, że jak ktoś zainstaluje moje oprogramowanie i
    zaakceptuje warunki to np. będzie mi musiał codziennie płacić za
    jego korzystanie to będę mógł się domagać tych pieniędzy?

  48. Mam pytanie na któryś z kolejnych poniedziałków:

    Czy tworząc program komputerowy z polecenia służbowego, w ramach umowy o pracę, gdy stworzenie takiego programu należy do moich obowiązków służbowych
    mam prawo oznaczyć go swoim nazwiskiem?

    Przeszukałem ustawę o prawach autorskich i prawach pokrewnych (Dz. U. z 2006 r. Nr 90, poz. 631) i znalazłem takie oto zapisy:

    Wytwarzając oprogramowanie w stosunku pracy:
    – autorskie prawa majątkowe przynależą pracodawcy (art 74 pkt. 3.) – co jest oczywiste,
    – autorskie prawa osobiste przynależą programiście i są niezbywalne.
    (czyli te określone w art 16, art 77 określa, że obowiązuję jedynie pkt 1-2 art. 16)

    W szczególności chodzi o art 16 pkt 2:

    Art. 16.
    Jeżeli ustawa nie stanowi inaczej, autorskie prawa osobiste chronią nieograniczoną w czasie i niepodlegającą zrzeczeniu się lub zbyciu więź twórcy z utworem, a w szczególności prawo do:
    1) autorstwa utworu;
    2) oznaczenia utworu swoim nazwiskiem lub pseudonimem albo do udostępniania go anonimowo;
    (… – pozostałe nie mają zastosowania)

    Chciałem dowiedzieć się co znaczy owo ‘oznaczenie utworu swoim nazwiskiem’. Czy może ono znaleźć się w widocznym dla użytkowników oprogramowania miejscu?

    Jak to się ma do programów, które komunikują się z użytkownikiem poprzez interfejs WWW, a jak do programów, które są uruchamiane na komputerze użytkownika i mają ‘klasyczny’ interfejs?

    Wreszcie – czy pracodawca może zabronić oznaczenia utworu?

    Źródła:
    http://www.rp.pl/artykul/714724.html?p=2
    http://isap.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WDU20060900631

  49. Jak działa motyw gdy jadę samochodem i słucham muzyki, która leci w radiu, następnie materiał WIDEO udostępniam w serwisach typu YouTube? Czy “czepianie” się o prawa autorskie w tym momencie są słuszne? Pozdrawiam.

  50. Strasznie podoba mi się Wasz pomysł na serię artykułów
    “Poniedziałki z prawnikiem”. Myślę, że są przydatne, bo wiele osób
    nie ma pojęcia o wielu rzeczach co można, a czego nie. Ja również
    mam wątpliwości i zaraz przedstawię swoje pytanie, na które mam
    nadzieję pojawi się odpowiedź, gdyż dotyczy to wielu osób. Otóż,
    głównie chodzi o konta fikcyjnych postaci na portalach
    społecznościowych, co jest obecnie w modzie. Ludzie tworząc takie
    konta podają się za postaci fikcyjne, umieszczają zdjęcia aktorów
    wcielających się w role danej postaci. Tak więc, czy
    wykorzystywanie udostępnionych zdjęć z planów filmowych przez inne
    osoby (powiedzmy na stronach fanowskich) bądź pobrane z oficjalnych
    stron produkcji jest legalne? Czy kara może zostać nałożona bez
    względu na to co się z tymi zdjęciami robi czy dopiero wówczas
    kiedy dojdzie do poważnego nadużycia, na przykład poprzez działanie
    takiego użytkownika wizerunek aktora zostanie naruszony?

  51. […] W tym odcinku cyklu “poniedziałek z prawnikiem” Jarek Góra odpowiada na wasze pytania zadane pod zeszłotygodniowym artykułem dotyczącym tego co i kiedy można ściągać z internetu oraz do jakiego stopnia tymi danymi można się dzielić z…. […]

  52. Bardzo rozsądna i uargumentowana opinia. Brawo Prawnik. W chipach i innych pierdoło-techno-pudelkach czytałem do tej pory same bzdury ewentualnie nagonki ZAIKSu i innych niepełnosprytnych kretynów, którzy za swoją szmirę chcieli zgarniać jak największą kasę. Niestety. Przed kupnem płyty kretynki z programu telewizyjnego tak czy tak pożyczyłbym tę płytę od znajomego by zobaczyć, czy warto. Chyba, że pod karą śmierci zabronią te śmierdziele z ZAIKS sobie pożyczać cedeki. Zamkną biblioteki, zamkną empiki, bo tam też można odsłuchać płyt za darmo.
    Kwestia gazet, e-booków. To samo – zamknąć biblioteki i wieszać za pożyczanie książek – to jest marzenie tretynów dojących mizeroty i gryzipiórki i wciskających plebsowi, że ich gazeta to kanon światowej kultury.
    No cóż, zamiast dawać 20 PLN za pismo fotograficzne, gdzie pan Ziutek chwali zdjęicia pana Gienia, 3/4 to treść zaczerpnięta z Internetu, wolę to pismo po prostu od kogoś pożyczyć, by przeczytać może jeden wartościowy artykuł. A zaoszczędzone pieniądze lepiej przeznaczyć na rozwój narodowego przemysłu przetwórczego i kupić sobie Żytnią.

  53. Jak to w końcu jest?! Oto tekst z powyższego artykułu “(…) I nie jesteśmy przy tym zobowiązani do sprawdzania, czy treści, które są w Internecie rozpowszechniane (dostępne) są udostępniane legalnie, czy nie.”

    A poniżej sprzeczne informacje źródło: legalnakultura.pl

    “Na własne potrzeby (dozwolony użytek osobisty) możliwe jest pobranie tylko takich utworów, które zostały rozpowszechnione (wprowadzone do obrotu) za zgodą twórcy. Jeśli istnieje podejrzenie nielegalnego wprowadzenia utworu do Internetu to należy unikać korzystania z takich źródeł (na przykład wówczas, gdy w Internecie udostępniony zostanie – bez zgody twórcy – utwór przed jego oficjalną premierą).”

    Prawnicy dla Legalnej Kultury

    Czyli jak pobiorę np. film z portalu, który nie uzyskał zgody od wytwórcy na jego rozpowszechnianie to też kręcę na siebie bata?

  54. […] penetracyjne, a na dodatek po godzinach spamowaliście — do tego “wasz kolega” ściągał z internetu “pirackie” oprogramowanie lub udostępniał legalnie pobrane treści multimedialne — co gorsza, zapomniał włączyć […]

  55. Czy jesli jakas firma wystawia na swiat publiczny server ftp, do ktorego dostep nie jest chroniony haslem? Czy mozna z takiego serwera legalnie sciagac wszelkie dane np bazy danych klientow?

  56. […] Co do “piractwa” i tego co można a czego nie można legalnie ściągać z sieci (oraz co za to grozi), to polecamy nasz artykuł z cyklu Poniedziałek z Prawnikiem, który poświęciliśmy właśnie temu co można a czego nie można (legalnie) ściągać z internetu. […]

  57. […] Co możemy umieszczać w ramach artykułów (czy możemy wklejać linki do “pirackich” filmów na YouTube?) Tak jak pisałem wyżej na właścicielu strony lub bloga ciążą podobne obowiązki, jak na pozostałych osobach. Jeśli zatem poza Internetem coś jest zakazane, podobnie będzie w cyberprzestrzeni. Jednym z przykładów może być kwestia ewentualnych naruszeń praw autorskich (tę tematykę poruszaliśmy już w jednym z poprzednich odcinków “Poniedziałku z Prawnikiem&…). […]

  58. A jak się ma “dozwolony użytek” do plików z takiego portalu jak chomikuj.pl? Ustawa mówi o nieodpłatnym, a chomikuj całkiem darmowy nie jest. Czy pobierający łamią prawo?

  59. Czy można pobierać e-booki?

  60. czy za pobieranie książek chomikuj grozi jakaś kara ???

  61. Czy jeśli nagralem film w kinie tj star Wars przebudzenie mocy mogę wycic kilka scen i wrzucić je na youtube?

  62. Czy samo posiadanie pirackiego oprogramowania jest przestępstwem?

Twój komentarz

Zamieszczając komentarz akceptujesz regulamin dodawania komentarzy. Przez moderację nie przejdą: wycieczki osobiste, komentarze nie na temat, wulgaryzmy.

RSS dla komentarzy: